Drang nach Westen

Na 318. Konferencji Episkopatu w dniu 13.06.br. polscy biskupi oświadczyli, że nie pogodzą się z przyszłą konstytucją zjednoczonej Europy, jeśli nie będzie w niej odesłania do Boga (invocatio Dei) i odniesienia do tradycji chrześcijańskich. Sekretarz Episkopatu, bp Piotr Libera, stwierdził, że biskupi obawiają się, iż Kościół katolicki może być w budowaniu Europy „traktowany marginalnie lub instrumentalnie” (sic!).
Według rewelacji „Gazety Wyborczej”, wcześniej wystąpił z podobnym oświadczeniem prezydent naszego „świeckiego” państwa, który powiedział na spotkaniu z przedstawicielami Polski do Konwentu Europejskiego, że Europa powinna pójść w ślady Polski, ponieważ w preambule do konstytucji RP jest odwołanie do Boga i religii chrześcijańskiej. Informację o tym niezwykłym oświadczeniu podał do wiadomości pobożnych i bezbożnych obywateli Rzeczypospolitej bp Libera („GW” z 14.06.br.). Dementując pogłoski, jakoby biskupi polscy wystąpili z przedwczesną inicjatywą, stwierdził, że to pan prezydent za tym się opowiedział, zanim Ich Ekscelencje przypomniały światu, że zjednoczona Europa ma być chrześcijańska (czyt. katolicka).
Czy Europa doceni rolę Polski jako mesjasza ludów Starego Kontynentu? Co się stanie, gdy w podstawowym dokumencie przyszłej Europy nie będzie inwokacji do Stwórcy, a polscy biskupi „tej sytuacji nie zaakceptują”? Zapewne rząd Najjaśniejszej nie znajdzie wtedy w Kościele poparcia w referendum w sprawie akcesji Polski do Unii Europejskiej. Oświadczenie Episkopatu nie może być bowiem rozumiane inaczej niż zapowiedź odcięcia się od „ateistycznej Europy”. Temu chciałby zapobiec prezydent Kwaśniewski. Na spotkaniu głowy państwa z prymasem Polski odesłanie do najwyższej wartości (Boga w Trójcy Świętej Jedynego) stało się przedmiotem politycznego przetargu.
Oświadczenie Episkopatu stanowi bez wątpienia wyraz ekspansywnych dążeń polskiego kleru skierowanych w stronę Zachodu (Drang nach Westen). W 1997 r. Kościół wyjednał u twórców konstytucji Trzeciej Rzeczypospolitej inwokację do Boga. Teraz pragnie, by wzorem Polski także inne państwa Europy utraciły swój świecki charakter i Europa stała się centrum światowego chrześcijaństwa. Jest to perspektywa groźna, może bowiem zwiastować powstanie w przyszłości w państwach zjednoczonej Europy konfliktów na tle wyznaniowym, które dotąd w państwach neutralnych światopoglądowo na ogół nie występowały.
Racji przedstawianych przez naszych hierarchów nie można lekceważyć. Polski Episkopat nie jest w swych dążeniach odosobniony. Analogiczne stanowisko zajęli biskupi niemieccy.
Wartości chrześcijańskie nie mogą być w treści przyszłej konstytucji Europy pominięte, jednakże nie przez werbalne uznanie ich w preambule tego dokumentu za wyłączną wartość moralną zjednoczonej Europy, lecz pośrednio, przez odesłanie do systemu wartości uniwersalnych, w którym chrześcijańskie dziedzictwo kulturowe jest głęboko zakorzenione. Wzór właściwego zapisu zawiera wstęp do nicejskiej Karty Podstawowych Praw Unii Europejskiej, w którym stwierdzono, że Unia, „czerpiąc inspirację ze swego dziedzictwa duchowego i moralnego, jest zbudowana na nierozdzielnych, powszechnych zasadach ludzkiej godności, wolności, równości i solidarności”. W tym ogólnym odesłaniu mieszczą się odwieczne myśli utrwalone też w kulturze starożytnej Grecji, pogańskiego Rzymu i judaizmu.
Kościół nie zamierza w żadnym razie tolerować ateistów. Ich miejsce jest w Dantejskim piekle. Dante Alighieri wymienił wśród nich nawet tych, „którzy byli dawniej chlubą ziemi: m.in. Sokrata z Platonem, Talesa, cnego Senekę i Tuliusza. Bezgrzeszni oni byli, ale czci Bogu nie złożyli winnej. Żyjąc przed narodzeniem Chrystusa, nie zaznali prawdziwej wiary i zmarli bez chrztu. Dlatego muszą znosić w piekle pobyt bezkatuszny” („Boska komedia”, przekł. E. Porębowicza, Warszawa 1959, s. 41).
Polscy biskupi domagają się szczególnego miejsca dla propagowanego przez Kościół systemu wartości. Chcieliby zapewnić swojej religii dominację w życiu duchowym zjednoczonej Europy.
Absolutyzowanie jednej religii to zamach na wolność myśli, sumienia i wyznania, którą gwarantuje wszystkim karta nicejska w art. 10. Błędne w świetle tego artykułu byłoby również, a nawet przede wszystkim odwołanie się do chrześcijańskiego Boga jako praźródła praw podstawowych wspólnoty europejskiej. Inwokacja taka godzi w prawa do wolności przekonań ateistów, agnostyków oraz wyznawców innych religii, przede wszystkim politeistycznych.
Odesłanie do Boga w konstytucyjnym dokumencie jest deklaracją ideową, z której nie wynikają konkretne obowiązki prawne. Inwokacja do Boga w konstytucji jest jedynie wyznaniem wiary. W praktyce konstytucyjnej deklaracja wiary w Boga nie ma żadnego znaczenia. Z pragmatycznego zatem punktu widzenia, wprowadzenie do konstytucji europejskiej tego pojęcia jest zupełnie niepotrzebne.
Czy inwokacja do Stwórcy miała kiedykolwiek magiczną moc powstrzymywania rządzących przed niemoralnymi zachowaniami? Na Boga powoływali się nieraz wielcy zbrodniarze niosący zagładę podbijanym narodom. Ustawicznie czynił to Adolf Hitler. Wypowiadając wojnę Stanom Zjednoczonym 11.12.1941 r., powiedział: „Mogę być tylko wdzięczny Opatrzności, że powierzyła mi kierownictwo w tej historycznej walce (…). Stwórca nałożył na nas obowiązek historycznej rewizji (europejskiego, a w przyszłości światowego porządku – TZ) na niespotykaną dotąd skalę”. Żołnierze Wehrmachtu zabijali wrogów, mając wypisaną na pasach inwokację do Boga (Gott mit uns). Wiara w Boga nie przeszkadzała nawet ludziom Kościoła w czynieniu zła, m.in. w molestowaniu seksualnym dzieci.
Kategoryczne domaganie się przez polskich biskupów chrystianizacji Europy pokazuje, że Kościół rzymskokatolicki nie zadowala się już swymi wpływami w Polsce, ale dąży do zapewnienia sobie hegemonii religijnej w całej Europie.
Można zrozumieć, że Kościół nie chce zrezygnować z myśli o władzy nad duszami Europejczyków w świecie coraz bardziej zdemoralizowanym. Dziwne jest natomiast, że akurat ten Kościół, który ma dziś ogromne znaczenie w życiu publicznym, użala się nad swym losem i żąda większego jeszcze wpływu na świeckie państwo. Gromkim echem odzywa się znowu głos obrońców „oblężonej twierdzy”: chrześcijanie są dyskryminowani! Traktowani są przy tworzeniu zasad duchowych przyszłej Europy jako „obywatele drugiej kategorii” (P. Semka: „Konstytucja praw czy wykluczeń?” „Rzeczpospolita” z 6-9.06.br.).
Które to wyznania mają dziś większe prawa od wspólnot Kościoła rzymskiego? Czy to raczej one nie są na każdym kroku pomijane w porównaniu z wszechobecnym klerem katolickim asystującym także we wszystkich uroczystościach państwowych? Jaka religia jest wpajana uczniom w szkołach podstawowych? Jakie symbole religijne wiszą w urzędach publicznych, w Sejmie i Senacie? Na czym więc miałoby polegać „instrumentalne” traktowanie Kościoła w procesie jednoczenia się Europy?

Wydanie: 36/2002

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy