Jak inteligent z inteligentem

Kuchnia polska

Pośród publicystów, z którymi się nie zgadzam, bardzo wysoko cenię Janusza Lewandowskiego. Autor ten, należący także jako były minister i poseł do klasy politycznej, wyróżnia się zarówno wśród publicystów, jak i polityków dwoma cechami nie do pogardzenia – inteligencją i szczerością. Inteligencja pozwala mu zauważać, co rzeczywiście dzieje się dookoła, szczerość zaś każe mu mówić, co na ten temat sądzi i do czego zmierza. Dlatego też w warstwie obserwacji przeważnie się z nim zgadzam, mając zarazem niemal pewność, że nie zgodzę się z jego wnioskami, ponieważ zmierzam do czegoś innego.
Potwierdza to w pełni zamieszczony w „Gazecie Wyborczej” (7.11.br.) artykuł p. Lewandowskiego „Jak inteligent z populistą”. Autor formułuje w nim kilka trafnych spostrzeżeń na temat aktualnej sytuacji w Polsce, wyciągając stąd kilka całkowicie obcych mi wniosków.
Pisze więc, że „odwrócenie się tyłem jest jałowym sposobem obcowania z realiami III RP”, czemu nie sposób nie przyklasnąć. Z tego też stanowiska stwierdza, że to, co w Polsce określamy jako „populizm”, jest jakościowo różne od podobnych zjawisk na zachodzie Europy. O ile bowiem populizm zachodni jest protestem wobec poszczególnych dających się dokładnie nazwać zjawisk życia społecznego, o tyle populizm polski wyraża wątpliwość dotyczącą samych podstaw budowanego u nas systemu kapitalistycznego, co zdaniem autora jest znacznie bardziej niebezpieczne. Przypomnę, że coś podobnego napisałem tu właśnie przed tygodniem, sugerując, że kapitalizm ze znacznie większymi oporami przyjmować się będzie w krajach, które – cokolwiek by o tym myśleć – przeżyły jednak niemal pół wieku społecznego egalitaryzmu niż tam, gdzie brak równości jest i był zawsze niekwestionowaną zasadą. Dalej zaś p. Lewandowski stwierdza niezwykle słusznie, że przejawem populizmu w życiu społecznym są u nas nie tylko rozmaite reakcje grup społecznie odtrąconych, ale także zalew tandety w życiu publicznym i w świecie myśli, „demokracja telewizyjna” spłycająca problematykę społeczną do poziomu reklamowych spotów i bezradność sfery politycznej, niezdolnej do naprawy obyczaju i postaw ludzkich. Dlatego też, twierdzi p. Lewandowski, jeśli chcemy wydźwignąć się z obecnego upadku życia publicznego, impuls w tej mierze może przyjść jedynie „z zewnątrz”, przez co „dochodzimy, tak czy siak, do roli inteligencji”.
Nie bardzo wiem, dlaczego autor umieszcza inteligencję „na zewnątrz” procesów społecznych zachodzących w naszym życiu publicznym (a także dlaczego przy okazji myli ZAiKS z ZASP-em), nie umniejsza to jednak trafności jego wywodu.
W tym jednak miejscu autor artykułu w „Gazecie Wyborczej” przystępuje do wniosków, z których główny jest ten, że inteligencja polska – a chodzi tu o inteligencję jako warstwę przywiązaną do wartości, nie zaś komiwojażerów pokupnej tandety – przyłączyła się w istocie do populistów, krytykując i podając w wątpliwość zarówno poszczególne przejawy, jak i samą strukturę tworzonego przez nas kapitalizmu. Mówiąc to, p. Lewandowski przytacza na dowód głównie powstające ostatnio polskie filmy, takie jak „Cześć, Tereska” czy „Dzień świra”, a także część „offowych ” filmów, prezentowanych niedawno na festiwalu w Gdyni, w których kraj nasz pokazywany jest od strony ludzi odtrąconych i głęboko nieszczęśliwych, zawiedzionych w swoich nadziejach na sprawiedliwość i realizację własnych dążeń. Do listy tej dodać mogę od siebie także filmowe „Moje miasto” pokazujące los młodego bezrobotnego na Śląsku, ostatnią powieść Redlińskiego „Transformejszen” i sporo innych pozycji.
Otóż pojawienie się tych głosów artystycznych, odbijających się świeżym tonem od celebrowanych dworskich kolubryn filmowych, p. Lewandowski uważa za dowód zdrady polskiej inteligencji. Polega ona na nielojalności wobec budowli polskiego kapitalizmu, która nie jest jeszcze przecież ukończona, a więc wytykanie jej wad jest, zdaniem autora, nieuczciwe i stawia inteligentów w sojuszu z populistami. Argument ten przypomina żywo czasy realnego socjalizmu, kiedy również mówiono, że sprawiedliwy ustrój nie jest przecież jeszcze zbudowany, a więc zwracanie uwagi, że ojczyzna nasza „krzywa rośnie”, jest krytykanctwem i krecią robotą. Podobnie jak i wówczas p. Lewandowski zapewnia nas także, że „nie będzie innej, „prawdziwej” demokracji, samorządności, kultury, ale można poprawiać to, co jest”.
Już to słyszałem, ale nie w tym rzecz. Rzecz w tym, że właściwym zadaniem inteligencji nie jest – i nigdy nie było – kibicowanie konstruktorom jedynie słusznych rozwiązań ustrojowych, lecz przeciwnie, stawianie przed nimi znaków zapytania i zmuszanie do namysłu. Nie jest „radość z odzyskanego śmietnika”, lecz raczej zastanowienie, jak i dlaczego na powstający obecnie śmietnik historii spada tak wiele warstw społecznych i jednostek ludzkich, razem z ich aspiracjami i nadziejami. Dlaczego zatkał się kanał awansu społecznego dla ludzi biednych. Dlaczego na pośmiewisko wystawione zostały ambicje naukowe, kulturalne i twórcze, zdegradowane przez pogoń za łatwymi pieniędzmi. Dlaczego potencjalne dźwignie edukacji społecznej, jak telewizje na przykład, wydały – jak przyznaje p. Lewandowski – kulturę „Big Brothera” i czy nie stawia to pod znakiem zapytania odpowiedzialności społecznej prywatnego biznesu.
Nie ma żadnej gwarancji, że ukończenie budowy obecnego modelu gospodarki rynkowej zlikwiduje te zjawiska, które dziś widać gołym okiem i na które zwracają uwagę ludzie kultury. Raczej można przypuszczać, że krzywy fundament, który obecnie obserwujemy, da w rezultacie krzywą budowlę. A więc teraz właśnie, a nie w przyszłości, jest czas na krytykę i korekty. Do tego wniosku dochodzi coraz więcej osób pokroju Jacka Kuronia na przykład – a więc ministra w tym samym rządzie, co p. Lewandowski – twierdząc dzisiaj, że dziesięć lat temu był jeszcze czas, aby powstrzymać obecne bezrobocie i obecną marginalizację wielkich obszarów społecznych, na co teraz nie ma już pewnie ratunku.
Dziwi mnie przeto, że pan Lewandowski, który, jak przystało na inteligenta, obserwuje rzeczywistość, chodzi do kina, czyta książki, rozumie, że polityka, a także biznes, bez sfery wartości jest papierowym tygrysem, stawia kulturze tak osobliwe zarzuty.
Chyba że chodzi mu o coś zupełnie innego. A jeśli tak – to pardon.

 

Wydanie: 46/2002

Kategorie: Felietony

Komentarze

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy