Tag "polska polityka"

Powrót na stronę główną
Kraj

Pomoc społeczna w pułapce przepisów

Kto zasługuje na wsparcie, a kto zostaje z niczym

W 2024 r. liczba beneficjentów określonych świadczeń finansowych wynosiła:

• 160 tys. osób pobierających zasiłek stały,

• 170,7 tys. osób pobierających zasiłek okresowy,

• spośród pobierających zasiłek celowy 137,9 tys. stanowili mieszkańcy miast, a 66,9 tys. mieszkańcy wsi,

• 92,8 tys. beneficjentów korzystało z pomocy w formie usług opiekuńczych, w tym 12,4 tys. ze specjalistycznych usług opiekuńczych.

Liczba stacjonarnych zakładów pomocy społecznej wynosiła 2232, z czego 903 to domy pomocy społecznej, 107 – noclegownie, 331 – schroniska dla bezdomnych, 40 – rodzinne domy pomocy, 25 – środowiskowe domy samopomocy.

Przydatne strony: www.ops.pl, mops.org.pl.

Ośrodki pomocy społecznej, centra pomocy rodzinie, centra usług społecznych. Ich założenie jest oczywiste – systemowo pomagać potrzebującym. Współpracują przy tym z różnymi instytucjami, m.in. z domami pomocy społecznej, noclegowniami, środowiskowymi domami samopomocy. Pomoc to nie tylko pieniądze. To także praca socjalna obejmująca wiele niefinansowych form wsparcia, np. objęcie ubezpieczeniem zdrowotnym. Czasem zwykła rozmowa z klientem, a czasem z jego otoczeniem. Bywa jednak, że praca socjalna jest pracą syzyfową za sprawą barier pozostających poza kontrolą tych, którzy ją wykonują. Nawet jeśli nie brakuje im kompetencji, pasji i zaangażowania.

Graty w domu Krzyśka

Teraz, gdy za oknem słońce, a powietrze coraz cieplejsze, pomoc przebiega łatwiej pod niektórymi względami. Nie ma przynajmniej tego ryzyka, że któryś z podopiecznych pozbawionych domu czy sprawnego ogrzewania zamarznie na dworze. Ale na początku stycznia wszystko wyglądało inaczej.

W ośrodku pomocy społecznej od wczesnych godzin trwało poruszenie, bo jeszcze przed weekendem po miasteczku rozeszła się wieść, że policja szuka Krzyśka… i znaleźć go nie może. Krzysiek to jeden z klientów tutejszego ośrodka. Wiadomo, że w ubiegłym roku nie otrzymał żadnego świadczenia. Powód? Złamał postanowienia kontraktu socjalnego

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Historia

Majowy dramat lewicy

Wincenty Witos: Mówią, że Piłsudski ma za sobą wojsko. Jeśli tak, to niech bierze władzę siłą

Sto lat temu Polska była krajem nie mniej podzielonym i skłóconym pod względem politycznym niż Polska dzisiejsza. Apogeum wrogości czy wręcz nienawiści nastąpiło w grudniu 1922 r., gdy nowo wybrany parlament obierał pierwszego prezydenta Rzeczypospolitej.

Zabójstwo prezydenta Gabriela Narutowicza, poprzedzone wielodniową nagonką na niego jako „żydowskiego prezydenta”, który nie ma prawa stać na czele narodowego państwa Polaków, ostatecznie podzieliło elity II RP, ale też całe społeczeństwo.

Maria Dąbrowska 20 lat później pisała: „Wówczas to i pod wpływem tych faktów zrodziły się we mnie dwa poczucia, z którymi w sobie walczyłam, ale które, niestety, aż po dziś dzień wzmacniam i potwierdzam. Jednym z nich było wstrząsające odkrycie, że naród nasz składa się z dwu narodów, które język ust mają wspólny, ale nie język ducha. Drugim była tajemna trwoga, która się wówczas we mnie posiała, że ta zbrodnia u progu niepodległości na majestacie Rzeczypospolitej popełniona, będzie się okrutnie mścić w przyszłości. Nie będąc wolna od magicznego myślenia drżałam zabobonnie, że za tę rozlaną krew najniewinniejszego wówczas Polaka lać się może kiedyś krew mnóstwa niewinnych Polaków”.

Przeczucia wybitnej pisarki, przez całe życie wiernej ideałom postępowo-demokratycznym, niestety okazały się trafne. Zaledwie dwa i pół roku po zabójstwie pierwszego prezydenta na ulicach Warszawy polała się krew prawie 400 niewinnych Polaków. Tyle ofiar przyniosły trzydniowe zaledwie, rozpoczęte 12 maja 1926 r., walki pomiędzy wkraczającymi do stolicy oddziałami wiernymi Piłsudskiemu a wojskami broniącymi legalnych władz Rzeczypospolitej. W walkach tych ginęli zarówno żołnierze z obu stron, jak i liczni cywile – mimowolni świadkowie tej krótkiej wojny domowej.

I choć pierwsze strzały w owej walce oddali żołnierze ze strony rządowej, to nie ulega wątpliwości, że polityczna i moralna odpowiedzialność za tę tragiczną sytuację i jej konsekwencje w największym stopniu spada na Józefa Piłsudskiego. To on był najważniejszą postacią polskiej polityki po 1918 r. i to na niego lub przeciw niemu orientowali się wszyscy pozostali aktorzy sceny politycznej. Nie zmieniło się to po wyborze Narutowicza, a potem jego następcy, Stanisława Wojciechowskiego, za którego prezydentury aż pięciokrotnie zmieniały się rządy. W maju 1923 r. doszło do zawiązania koalicji endecji z PSL „Piast”, w rezultacie czego na czele gabinetu stanął Witos, a ważne teki ministerialne objęli czołowi politycy prawicy, m.in. Wojciech Korfanty i Roman Dmowski.

Z takim rządem nie chciał współpracować Piłsudski, który złożył wówczas wszystkie funkcje wojskowe i usunął się w zacisze swojego domu w Sulejówku. Podczas pożegnalnego przyjęcia w warszawskim Hotelu Bristol 3 lipca 1923 r. wygłosił pamiętne przemówienie, w którym, wyjaśniając powody swojej decyzji, wskazywał „zaplutego, potwornego karła na krzywych nóżkach”: „Ten potworny karzeł pełzał za mną, jak nieodłączny druh, ubrany w chorągiewki różnych typów i kolorów – to obcego, to swojego państwa – krzyczący frazesy, wykrzywiający potworną gębę, wymyślający jakieś niesłychane historie, ten karzeł był moim nieodstępnym druhem, nieodstępnym towarzyszem doli i niedoli, szczęścia i nieszczęścia, zwycięstwa i klęski”.

Ta metafora – skutecznie przejęta przez PPR-owską propagandę w 1945 r. – dla nikogo wówczas nie stanowiła zagadki, tym bardziej że sam Piłsudski dodawał, że nie może już dłużej służyć w armii w sytuacji, gdy jako żołnierz miałby bronić „tych panów”. Jak zauważył Stanisław Cat-Mackiewicz, „ta mowa silna, obrazowa, poniżała i obrażała najsilniejsze w Polsce stronnictwo, które właśnie doszło do władzy. Ton tej mowy był niepohamowany, rzucał rękawicę na śmierć i życie. Lecz trzeba przyznać, że dopiero w tej mowie brał Piłsudski odwet za wszystkie upokorzenia i afronty, które ze strony Narodowej Demokracji, jej prasy i jej przedstawicieli spotykały go wtedy, gdy był Naczelnikiem Państwa i Naczelnym Wodzem. Trzeba zaznaczyć, że Piłsudski, dopóki był Naczelnikiem Państwa, nie próbował walczyć z obrażającą go prasą cenzurą lub środkami policyjnymi”.

Nie tylko prasa, ale i przeciwnicy polityczni ignorowali autorytet, jakim niemała część społeczeństwa obdarzała Marszałka. On sam nie pozostawał bierny wobec wydarzeń politycznych, choć formalnie upominał się tylko o sprawy wojskowe, podkreślając zwłaszcza konieczność obrony armii przed ingerencją stronnictw sejmowych. Nie wydaje się jednak, by ówczesne elity polityczne traktowały Piłsudskiego poważnie, skoro nawet Wincenty Witos w wywiadzie prasowym z 9 maja 1926 r. mówił: „Niechże wreszcie Marszałek

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Kolejna ucieczka wiceprezesa PiS

Ziobro – kukułcze jajo podrzucone USA

Zbigniew Ziobro wciąż ucieka przed polskim wymiarem sprawiedliwości. Tym razem uciekł do Ameryki. Oto więc jedna ucieczka przypomniała nam o kilku sprawach równocześnie:

– o Zbigniewie Ziobrze, który boi się sądu i konfrontacji z prokuratorem;

– o PiS, dla którego sprawa Ziobry jest narastającym kłopotem;

– o tym, jak traktuje Polskę Ameryka, rzekomo nasz największy sojusznik.

Ziobro ucieka przed polskim wymiarem sprawiedliwości desperacko i można to zrozumieć, bo przecież ciąży na nim 26 zarzutów, w tym kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, za co grozi do 25 lat więzienia. Ta ucieczka przykuwa uwagę – Ziobro jest symbolem czasów PiS. Łamania prawa, szpiegowania za pomocą Pegasusa, wyprowadzania na przedsięwzięcia partyjne dziesiątków milionów publicznych pieniędzy i wykorzystywania prokuratury. Jest byłym ministrem, ale też wciąż urzędującym wiceprzewodniczącym PiS. Można więc opowiadać, że jest już politycznym trupem, ale to nieprawda. Bo zasiada we władzach PiS i wypowiada się publicznie. No i stawia nas wszystkich i swoją partię przed dylematem, czy wszyscy są równi wobec prawa i powinni odpowiadać za swoje czyny, czy też ludzie PiS są równi inaczej.

Na to pytanie Jarosław Kaczyński już odpowiedział i ogłosił podczas wyjazdowego posiedzenia PiS, że partia ma stać murem za Ziobrą. Tłumaczyć jego ucieczkę tym, że w Polsce nie miałby szans na sprawiedliwy proces. To nie jest zaskoczenie – Jarosław Kaczyński zawsze w trudnych sytuacjach idzie w zaparte, nie przyznaje się do niczego, atakuje tych, którzy coś mu zarzucają. Ale czy to skuteczna taktyka? Przekonamy się. Na razie możemy czuć schadenfreude, obserwując, jak bronią Ziobry ludzie, z którymi był na noże.

Najmocniej skonfliktował się z Mateuszem Morawieckim. Sporów między nimi nie brakowało. Morawiecki zarzucał Ziobrze nieudolność w kierowaniu Ministerstwem Sprawiedliwości i w przeprowadzaniu „reformy sądownictwa”. Ziobro Morawieckiemu – nieudolność w polityce wobec Unii Europejskiej. Intensywność ich wzajemnej niechęci, sięgającej wiele lat wstecz, pokazywała afera mejlowa, tzw. taśmy Dworczyka, które publikował serwis Poufna Rozmowa. 23 września 2020 r. ówczesny premier Morawiecki tak miał pisać do współpracowników: „Zbigniew Ziobro jest cyniczny i gotowy działać przeciwko nam, ale (…) przekreśliłoby go to na zawsze w prawicowym elektoracie”.

Ten spór trwał w kolejnych latach. W 2023 r. Morawiecki mówił: „Część swojego dzieciństwa spędziłem na wsi i tam rolnicy nauczyli mnie takiego starego polskiego przysłowiowa: »krowa, która dużo ryczy, mało mleka daje« i za każdym razem, kiedy słucham, czy czytam, słów ministra sprawiedliwości, to przypomina mi się trafność tego przysłowia”.

Sporo światła na charakter Ziobry i na to, dlaczego jest w PiS tak mało popularny, rzuca niedawna wypowiedź Romana Giertycha w „Gazecie Wyborczej”: „Ziobro starał się o pracę w mojej kancelarii pod koniec 2008 r. Mówił, że pokłócił się z Kaczyńskimi, i chciał już zrezygnować

r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Jerzy Domański

Walka Nawrockiego o władzę będzie się zaostrzać

Im dalej od wyborów prezydenckich, tym więcej informacji o działaniach za kulisami kampanii. Największą wagę mają słowa Donalda Trumpa. Prezydent USA przyznał, że bezpośrednio ingerował w polskie wybory na rzecz Nawrockiego: „Pamiętacie, poparłem go, a on wygrał, mimo że był daleko z tyłu”. To nie wszystko. Jeśli amerykański prezydent tak bardzo angażuje się w wybór jednego z kandydatów, podlegli mu urzędnicy robią wszystko, by to stało się faktem. Przyjdzie czas, że dowiemy się, jaka była skala tych ingerencji w nasze wybory. Nie sądzę jednak, by dziś rządzący chcieli coś z tym zrobić. Sporo przecież widzieli i wiedzieli już w czasie kampanii. Nie będą się cieszyli, ale połkną tę kolejną gorzką pigułkę. Podobnie jak opozycja zostawią bez reakcji tak ważną dla państwa sprawę jak suwerenność Polski.

Dla prawicowej opozycji wszystko, co robi Trump, jest akceptowalne. W lizusostwie i poddaństwie wobec Trumpa prezydent Nawrocki i politycy PiS nie mają na świecie konkurencji. Wygląda to tak żenująco, że chyba ktoś im zablokował instynkt patriotyczny. Mocni są w słowach i deklaracjach,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Psi zakładnicy prezydenta

Ustawa o obowiązkowym czipowaniu psów i kotów przeszła przez Sejm i Senat. Czy podzieli losy „ustawy łańcuchowej”?

Lista hańby – polscy europosłowie przeciwnicy praw zwierząt

Adam Bielan, Tobiasz Bocheński, Grzegorz Braun, Joachim Brudziński, Anna Bryłka, Tomasz Buczek, Waldemar Buda, Michał Dworczyk, Małgorzata Gosiewska, Mariusz Kamiński, Marlena Maląg, Arkadiusz Mularczyk, Piotr Müller, Daniel Obajtek, Jacek Ozdoba, Bogdan Rzońca, Marcin Sypniewski, Beata Szydło, Stanisław Tyszka, Maciej Wąsik, Jadwiga Wiśniewska, Ewa Zajączkowska-Hernik, Anna Zalewska, Kosma Złotowski.

Sejm uchwalił ustawę wprowadzającą ogólnopolski system identyfikacji zwierząt domowych. Senat zaś dokument poparł. Nowe przepisy zakładają utworzenie Krajowego Rejestru Oznakowanych Psów i Kotów (KROPiK) oraz obowiązek czipowania wszystkich psów i kotów – zarówno tych posiadających właścicieli, jak i przebywających w schroniskach.

Za przyjęciem ustawy wraz z poprawkami zagłosowało 245 posłów, przeciw było 22, a 171 wstrzymało się od głosu. W Senacie za przyjęciem, wraz z poprawkami, opowiedziało się 56 senatorów, przeciw było 6 osób, a 17 wstrzymało się od głosu. Izba wyższa poparła przede wszystkim zmiany o charakterze porządkującym i doprecyzowującym. Wśród nich znalazła się m.in. poprawka umożliwiająca nieodpłatną rejestrację kotów przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARiMR) – na zasadach jak najbardziej zbliżonych do tych obowiązujących w przypadku psów.

Nie zyskała natomiast poparcia propozycja zwolnienia z opłat za oznakowanie i rejestrację zwierząt organizacji prowadzących domy tymczasowe. Teraz wszystko w rękach prezydenta Karola Nawrockiego.

Centralna baza i nowe obowiązki

– Polska pozostaje jednym z nielicznych krajów UE bez obowiązkowego systemu znakowania zwierząt domowych. Wprowadzenie powszechnego czipowania to nie tylko dostosowanie do europejskich standardów, ale przede wszystkim realna poprawa sytuacji zwierząt. To zmiana,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Rady od parady

Kto doradza prezydentowi RP

Jak wiadomo, Karol Nawrocki oprócz armii urzędników i ministrów ma 16 doradców etatowych i 22 doradców społecznych. Okazuje się, że to nie wszystko. Głowie państwa doradza też – uwaga! – 635 doradców skupionych w 17 radach tematycznych: Radzie Młodzieży, Radzie Rodziny i Demografii, Radzie Zdrowia, Radzie Rolnictwa i Obszarów Wiejskich, Radzie do spraw Kombatantów, Osób Represjonowanych i Działaczy Opozycji Antykomunistycznej, Radzie Nowych Technologii i Cyfryzacji, Radzie Energii i Zasobów Naturalnych, Radzie Parlamentarzystów, Radzie Samorządu Terytorialnego, Radzie do spraw Osób z Niepełnosprawnościami, Radzie Gospodarczej, Radzie Bezpieczeństwa i Obronności, Radzie Biznesu, Radzie Nowych Mediów, Radzie Klimatu i Środowiska, Radzie do spraw Polonii i Polaków za Granicą oraz Radzie Nowej Konstytucji.

W skład tej ostatniej, powołanej 3 maja br., wchodzą np. znany z ekscesów w Trybunale Stanu Piotr Andrzejewski, Marek Jurek, Ryszard Legutko czy odkrycie towarzyskie Jarosława Kaczyńskiego – mgr Julia Przyłębska. Okazuje się jednak, że wbrew zapewnieniom Karola Nawrockiego członkowie rady nie będą się zajmować przygotowywaniem nowej konstytucji. Jak stwierdził prof. Ryszard Piotrowski, jedyny konstytucjonalista w tym egzotycznym towarzystwie, „nie jest nam potrzebna żadna nowa konstytucja”.

Usłużna młodzież

Jałowymi dyskusjami zajmuje się Rada Młodzieży, która w założeniach miała – jak zapowiadał prezydent RP – przekuwać nowatorskie pomysły „w realne projekty ustaw, które sprawią, że polska młodzież będzie najlepiej zagospodarowaną częścią społeczeństwa w całej Europie, że Polska stanie się miejscem dobrym dla młodzieży pod względem mieszkalnym, infrastrukturalnym, gospodarczym, że będziemy stwarzać warunki do pracy i akademickiej, i uniwersyteckiej”.

Rada Młodzieży składa się z 44 osób, a zasiadać w niej mieli zgodnie z zapowiedziami młodzi „reprezentujący różne środowiska polityczne od środowisk konserwatywnych przez liberalne, od prawicy do lewicy”. Na „opiekuna” rady Karol Nawrocki wyznaczył swojego ministra Adama Andruszkiewicza, byłego działacza Młodzieży Wszechpolskiej i Ruchu Narodowego, który wkrótce stanie przed sądem za fałszowanie podpisów na listach wyborczych, co akurat nie jest godne naśladowania.

Wbrew temu, co mówił Nawrocki, w Radzie Młodzieży próżno szukać liberałów,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Roman Kurkiewicz

Konstytucja nowa? Ale czy w ogóle?

W serii politycznych paroksyzmów, w przerwie wyciskania z Pudzianem na klatę 150 kg, Nawrocki Karol ogłosił powołanie Rady Nowej Konstytucji. Zaprosił do niej takie gwiazdy prawodawstwa i konstytucjonalizmu jak Julia Przyłębska, Marek Jurek, Józef Zych czy Ryszard Legutko. Na osłodę pisowskiego rdzenia konstytucyjnego (a raczej antykonstytucyjnego) skaptował konstytucjonalistę prof. Ryszarda Piotrowskiego i sędzię w stanie spoczynku, byłą minister sprawiedliwości Barbarę Piwnik. Rzecz jednak nie w personaliach, choć w nich także, bo jak taką grupę z pełną powagą nazwać „pluralistyczną”?

Oto dobra okazja do czegoś więcej niż drwiny z Nawrockiego czy demaskowanie próby przykrycia afery Zondacrypto i roli prezydenta w wetowaniu ustaw chroniących kryptowaluciarzy. W końcu to łagodna próba odwrócenia naszej uwagi – w podobnej sytuacji (afera Epsteina) Donald Trump atakuje Iran, pozwala Izraelowi na masakrę w Libanie i agonię humanitarną w zrujnowanej Gazie. Nawrocki chce „tylko” nowej konstytucji. Dlaczego i po cóż? Wykładnia oficjalna, podpięta oczywiście pod rocznicę Konstytucji 3 maja, brzmi drętwo: „Mam przekonanie, że dzisiejsze problemy w Rzeczpospolitej to nie są już problemy tylko polityczne, to są problemy ustrojowe, fundamentalne, zasadnicze. Powiedzmy sobie szczerze, że żyjemy dzisiaj w momencie, w którym konflikt polityczny poszedł za daleko; niszczy wspólnotę, niszczy rodziny, przekracza wszelkie możliwe granice. Poszedł za daleko, bo niszczy ustrój i fundamenty państwa polskiego”. Mówi to przedstawiciel środowiska politycznego, które pracowicie, od 2010 r. i katastrofy smoleńskiej, do takiego efektu starało się doprowadzić.

W największym skrócie: tęsknota za nową konstytucją to sposób na wyrażenie głodu większej władzy, której obecna konstytucja nie tylko prezydentowi nie gwarantuje, ale wręcz przed jej przyznaniem broni. Więcej władzy dla prezydenta to więcej władzy dla skrajnej prawicy. Sama Polska jest tu całkowicie

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Tomasz Jastrun

Czy zostaje tylko przemoc?

Jakiś czas temu złożyłem na ręce Ani Piwkowskiej, koleżanki i poetki, swój tomik wierszy. Ania kieruje w Państwowym Instytucie Wydawniczym działem poezji. Debiutowałem w PIW wierszami „Bez usprawiedliwienia”, był rok 1978. Teraz więc druk tomiku w tym samym wydawnictwie byłby zamknięciem koła. Minęło niemal 50 lat! Ania napisała, że książka jest świetna! Szefem PIW jest Łukasz Michalski, o orientacji prawicowej. Specjalizuje się w wydawaniu dzieł Wildsteina. Ale przyznaję, że wydają też dużo innych, już dobrych książek. Mijają miesiące, cisza, w końcu wiadomość, że Michalski chyba zablokował druk tomu. Po jakimś czasie – rewelacja! – jest akt łaski, jednak będą drukować, ale pod koniec 2027 r. Godzę się. Wydam szybko część wierszy w Austerii, a potem w PIW, jeśli dożyję. Rzecz się pewnie przesunie na rok 2028 i oto strzeli 50 lat od debiutu. Mija kilka tygodni – Michalski blokuje druk. Przecież nie chodzi tu o jakość literacką wierszy, tak myślę, więc o co? O politykę, przecież nie o pieniądze.

Wydawca traktuje mnie jak małego chłopca, którego można karać za to, że coś powie lub napisze. W roku 1978, kiedy debiutowałem w PIW, byłem zaangażowany politycznie, bezpieka o tym wiedziała, a jednak wydrukowano mi tomik, entuzjastyczną recenzję napisał Staszek Barańczak. W latach 80. w stanie wojennym ukrywałem się przez rok, publikowałem potem wiele w drugim obiegu, rewizje, przesłuchania, kierowałem podziemnym pismem „Wezwanie” (też o tym wiedzieli), a jednak wydrukowałem w tamtym czasie dwie książki oficjalnie. Michalski, funkcjonariusz prawicy w wolnej Polsce, blokuje książkę, bo mu się nie podobam politycznie. Traktuje znane wydawnictwo jak prywatny folwark. Wymienialiśmy pisowców na kierowniczych stanowiskach, ale zrobiliśmy to zbyt subtelnie. Oni nie będą tak się cackać.

Zmarł Andrzej Olechowski, wielka szkoda. Znakomity

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Sztuka strzelania sobie w kolano

Nawrocki chce zmieniać konstytucję. Czy to poważne?

Rada Nowej Konstytucji, którą powołał Karol Nawrocki, jeszcze nie zaczęła działać, a już okazała się kapiszonem. Miała być gamechangerem, przejęciem inicjatywy politycznej, a wyszło śmiesznie. Po raz kolejny możemy się przekonać, że polityka to trudna gra. I gdy zabiera się do tej gry człowiek z trzeciej ligi, efekt przeważnie jest żałosny.

Spójrzmy na pole politycznej bitwy. Otoczenie Nawrockiego dozowało informacje, zapowiadano epokowe wydarzenie. Oto powstanie wielka prezydencka rada, która siądzie do pisania konstytucji. A to wszystko zakończy się referendum, które odbędzie się razem z wyborami w 2027 r. I że referendum będzie wielkim kołem zamachowym – wzmocni polską prawicę, która opowie się za nową konstytucją, i patrona inicjatywy, Karola Nawrockiego. Życie szybko te banialuki zweryfikowało.

Pierwsze rozczarowanie przyszło po ogłoszeniu składu rady. Znanych nazwisk w niej jak na lekarstwo. Najbardziej utytułowany jest Józef Zych, były marszałek Sejmu. Ale ma 88 lat, więc trudno oczekiwać, by rzucił się w wir pracy. Kolejny były marszałek Sejmu, Marek Jurek, to też polityczny emeryt, znany ze skrajnych poglądów. Na nikim także nie robi wrażenia intelekt Julii Przyłębskiej, byłej prezes Trybunału Konstytucyjnego. Barbara Piwnik… Sędzia w stanie spoczynku i była minister sprawiedliwości, osoba popularna. Ale to karnistka, więc nie spodziewajmy się po niej pisania konstytucji. Zresztą ona to wie i w pierwszym wywiadzie po podpisaniu nominacji już mówiła, że rada tylko „zainauguruje ogólnonarodową debatę”. Żeby wysłuchać, co ludzie mają do powiedzenia.

Jedyny konstytucjonalista w tym gronie, prof. Ryszard Piotrowski, też najpewniej Nawrockiego rozczarował. Bo oświadczył niemal natychmiast, że „nie jest nam potrzebny żaden reset, nie jest nam potrzebna żadna nowa konstytucja. To ludzie powinni się zmienić, zmienić swoje podejście do państwa i prawa, dopóki nie jest jeszcze za późno”. Piotrowski zaznaczył, że to jego stanowisko od lat, znane prezydentowi.

Oto mamy radę, do której powołano ludzi z góry dystansujących się od jej prac. Czy też od prac, których oczekuje Nawrocki. Zatem prezydent i jego urzędnicy nie za bardzo wiedzieli, kogo do rady powołują, i że to wszystko wygląda na dość nerwową łapankę. Składem tego gremium nikogo na kolana nie rzucili. Również dlatego,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Niewidzialne dziecko

Oprawców Kamilka skazano. Instytucje pozostały bez winy

3 kwietnia 2023 r. nad Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach pojawił się śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Na pokładzie był ośmioletni chłopiec z Częstochowy, Kamilek. Śmigłowiec osiadł na lądowisku ostrożnie. Każde szarpnięcie, każde drgnięcie noszy mogło spowodować nowe obrażenia. Gdyby Kamilek był przytomny, oznaczałyby też dla dziecka ból trudny do wyobrażenia. Chłopiec miał rozległe, nieleczone rany oparzeniowe. W wielu miejscach odsłonięta była żywa tkanka. W niektórych ranach rozwijało się zakażenie, w innych już była martwica. Do Katowic przywieziono dziecko w stanie skrajnie ciężkim. Nie po wypadku czy nagłym nieszczęściu. Po dniach cierpienia, którego nikt w porę nie przerwał.

Za Kamilka oddychał respirator. Lekarze wprowadzili chłopca w śpiączkę farmakologiczną, by ograniczyć ból i móc rozpocząć leczenie ran. Usuwano tkanki martwicze, wykonywano przeszczepy skóry, walczono z chorobą oparzeniową, niewydolnością oddechową i zakażeniem całego organizmu. Na ostatnim etapie pobytu w szpitalu konieczne było użycie ECMO, czyli aparatury do pozaustrojowego natleniania krwi i wspomagania krążenia.

Kamilek zmarł 8 maja 2023 r., po 35 dniach walki o życie. Miał poparzone 25% powierzchni ciała. Oparzenia obejmowały głowę, tułów i kończyny. Lekarze stwierdzili także złamania kończyn, w tym starsze obrażenia.

Bezpośrednią przyczyną śmierci była niewydolność wielonarządowa spowodowana chorobą oparzeniową i ciężkim zakażeniem organizmu. Ale medyczny opis śmierci nie wyjaśnia najważniejszego – dlaczego dziecko, już wcześniej maltretowane w okrutny sposób, nie otrzymało pomocy. I dlaczego nie zostało ochronione przed kolejnymi aktami sadyzmu.

Pod okiem urzędników i służb

Rodzina Kamilka była znana instytucjom socjalnym. W czerwcu 2022 r., czyli rok przed przewiezieniem nieprzytomnego Kamilka do Katowic, MOPS w Częstochowie skierował do sądu pismo z wnioskiem o zabezpieczenie dzieci w pieczy zastępczej. Sprawą zajmował się również sąd w Olkuszu, bo rodzina przemieszczała się między gminami i powiatami. Były ucieczki dziecka z domu, wagary i sygnały ze szkoły, że w tej rodzinie nie dzieje się dobrze. Już wcześniej zauważono poważne obrażenia. Była ręka w gipsie i ślady przemocy, a także tłumaczenia dorosłych i brak właściwej reakcji. Krótkie życie nauczyło Kamilka, że nie powinien się skarżyć, bo to nic nie da, a potem będzie gorzej.

Rodzina zmieniała miejsca zamieszkania: Częstochowa,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.