Watykan daleko, a proboszcz blisko

Watykan daleko, a proboszcz blisko

Konklawe. Dym. Habemus papam! Tym emocjom ulega każdy. Także ludzie niewierzący. Bo przecież wiele od tych wyborów zależy. Ponad miliard wierzących i 400 tys. księży to potężna siła, która chce wpływać na losy świata. Chce mu przewodzić i narzucać swoje reguły. Aspiracje ma ogromne, nieidące jednak w parze z bezradnością wobec wielu jej własnych problemów. Problemów, które często dotyczą krzywdy zwykłych ludzi. Gdzie oni mają szukać sprawiedliwości, gdy machina, z której wywodzą się sprawcy, zasłania się sacrum? Skargi pisane do Watykanu przez ludzi świeckich, ale też przez duchownych, utykają gdzieś po drodze. W gabinetach urzędników. Zostają spekulacje, kto i co wiedział o aferach obyczajowych bądź finansowych. Argument, że wszędzie na świecie są takie problemy, nie wytrzymuje krytyki choćby z tego powodu, że tam przestępców próbuje się przynajmniej ścigać, a tu toczy się wobec nich jakaś gra niedomówień i bezkarności.
Po rosnącej krytyce Benedykta XVI, któremu zarzuca się zaniechania i brak umiejętności sprawnego zarządzania Watykanem, widać, że spuścizna po abdykującym papieżu nie jest wartością dodaną, a i jego kardynalskie otoczenie nie ma powodów do chwały. Wybierający nowego papieża kardynałowie powołani zostali przez Jana Pawła II i właśnie Benedykta XVI. Nietrudno opisać reguły, którymi ci dwaj papieże kierowali się w polityce kadrowej. Kariera Stanisława Dziwisza wydaje się jej symbolicznym przykładem. A nie sądzę, by kondycja polskiego Kościoła zbytnio odbiegała od innych. Choćby od argentyńskiego, który po konklawe nagle zaczął być stawiany na piedestale. Fakty tego nie potwierdzają. Argentyna to nie raj na ziemi, lecz kraj wielu kontrastów, Kościoła nieradzącego sobie z laicyzacją, powierzchownej wiary. Parlament argentyński po wyborze Jorge Bergoglia nawet nie przerwał sesji poświęconej pamięci prezydenta Cháveza. A pani prezydent Fernández praktycznie nie miała z kardynałem kontaktów. Trzeba o tym wiedzieć, bo po wyborze Franciszka świat obiegło wiele mitów. Ludzie Kościoła wybierają z życiorysu Franciszka to, co akceptują, bo zgadza się z ich przekonaniami. Idąc tą drogą, można przytoczyć takie opinie Bergoglia, pod którymi chętnie podpisze się każdy człowiek o poglądach lewicowych. Jak choćby słowa: „Żyjemy w czasach skandalicznej biedy, braku pracy. Każdego dnia ludzie śpią na ulicy w sercu miasta”. Czy te: „Dyktatura pieniądza niesie ze sobą całą masę demonicznych skutków”. A kto nie zgodzi się z poglądem kardynała, że „w życiu jest wielu takich, co ciągną tylko we własną stronę”? Także styl życia Franciszka jest przeciwieństwem modelu, który znają polscy katolicy, przyzwyczajeni do luksusowych rezydencji biskupów, ich limuzyn i wystawnych posiłków. Hierarchowie znad Wisły będą mieli z tym papieżem duży problem. Bo choć bliski jest im w sferze wiary, to w sprawach społecznych, a zwłaszcza osobistego przykładu, nic ich z nim nie łączy. Skromny i ascetyczny biskup Rzymu pokazuje, jak bardzo biskupi znad Wisły oderwali się od ludu. I choć Watykan daleko, a proboszczowie blisko, to przykład Franciszka może obudzić wiernych.

Wydanie: 12/2013

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy