Czterdzieści milionów kolaborantów

Każdy powrót z Chin do IV eRPe jest bolesny. Tam nie tylko budują już mosty, tunele, autostrady, lotniska. Tam partia zwana „komunistyczną” zaakceptowała nienaruszalność własności, zwłaszcza firm zagranicznych.
Takiej opieki nawet za ostatniej cesarzowej zagraniczniacy nie mieli. Poza tym państwo deklaruje odwrót od represyjności kar wobec obywateli. Zaostrzy zaś sankcje wobec przedsiębiorstw trujących środowisko naturalne, nieprzestrzegających norm bezpieczeństwa pracy. Statystycznie jest coraz lepiej, realnie nadal Chiny odstają od norm uważanych za cywilizowane. Ale tam gołym okiem widać modernizację społeczeństwa.
Polska wita fundamentalnymi dla przyszłości tego kraju dyskusjami. Czy dziennikarze mają się samolustrować, czy nie. A ściślej, czy społeczeństwo będzie się lustrować, bo wedle zwyczajowej, obowiązującej definicji dziennikarzem jest ten, kto coś kiedyś gdzieś wydrukował. Lub posłał w eter w mediach elektronicznych. Poklikał w internecie. Zrobił zdjęcie. Narysował. I mu to gdzieś puścili. Byłem trzykrotnie lustrowany jako poseł i myślałem sobie, że mam święty spokój. Ale – jak uświadomił mnie kolega Ryszard Kalisz – ta ustawa, zwłaszcza szeroko interpretowana, rozszerza zakres współpracy z wrażymi obecnie organami. Jako poseł prześliznąłem się, bo z SB nie miałem stosunków. Ale jako redaktor z czasów PRL np. pertraktowałem z cenzurą. Pan cenzor informował, że mam cztery ingerencje, ale jeśli się zgodzę na dwie, to pozostałe dwie mi odpuści. Godziłem się i teraz wyjdzie, że kolaborowałem. Nie tylko ja. Moja reputacja na tym nie ucierpi. Ale co zrobi Jan Pietrzak, publikujący w prasie PRL i na pewno, jako kabareciarz, wykłócający się z cenzurą? Były kadet Wojska Polskiego, absolwent Wyższej Szkoły Nauk Społecznych przy KC PZPR, potem pupil „Solidarności”. Idol prezydenta Reagana, autor patriotycznego szlagwortu „Żeby Polska była Polską” teraz może okazać się „misiem kolabo”!
Ponieważ w PRL zlikwidowano analfabetyzm, ponieważ społeczeństwo pisało, drukowało, zwłaszcza w pismach podziemnych, jak to najnowsi urzędowi historycy uwypuklają, to może okazać się, że każdy, kto w PRL był dorosły, musi być zlustrowany. Bo przynajmniej w podziemiu drukował. I każdy ma szansę być współpracownikiem reżimu, nawet najniższej rangi.
Nie lepiej dzieje się w Domu Panującym. „Szambem” zwanym przez największy Autorytet Moralny IV eRPe, czyli Ojca Dyrektora.
Czy Ojciec Dyrektor powinien przeprosić Pierwszą Damę, czy należy spuścić zasłonę milczenia, jak proponuje prezes-premier Jarosław Kaczyński? Uznać, że pani prezydentowa, naiwniaczka, została jedynie wpuszczona przez cwane „małpy”, jak mawia pan prezydent, czyli dziennikarki. Ale gdyby prezydent Lech Aleksander Kaczyński zachował się po męsku i twardo stanął po stronie żony, to ogłosiłby, że słowem „szambo”, określającym Duży Pałac, też poczuł się znieważony. Wtedy Ojciec Dyrektor znalazłby się w takiej samej sytuacji jak niedawno bezdomny Hubert H. albo Lech Wałęsa określający obecnego prezydenta mianem „durnia”. Wtedy prokurator musiałby z urzędu wszcząć postępowanie wobec Ojca Dyrektora Rydzyka. Ale tego nie zrobi, bo Ojciec Dyrektor nie pierwszy raz jest ponad prawem w RP.
Chiny są krytykowane przez naszych obrońców praw za łamanie praw, zwłaszcza człowieka. W IV eRPe prawo też nie jest przestrzegane, a to nowo uchwalone bywa, jak wykazuje często Trybunał Konstytucyjny, bezprawne. W Chinach buduje się autostrady, lotniska, mosty. W Polsce nie. Polska prawie podobna Chinom. Różnica tkwi w „prawie”.

Wydanie: 12/2007

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy