Coś nowego?

Coś nowego?

Kiedy w 1980 r., w czasie strajków gdańskich zaczęli zjeżdżać do Trójmiasta sympatycy zachodnioeuropejskiej lewicy i działacze europejskich związków zawodowych, aby na własne oczy zobaczyć protest robotniczy w Europie Wschodniej, zamiast spotykanych w takich okolicznościach w Europie Zachodniej czerwonych lub czarno-czerwonych flag ujrzeli na bramie Stoczni Gdańskiej krzyż i portret papieża. To musiał być kulturowy szok. Związki zawodowe w świecie zazwyczaj nie są ani klerykalne, ani prawicowe.
Gdy po przełomie 1989 r. David Ost, amerykański politolog, przyjechał do Polski i uczestniczył w pierwszym po zmianach politycznych zjeździe „Solidarności”, spodziewał się debaty o ochronie przed bezrobociem i sprzeciwie wobec prywatyzacji. Zamiast tego był świadkiem dyskusji na temat konieczności wprowadzenia w Polsce ustawy antyaborcyjnej. Oba opisane przypadki trudno zrozumieć na trzeźwo w bardziej cywilizowanym świecie.
W „Klęsce »Solidarności«” David Ost wspomina awans w 1989 r. na szefa „Tygodnika Solidarność” Jarosława Kaczyńskiego, „który szybko zapełnił łamy związkowego pisma atakami na komunistów i liberałów, informacjami o ujawnianiu korupcji i peanami na cześć Kościoła. Pod kierownictwem Kaczyńskiego »Tygodnik Solidarność« pisał bardzo dużo o wrogach, a mało o sprawach związkowych”. I w ten sposób zamiast być poważnym głosem świata pracy, stał się – jak trafnie to ujął Ost – „piskliwym głosikiem politycznej prawicy”. Nie o robotników ani o sprawy związkowe jednak Kaczyńskiemu wówczas chodziło, lecz o to, aby pracowniczy gniew skierować we właściwą stronę. Zdaniem konserwatywnej prawicy, winny nie jest niesprawiedliwy system ekonomiczny, lecz czający się „obcy” (obcy kulturowo, religijnie, etnicznie, politycznie) odpowiadają za kiepski los Polaków. Od początku zmiany systemowej konserwatywna prawica w Polsce przyjmowała – zdaniem Osta – następującą strategię: „Robotnicy mają prawo odczuwać gniew, powinien się on jednak skierować przeciwko byłym komunistom, którzy podobno nadal wszystkim rządzą, a także przeciw będącym u władzy liberałom, pozwalającym komunistom na sprawowanie kontroli. Konserwatyści nie atakowali kapitalizmu. Wręcz przeciwnie, twierdzili, że ludzie pracy cierpią, ponieważ jest go jeszcze za mało, albo dlatego, że obecni kapitaliści są tak naprawdę komunistami”.
Czy coś się zmieniło od lat 90.? Przez 20 lat populistyczna prawica powtarza tę samą śpiewkę. Dlatego nie powinno nikogo dziwić stanowisko PiS w sprawie planowanych protestów związkowych. Prosty przekaz kierownictwa PiS mówi wszystko: „Komitet Polityczny Prawa i Sprawiedliwości nie wyraża zgody na uczestnictwo w tej manifestacji członków PiS i używanie przez kogokolwiek podczas jej trwania symboli i znaków PiS. Używanie podczas jej trwania symboli i znaków PiS jest zabronione”.
Kaczyński nie ma ochoty iść obok Millera, powiewających czerwonych flag SLD, i słuchać haseł skierowanych przeciwko wyzyskowi ekonomicznemu. Wolałby iść na demonstracji obok magnata medialnego Rydzyka i pod narodowo-religijnymi hasłami walczyć ze „zdradą narodową”, „ateizacją kraju” i „obcymi siłami”. W tym braku prawicowych populistów na związkowej demonstracji chciałoby się widzieć powrót do normalności. Jednak normalność byłaby wtedy, kiedy mielibyśmy sygnał ze strony związkowców: zakaz uczestnictwa w związkowej demonstracji członków prawicowych partii i zwolenników przyznawania ulg podatkowych lepiej zarabiającym. Przypomnijmy, że w praktyce „socjalny program PiS” – kiedy władza była w rękach Kaczyńskiego – wyrażał się właśnie w ulgach dla ludzi bogatych.
Mimo wszystko związkowy protest choć na kilka dni przywróci normalność w debacie publicznej. I zamiast na Smoleńsku, kibolach i kolejnej historycznej rocznicy może na chwilę media skupią się na realnych problemach: rosnących nierównościach społecznych, bezrobociu i wykluczeniu socjalnym.
Brak PiS na proteście związkowym to również wielkie utrudnienie dla PO. Liderzy PO i rządowi spece od marketingu politycznego będą mieli problem z ukazaniem protestujących jako dzikiej tłuszczy zagrażającej demokracji i manipulowanej przez nawiedzonego Kaczyńskiego. Brak prawicowych kiboli i liderów PiS sprawi, że przekaz będzie bardziej socjalny i w mniejszym stopniu pochodzący z pogranicza awanturnictwa politycznego. Wszystkim zaś przypomni, że aż 80% przedstawicieli świata pracy twierdzi, że „różnice w dochodach różnych grup społecznych są w Polsce, zbyt duże”. Natomiast zdaniem 70% pracowników w Polsce „ludzie tacy jak my nie mają wpływu na sytuację w kraju”. Czas to zmienić.

Wydanie: 37/2013

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy