O nieposłuszeństwie i prawie do samoobrony

O nieposłuszeństwie i prawie do samoobrony

Komentatorzy chaosu politycznego, którego sceną jest Polska, zwracają głównie uwagę na zagrożenia dla porządku prawnego, ryzyko zapaści gospodarczej czy niebezpieczeństwo ograniczenia swobód obywatelskich. To wszystko jest bardzo realne. Ale wydaje się, że społeczeństwo może ponieść równie duże koszty w sferze mentalno-kulturowej, gdzie jeszcze bardziej obniży się poziom zaufania, nastąpi powszechne promowanie tępego konformizmu i nagradzanie etyki poddaństwa. Te straty mogą być głębsze, ich naprawienie zaś może wymagać długiego czasu.

A przecież to brak pokory i nieposłuszeństwo wobec zastanych schematów i rytuałów są siłami napędowymi rozwoju społecznego. Nie byłoby niezależności w działaniu, gdyby nie „zbrodnia” Prometeusza. Zostaje on ukarany za swoje nieposłuszeństwo, ale nie żałuje i nie prosi o przebaczenie, lecz dumnie oświadcza: „Wolę być przykuty do skały, niż być posłusznym sługą bogów”. Wagę buntu i niepokory podkreślał Erich Fromm: „Rozwój duchowy człowieka był możliwy nie tylko dlatego, że byli ludzie, którzy ośmielili się powiedzieć »nie« w imię swoich przekonań, lecz także dlatego, że jego rozwój intelektualny zależał od zdolności do bycia nieposłusznym wobec władz, które próbowały nałożyć kaganiec nowym ideom”. W tym sensie regres społeczny i zbiorowa katastrofa mogą nastąpić wówczas, kiedy ludzie „będą posłuszni archaicznym uczuciom strachu, nienawiści i chciwości oraz przestarzałym komunałom o suwerenności państwa i narodowym honorze”.

Przypomniały mi się słowa Fromma, kiedy usłyszałem nacjonalistyczną histerię prawicowo-rządowych kręgów w reakcji na informacje zagranicznych mediów o sytuacji w Polsce czy na zatroskanie Parlamentu Europejskiego i innych instytucji międzynarodowych rozwojem spraw politycznych w Polsce. Ci, którzy się oburzają, że gazety niemieckie, brytyjskie lub włoskie nie ukrywają swojego zaniepokojenia stylem i tempem zmian zachodzących w Polsce, powinni zrozumieć, że już dawno temu skończyły się czasy, kiedy poszczególne państwa i ich władcy mogli nie liczyć się z otoczeniem zewnętrznym. Dziś ani ekologia, ani rynek pracy, ani wyzysk, ani tym bardziej ograniczanie swobód obywatelskich nie są sprawami, które można po cichu załatwiać w narodowej klatce. Obrona przed dyktatorskimi zapędami nie ma swojej ojczyzny! A idea wspólnej Europy opiera się właśnie na solidarności ponadnarodowej.

Jest to tym bardziej wskazane, kiedy władza nie liczy się z nikim, a w przestrzeni publicznej narasta poczucie zniechęcenia i strachu. Idealiści z Komitetu Obrony Demokracji uczą się dopiero na własnej skórze, co znaczą zaczepki, represje i utrudnianie życia z powodu zaangażowania w sprawy publiczne – komuś włamano się na konto mejlowe, innemu przejęto konto na Facebooku, ktoś otrzymuje pogróżki przez telefon. No cóż, systemy i technologie się zmieniają, ale metody zastraszania pozostają te same.

Dochodzą też nowe tematy uwikłania czy odebrania wiarygodności niewygodnym osobom. Tomasz Lis mówi o „molestowaniu, narkotykach, pedofilii czy mobbingu” jako tematach prowokacji prawicowych mediów, które mogą być użyte nie tylko wobec niezależnych dziennikarzy, ale i wszelkich innych osób, które będą zbyt mocno „mieszały” wbrew woli władzy. Jeżeli się nie ma na kogoś innych haków, pozostają obyczajowe. W społeczeństwie konserwatywnym i pełnym kościelnej hipokryzji jest to szczególnie skuteczne.

Nieposłuszeństwo i samoobrona wymagają odwagi i dużego samozaparcia. W czasach autorytarnych dominują raczej tchórze i konformiści. Im większa presja zewnętrzna, tym szybciej rozwija się produkcja posłusznych niewolników. Oddajmy raz jeszcze głos Frommowi, który trafnie opisał ten mechanizm: „Dopóki jestem posłuszny władzy państwa, Kościoła czy opinii publicznej, czuję się bezpieczny i chroniony. Faktycznie sprawia tylko niewielką różnicę, jakiej władzy jestem posłuszny. Zawsze jest to instytucja albo ludzie, którzy tak czy inaczej używają siły i którzy oszukańczo utrzymują, że są wszechwiedzący i wszechwładni”.

Ważnym elementem samoobrony społecznej przed aparatem państwa jest solidarność międzyludzka i upublicznianie wszelkich przypadków zastraszania, naciskania, represjonowania. Ucisk i represja bowiem, choć dotykają osoby prywatne, zawsze mają charakter publiczny. Izolacja i pozostawanie w ukryciu jest tylko przyzwoleniem na dalsze dociskanie śruby. Żaden przypadek represji nie powinien zostać anonimowy – to zwiększa szansę na opór i jest większą gwarancją, że pewne czyny nie będą zapomniane.

Wydanie: 51/2015

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy