Misja na Zachodzie

Misja na Zachodzie

Podchmielony europoseł z Polski rodem na niemieckie raus odpowiedział nazizmem i Oświęcimiem. Niemieccy stróże porządku nie udawali tym razem, że nie usłyszeli, i immunitet europosła znalazł się pod znakiem zapytania. Takiego obrotu sprawy europoseł miał prawo się nie spodziewać, ponieważ Niemcy przyzwyczaili nas, że dla dobra pojednania narodów przeważnie udają, że nie widzą i nie słyszą tego, co ich w zachowaniu sąsiadów zza Odry i Nysy Łużyckiej drażni albo nawet i brzydzi. To, co wynika z politycznej poprawności, Polacy biorą za dobrą monetę i utwierdzają się w samozadowoleniu. Czyta się tu i ówdzie, że dzisiejsi Niemcy są narodem bez historii. Jeśli to prawda, to tylko w takim sensie, że do opisania rzeczywistości i sformułowania aktualnych problemów politycznych mają lepsze pojęcia niż analogie historyczne. To Polacy są narodem bez historii, bo niczego z własnej przeszłości nie pojmują prawdziwie, historię rozumieją jako rezerwuar płaskich symboli i przypowieści z morałem. Pan europoseł na lotnisku we Frankfurcie był typowym Polakiem „żyjącym historią”. Do tego służy jego „historia”, żeby przeciwnika znieważyć lub przynajmniej dać mu prztyczka w nos.
Mam troskę, która przez mało kogo jest podzielana, może przez nikogo, ale co to komu szkodzi, że od czasu do czasu o niej jak gdyby mimochodem wspominam. Jak wiadomo, Historia (specjalnie przez duże H) jest zmienna. Przez trzy wieki sądzono, że zmiana polega na stałym ruchu ku coraz doskonalszej cywilizacji. Dziś jesteśmy ostrożniejsi i myślimy, że cywilizacje bez żadnego rytmu i porządku raz się wznoszą, kiedy indziej upadają; w jednym miejscu się doskonalą, w drugim zbaczają z drogi ku górze, pod pewnym względem czynią postępy, pod innym się cofają.
Po ostatniej wojnie światowej Polska pod względem geograficznym utraciła jak gdyby swoją historyczną tożsamość. Od polskiej granicy do Berlina odległość skróciła się do jednej godziny jazdy samochodem, a starymi miarami licząc, do niecałego dnia jazdy konno. Polska przesunęła się do najbardziej cywilizowanego kręgu Europy. W tym nowym położeniu jest ona sobą i nie jest. Nie jest, bo utraciła realny związek z Rusią – i tą Białą, i tą, która dziś wchodzi w skład Ukrainy. Utraciła to, czego i bez wojny nie mogłaby utrzymać. Zadziwiające, jak mało obecnie w Polsce się wie o realnym, choć nie instytucjonalnym wymykaniu się Ukrainy spod polskich rządów II RP. Prześladowania ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego wcale go nie osłabiały. Z powodu dwóch splątanych ze sobą procesów – demokratyzacji i wzrostu świadomości narodowej – Kresy odrywały się od Polski. Zakończenie tego procesu było brutalne, dokonane przez trzecią siłę. Z dzisiejszej perspektywy lepiej widać, że uwolnienie się od tego balastu było i nieuchronne, i w ogólnym bilansie pozytywne.
Z drugiej strony Polska dzisiejsza jest bardziej sobą, niż była przed wojną. Cóż to jest tożsamość? Nawet tożsamość pojedynczej osoby jest zmienna, jakże naród miałby być niezmienny? Jednakże realnemu przesunięciu w granice piastowskie nie odpowiada zmiana wyobraźni społecznej, narodowej. Ta ciągnie na Wschód.
Przed Polakami stoi pytanie, jaki historyczny i cywilizacyjny sens ma przesunięcie ku centrum Europy. Czy poziom cywilizacji i kultury ogólnej na Śląsku, Pomorzu i w Prusach Wschodnich pozostał taki sam jak za czasów niemieckich? Przecież oczywiste jest, że się obniżył. Nie da się tu niczego usprawiedliwić brakiem niepodległości i „komunizmem”; po ćwierćwieczu wolności tereny te (jak i pozostałe) zamieszkują ludzie, ogólnie i w uproszczeniu statystycznym mówiąc, nieco zbyt prymitywni jak na to miejsce w Europie. Wystarczy przyjrzeć się temu, co produkują, co mają do zaoferowania rynkowi międzynarodowemu. To najlepszy sprawdzian.
Polska ma misję na Zachodzie: doprowadzić cywilizację i kulturę ogólną do poziomu z czasów niemieckich. Trzeba wiele przemyśleć i otworzyć sobie oczy na wiele spraw, żeby zrozumieć wszystkie sensy tej misji.
Europoseł, ten prostak, żeby nie powiedzieć gorzej, który tak bardzo nie popisał się na niemieckim lotnisku, dał się poznać przedtem z płomiennego przemówienia na kijowskim Majdanie. Realizował on tam polską misję na Wschodzie. W ciągu paru miesięcy Polska dokonała imaginacyjnego zwrotu na Wschód. Nieumiejętna i niedojrzała na Zachodzie, czego może nauczyć się na Ukrainie?

Wydanie: 10/2014

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Komentarze

  1. Anonimowy
    Anonimowy 19 marca, 2014, 10:20

    Wpuszczeni na salony europejskie polscy politycy traktują poprawność partnerów zachodnioeuropejskich wobec siebie jako przejaw partnerskiego równouprawnienia i uznania równorzędności, co niekiedy prowadzi do żenujących lub śmiesznych zachowań.
    Ta u nas niekiedy ośmieszana poprawność jest jednak na co dzień przejawem dobrego zachowania w rutynowych kontaktach, i dopiero w grach o prawdziwą stawkę, zarówno myślowych jak i realnych może być przeszkodą w analizie problemu.
    Powinniśmy bardziej dbać o to, kogo tam wysyłamy.
    Znakomity felieton.

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. beastieboy
    beastieboy 20 marca, 2014, 18:32

    Jeden z niewielu mądrych głosów w tej sprawie. Dla wszystkich miłośników prawdy a nie „sprawiedliwości”, Pana teksty to lektura obowiązkowa.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy