Mamy marzenia: batożenie, dożywocie, śmierć

Mamy marzenia: batożenie, dożywocie, śmierć

Kiedy już Walter Lippmann odkrył do końca istnienie opinii publicznej (słynna książka pod tym tytułem wydana w 1922 r.), życie publicystów i polityków stało się łatwiejsze. Doskonalone wyniki badań dorzucały nowego paliwa do niekończącego się nigdy sporu o to, jacy chcemy być, co myślimy o sobie, a co – i to ważniejsze – myślimy o innych: ich życiu, wyborach, myśleniu, poglądach, ubiorze, fryzurze, domu, samochodzie, pracy, podatkach, wyborze szkoły dla pociech, Hitlerze i Stalinie, wojnie, złodziejach samochodów, odkurzaczach. Otworzyła się nowa epoka. Badania i zarazem kształtowania opinii. Dopytywania i wyciągania wniosków.

Istnienie mediów społecznościowych jest ucieczką do przodu. Żadna próba badawcza, nawet najbardziej „reprezentatywna”, nie może się porównywać z niepoliczalnymi terabajtami danych, jakie zgromadził na temat miliardów mieszkańców Ziemi taki Facebook. Nikt nigdy nie wiedział tak wiele o wszystkich. Powstał nowy, globalny instrument zarządzania masami. Choć nie znamy jego struktury decyzyjnej, własnościowej, nie rozumiemy konsekwencji podpisania cyfrowego pergaminu, przy którym wysiłki faustowskiego Mefista to jakiś drobnicowy żarteluszek, nieświadomie jesteśmy wciągani w tryby udzielanych zgód za możliwość „darmowego” korzystania z cyfrowych przestrzeni.

Ale nie o tym chciałem. Wciąż istnieją antyczne pracownie badań opinii publicznej, sondażownie, instytuty, które – choć głównie na służbie pieniądza, towaru i handlu – niekiedy usiłują (symulując naukową bezstronność i ideową ciekawość) opowiedzieć coś o nas samych jako o społeczności. O tym, co nas porusza, co oburza, co denerwuje albo zachwyca. Takie badania przemknęły ostatnio przez polską przestrzeń komentariatową, kiedy to dziennik „Rzeczpospolita” omówił wyniki Ogólnopolskiego Badania Wiktymizacyjnego Polaków 2020, wykonanego przez Instytut Wymiaru Sprawiedliwości (istniejący i funkcjonujący przy Ministerstwie Sprawiedliwości). W największym skrócie: w badaniu na pięciotysięcznej grupie respondentów (jak na podobne badania – przyzwoitej i pozwalającej formułować wnioski) okazało się m.in., że Polacy generalnie czują się dość bezpieczni i równocześnie w ogromnej części są zwolennikami zaostrzania kar za przestępstwa i wykroczenia. 43% Polaków zadeklarowało poparcie dla przywrócenia i wykonywania kary śmierci, do tego spora grupa wsparła pomysł (na razie tylko rzucony w pytaniach badawczych, które jednak zadała instytucja podporządkowana Ministerstwu Sprawiedliwości) wprowadzenia kar chłosty. Tak, w XXI w. co piąty Polak wspiera pomysł batożenia jako formalnej kary.

Oczywiście mógłbym napisać, że gdyby wybitni badacze opinii publicznej z ministerialnej sondażowni niewinnie podrzucili rodakom pomysł oblewania smołą i tarzania w pierzu, łamania kołem, obcinania rąk, palców, sprawdzonego (choćby w tajnym więzieniu CIA w Kiejkutach), niepozostawiającego fizycznych śladów podtapiania, wyniki akceptacji tychże praktyk też mogłyby nas zadziwić. Oglądamy więc przemocowy spektakl pod pozorem badań, który de facto oswaja nas z potworną, stosowaną przez stulecia, najczęściej niekontrolowaną przemocą fizyczną jako środkiem dyscyplinującym, podporządkowującym, karnym. Pręgierz jako symbol sprawiedliwości.

Kiedy czytamy dzisiaj na nowo opowiadaną ludową historię Polski, z niemal każdej karty wylewa się tam morze okrucieństwa, katowania, upokorzeń. Jest jakimś niesłychanym powrotem mentalnym ta tęsknota za stosowaniem takich kar wobec kogokolwiek. Jest jakimś fantazmatycznym resentymentem tęsknienie za stryczkiem, rozstrzelaniem, porażeniem prądem jako formą wymierzania i zaprowadzania sprawiedliwości. Równocześnie w tych badaniach czytamy, że większym zaufaniem cieszy się działanie policji niż sądów. I że policja powinna móc działać (jakby nie mogła i nie robiła tego) bezwzględniej. Ta sama policja, która nadużywa siły, stosuje techniki torturopodobne, potrafi zabić przypadkową osobę (jak Igora Stachowiaka).

Zwrot w stronę siły i przemocy zaczyna być widoczny gołym okiem. Poziom akceptacji jest niepokojąco wysoki. Są to symptomy równoczesnej słabości i bezradności państwa. Tam, gdzie powinno być potężne i skuteczne: w opiece zdrowotnej, edukacji, pomocy społecznej – jest słabe. Nadrabia nagą siłą tam, gdzie jest łatwo. Przemoc nie jest rozwiązaniem, choć bywa skuteczna. Na krótką metę. Przemoc łatwo uruchomić, trudniej okiełznać, kiedy się rozleje. Tym bardziej państwu nie wolno się nią bawić, to dużo groźniejsze niż zapałki w ręku dziecka. To nie pożar, to zbrodnia.

r.kurkiewicz@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 22/2021

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy