Małe ideały i wielkie pieniądze

Wacław Nałkowski dał klucz do zrozumienia produkcji literackich Henryka Sienkiewicza

Podniesiony ostatnio spór o lektury szkolne, które zamierza „zreformować” Roman Giertych poruszony odbytą niedawno, a więc silnie spóźnioną, lekturą „Trans-Atlantyku” Witolda Gombrowicza, jest owocem bezczelności i nieuctwa. Wystarczyło zresztą posłuchać, jak przed kamerami telewizyjnymi minister edukacji streszczał powieść Gombrowicza, aby zdumiewać się, jakim sposobem zdał on maturę z języka polskiego. Giertych, broniąc się, wprowadził ostre i ideologicznie motywowane przeciwstawienie pomiędzy zdegenerowanym i w istocie „antypolskim” Gombrowiczem, którego z lektur należy usunąć, a zdrowym i budującym Henrykiem Sienkiewiczem, którego do tych lektur należy wprowadzić. Opozycję tę większość opinii przyjęła – i słusznie – jako fikcyjną w dzisiejszych czasach, kiedy Sienkiewicz wrósł głęboko w polską świadomość kulturalną, postacie z jego powieści stały się powszechnie rozpoznawanymi archetypami, a jego język stał się kanonem języka polskiego.
Jednakże minister edukacji nieświadomie z pewnością poruszył kwestię, o której również warto pamiętać. Otóż w czasach, gdy powstawały główne powieści Sienkiewicza, stosunek do jego twórczości i jego postawy nie był bynajmniej tak jednolity i tak ostudzony jak obecnie. Przeciwnie, tędy właśnie przebiegał główny front narodowego i cywilizacyjnego sporu pomiędzy siłami postępu społecznego i oświecenia a zastarzałym konserwatyzmem, szlacheckim i klerykalnym, którego Sienkiewicz, zwłaszcza w „Rodzinie Połanieckich”, ale też w „Trylogii” czy „Quo Vadis”, był niewątpliwym rzecznikiem. Sienkiewicza – z bólem serca, jak podkreślał – atakował Stanisław Brzozowski, z pasją, jakiej od dawna się już nie spotyka w polemikach literackich pisał o nim również w swoich „Sienkiewiczianach” wielki uczony, geograf, Wacław Nałkowski (1851-1911). Były to bowiem czasy, kiedy wybitna pozycja w naukach przyrodniczych nie wykluczała pasji kulturalnych.
Nałkowski, jak pisze, swój zamysł napisania książki „Reakcja, pan Sienkiewicz i jego czciciele” podjął po ukazaniu się „Rodziny Połanieckich”, oliwy do ognia dolał też atak Sienkiewicza na wielkiego pisarza francuskiego, Emila Zolę, w którym „pan Sienkiewicz oburza się na Zolę, iż maluje on nędzę i zbrodnie, gdy błogi wzrok pana Sienkiewicza widzi kwiaty, błękit, światło”. Pomysł wydania książki o Sienkiewiczu spalił na panewce, „jak łatwo to zrozumieć w wydaniu tej pracy natrafiłem na nieprzezwyciężone trudności”, pisze Nałkowski. „Po jego stronie staje wszystko, co posiada władzę i pieniądze; co się tuczy ludzką krzywdą i ciemnotą; co usiłuje zatrzymać rozwój ludzkości”. Został z tego jednak cykl szkiców i artykułów, które pod nazwą „Sienkiewicziana” Nałkowski drukował w roku 1904 w prasie, a które wznowione zostały w wyborze „Pism Społecznych” Wacława Nałkowskiego w roku 1951 przez PIW. Stamtąd też pochodzi wybrany fragment, który warto przeczytać nie tylko jako ciekawostkę literacką, przykład sztuki polemicznej, ale przede wszystkim jako dowód, że kultura i piśmiennictwo nie są i nie były dla naszych poprzedników rzeczą obojętną, lecz widziano w nich miejsce, gdzie wykuwa się myśl narodowa i społeczna, która towarzyszy później życiu publicznemu. Sienkiewicz jest tego znakomitym przykładem.

Wydanie: 26/2007

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy