Grill zamiast flag

Grill zamiast flag

Długa majówka nie ostudzi nastrojów. Bo nie o emocje już chodzi. Napięcia społeczne dotyczą zbyt wielu obszarów i tylu grup społecznych, że nie mogą ich załagodzić gratyfikacje rozdawane według politycznego klucza. Bonusy wybierane nie według zasad sprawiedliwości społecznej czy jako część głębszego planu modernizacyjnego państwa. U Kaczyńskiego nie ma nawet śladu takiego myślenia.

Decyzje o tym, komu, ile i kiedy dać, zapadają w bardzo wąskim gronie polityków PiS. A ich podstawą są szczegółowe badania prowadzone pod kątem maksymalnych korzyści, jakie może z nich mieć nie państwo, ale partia rządząca. Wszystkie decyzje są tak bardzo podporządkowane wynikowi wyborczemu, że w gruncie rzeczy sprowadzają się do obowiązującej dziś zasady: po nas choćby potop. Do jesiennych wyborów czeka nas więc jeszcze wiele niespodzianek. Jeśli pół roku przed wyborami PiS ubrało się w szaty tak hojnego Mikołaja, to jesienią będzie musiało te prezenty zdublować. Jesteśmy zatem w środku niezwykłego eksperymentu. Realni, ale też potencjalni wyborcy „dobrej zmiany” są już i ciągle będą tak dopieszczani, by bronili władzy Kaczyńskiego skuteczniej niż kiedyś robotnicy socjalizmu.

Czy ta operacja wyborcza – dajemy, komu chcemy – może się udać? Przy obecnym paraliżu dialogu w Polsce i dyskryminowaniu wielu grup pracowniczych, czyli większości, jest to mało prawdopodobne. Rozwiązania stosowane przez PiS, choć miłe dla tych, którzy coś dostają, niewiele mają wspólnego z systemowym rozwiązywaniem problemów. Są na bakier z logiką. I jako niespójne bardziej szkodzą, niż coś załatwiają. Mogą się udać tylko jako operacja przeprowadzona błyskawicznie i obliczona na krótki czas. Czy na pół roku można zahipnotyzować i sparaliżować większość społeczeństwa? I tak wygrać wybory, by znowu samodzielnie rządzić? Wątpię. Choć przy tak marnej organizacji opozycji i to jest możliwe.

Strajk nauczycieli pokazuje, co partia mająca od prawie czterech lat pełną władzę może zrobić z dialogiem społecznym. Nie ma co się dziwić, że 1 i 3 maja stały się datami wyłącznie urzędowymi, bez głębszych treści. Niezakotwiczone w świadomości młodszych Polaków obumierają. Nie tyle formalnie, ile emocjonalnie. Jeśli już Polacy biorą udział w takich obchodach, to bardziej jako gapie niż aktywni uczestnicy.

Coś o nas mówi i to, że wywieszanie w tych dniach flag ciągle przerasta Polaków. Amerykanie i wiele narodów europejskich traktują święta narodowe jako okazję do manifestacji patriotyzmu. A my? Jako okazję do grilla.

Wydanie: 17-18/2019

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy