Miodzio dla swoich

Miodzio dla swoich

Jeśli nawet takie wydarzenia jak ostatnia afera podsłuchowa mają mieć sens i coś w przyszłości zmienić, to czas na wnioski. I nie tylko kadrowe. Bo zmiana ludzi nic nie da bez zmiany zasad regulujących pracę tych instytucji, które tak żałośnie zawiodły. Ciąg wydarzeń jest tak groteskowy, że pasowałby do kabaretu, a nie do realnego życia. W kraju, który ma dziewięć (?) rodzajów służb i do ochrony kilkanaście miejsc, gdzie toczy się towarzyskie życie biznesowo-polityczne, doszło do taśmowego nagrywania rozmów. Gdyby zaś policzyć, ilu obecnych i byłych ludzi różnych służb pracuje dla biesiadujących, zbierze się spora gromada. No i co z tego, że taka armia żyje z pilnowania, skoro nawet siebie nie są w stanie zabezpieczyć? Aż się prosi, by zacytować ministra Sienkiewicza (ch… d… i kamieni kupa).
Jaki rząd, takie podsłuchy. Jaki kraj, takie służby. No właśnie, służby. Co do nich wszyscy są zgodni. Sromotnie zawiodły. Tyle że nie widać, by ktoś chciał postawić kropkę nad tymi zarzutami. Dlaczego w sprawie jakości pracy służb nie wzywa się do odpowiedzialności samego premiera? Przecież od początku jego rządów sprawa nadzoru nad służbami jest tak rozmyta, że dziś, po siedmiu latach rządów PO-PSL, niełatwo powiedzieć, kto personalnie odpowiada za te wszystkie grzechy służb. Grzechy, które zostały szczegółowo opisane przez media i ekspertów. Zbyt poważny to obszar, by z tej bardzo krytycznej oceny wyłączyć premiera. Tusk zbudował taką strukturę nadzoru i zarządzania służbami, jaką chciał. I teraz ma dokładnie to, czego jest politycznym sprawcą. Można oczywiście powiedzieć, że problemy ze służbami mieli wszyscy jego poprzednicy. Ale co z tego? Bojaźliwy albo nabożny stosunek polityków do służb jest oparty na jakichś wydumanych przesłankach. Wystarczy popatrzeć na wielu reprezentantów tych instytucji, by wiedzieć, że wymagają oni bardzo silnego, cywilnego nadzoru. Z poczucia sprawiedliwości napiszę, że jest tam także wielu fachowców. Dzięki nim zresztą ta machina ciągle jakoś działa.
Czy poza sensacjami obyczajowymi coś ważnego wynika z pierwszych ujawnionych nagrań? Dla mnie najciekawsze jest potwierdzenie w zakulisowych rozmowach potężnej roli, jaką dziś w Polsce odgrywa oligarchia finansowa i biznesowa. I bezradność państwa wobec rozgrywających je dla własnych interesów rozmaitych biznesmenów. Z małymi wyjątkami najbogatsi Polacy doszli do swoich fortun, wygrywając z państwem polskim. Co praktycznie oznacza, że wyszarpali z majątku państwa, czyli naszego, to, co najcenniejsze, a z podatkami uciekli do rajów podatkowych. Dobrze żyjąc z kolejnymi ekipami władzy, traktowali państwo jak obiekt do wydojenia. Byłoby więc dobrze, gdyby ktoś wreszcie wyciągnął z tego wnioski. Bo i miodu już brakuje.

Wydanie: 27/2014

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy