Polityka przeciw pamięci

Polityka przeciw pamięci

Nawet mediom nie chce się już pytać uczniów i studentów o ważne dla Polaków daty. Wystarczy spojrzeć na programy i podręczniki szkolne, by nie mieć złudzeń. Takie tematy jak powstanie warszawskie, „żołnierze wyklęci” czy Katyń są w mediach praktycznie codziennie. A takie jak nadchodząca rocznica 1 września 1939 r. odfajkowuje się rutynowymi apelami, wieńcami i szablonowymi mowami polityków. Obraz najpotworniejszego doświadczenia w całej historii Polski przekazywany jest półgębkiem i wstydliwie. Jakby to, co zrobili Niemcy na naszych ziemiach w latach 1939-1945, mogło być kiedykolwiek przekreślone i zapomniane.
A że pamięć zbiorowa nie jest czymś stałym i niezmiennym, nie dziwmy się, że skoro nic nie robimy, to stan świadomości historycznej młodych Polaków jest tak głęboko zawstydzający. Oni zresztą są za to najmniej odpowiedzialni. Bo przecież ich wiedza historyczna jest wypadkową histerycznych działań polityków i kuriozalnych poczynań Instytutu Pamięci Narodowej, który większość ogromnych środków lokuje poza obszarem wojny z Niemcami. Jeśli jeszcze do tego dołączy się politykę państwa, która bezrozumnie eliminuje tak potrzebne placówki naukowe jak Ossolineum czy Instytut Zachodni w Poznaniu, będziemy mieli obraz bardziej przypominający awangardową zbieraninę niespójnych elementów niż świadome i celowe działanie.
Na miarę naszych skromnych redakcyjnych możliwości przypominamy w tym numerze o najbardziej oczywistych faktach z początku II wojny światowej. Tak bowiem rozumiemy testament ofiar Września ‘39. I naszą powinność, żeby robić wszystko, co można, by o tamtych wydarzeniach i zbrodniach niemieckich pamiętały następne pokolenia.
Pisząc o tym, pamiętamy również, że dziś nasze relacje z Niemcami są najlepsze od stuleci. Niestety, kolejne polskie rządy nie potrafiły, jak dotąd, łączyć polityki pamięci o tragicznych skutkach wojny i odpowiedzialności Niemców za nie z polityką współpracy i dobrosąsiedzkich stosunków między naszymi państwami. Za dużo w tym, co robimy, kunktatorstwa, a za mało strategii i troski o długotrwałe interesy Polski.

Wydanie: 36/2015

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy