Ruch wsteczny trwa

Ruch wsteczny trwa

Na którąkolwiek sferę życia publicznego w Polsce spojrzymy, zauważamy kompletny regres. Obecna władza ma ogromny talent do znajdowania najgorszych z możliwych rozwiązań w każdej dziedzinie. I nawet trudno to jakoś wytłumaczyć ideologicznie.

O ile można było jeszcze jakoś zrozumieć w przeszłości pogardę PiS dla Unii Europejskiej jako symbolu kulturowego kosmopolityzmu, liberalizmu politycznego i postmodernistycznej różnorodności, przy jednoczesnym orientowaniu się na bardziej konserwatywną politykę USA, o tyle obecne połajanki liderów PiS wobec Amerykanów, którzy swoją państwowość – jak twierdzi minister Macierewicz – stworzyli dopiero w XVIII w., zadziwiają większość obserwatorów. Wychodzi na to, że chociaż USA nie zmieniły się znacząco w ostatnim czasie, ich system i polityka okazują się bardziej postępowe niż prawicowa władza w Polsce. I choć europejscy lewicowcy mogą wytykać – i słusznie – amerykański militaryzm, politykę siły w stosunkach międzynarodowych albo rasizm południowych stanów, okazuje się, że tak mocno zakorzenione w amerykańskim społeczeństwie poszanowanie zasad konstytucji czy przywiązanie do pierwszej poprawki zakazującej ograniczania wolności religii, prasy, słowa, petycji i zgromadzeń zalatują „prawdziwym Polakom” nadmiernym lewactwem. A prezydent Obama, jak pamiętamy, w niektórych kręgach PiS symbolizuje „upadek cywilizacji białego człowieka”. Minister Waszczykowski zaś postuluje odejście od relacji „murzyńskości” w stosunkach z USA. Trudno się dziwić, że w tych okolicznościach Amerykanie nie wyrażają zrozumienia dla dobrej i coraz lepszej zmiany w Polsce. I zamiast rozmawiać podczas oficjalnego, dłuższego spotkania z tak elastycznym prezydentem jak Duda, zapraszają do siebie na spotkania z kongresmenami i członkami Departamentu Stanu podejrzanego hipisa, rozwodnika i alimenciarza Mateusza Kijowskiego, lidera KOD.

Amerykanie po prostu są pragmatyczni i obstawiają już teraz osoby oraz środowiska, z którymi w przyszłości będzie można prowadzić przewidywalne rozmowy i planować racjonalną współpracę. Z wyznawcami sekty i zwolennikami myślenia magicznego, które jest odporne na praktyczną weryfikację, trudno nawiązać jakiś dialog. O wymianie myśli i o współpracy nie wspominając. Co za czasy! Postępowcy zaczynają kibicować Amerykanom za ich stosunek do sytuacji w Polsce!

Ale idźmy dalej. Niejaki Jan Szyszko, minister środowiska, robi wszystko, aby pokazać, jak można szybko i bezmyślnie zniszczyć wszelkie wartości i zasoby ekologiczne. Gdybyż za działaniami Szyszki kryła się jeszcze jakaś gra interesów, której można nie akceptować, ale która jest przynajmniej czytelna. Nic z tego. Tam nie ma nic. Poza zwykłą głupotą i chęcią zrobienia na złość tym wszystkim, którym ochrona środowiska naprawdę leży na sercu. Bo nawet przywiązanie tego rządu do węgla w energetyce, żeby choć zapewnić sobie chwilowy spokój z górnikami, nie tłumaczy krętactw Szyszki.

W sprawie atakowania przez polski rząd jakiejkolwiek empatii i otwartości wobec uchodźców można powiedzieć tylko: zwykły rasizm, agresywna, zaściankowa ksenofobia i prymitywna gra na uprzedzeniach do wszystkiego, co jest inne od narodowego kołtuństwa. Właściwie trudno teraz wskazać jakieś remedium na tę rasistowską falę polskiej prawicy. Jedyne, co przychodzi do głowy, to rewolucja kulturowo-obyczajowa w dłuższej perspektywie. Ale taka, która przeora głęboko te skostniałe, archaiczne uprzedzenia i nie pozwoli na pozostawienie gdziekolwiek we wspólnej przestrzeni publicznej bakcyla nacjonalistycznego szowinizmu. Jak już ktoś musi być rasistą, bo jest chory z nienawiści, niech praktykuje sobie te uprzedzenia w zamkniętym gronie podobnych sobie wyznawców czystości rasy i religii, ale w żadnym wypadku nie wolno wynosić takiego bełkotu na poziom polityki aprobowanej i realizowanej przez państwo. Bo to zaczyna cuchnąć faszyzmem.

I w końcu straszenie już i tak zalęknionego społeczeństwa terroryzmem. To jest najlepszy numer w kraju, gdzie regularnie co weekend więcej ludzi ginie w wypadkach samochodowych niż w najkrwawszych zamachach w Europie Zachodniej. I nikt nigdy nie widział tutaj na żywo żadnego terrorysty. Można powiedzieć, że w Polsce klasyczne stwierdzenie „dziel i rządź” zostało uzupełnione praktycznym „strasz, manipuluj strachem i rządź bezkarnie”. A kto obroni społeczeństwo i ludzi przed „terroryzmem państwowym”? Jak ma wyglądać samoobrona społeczna przed inwigilacją, manipulacją informacjami i represjami instytucji państwowych? To pytanie wydaje się dziś ważniejsze dla większości społecznej. Jak bowiem pisał Zygmunt Bauman, monopol państwa na przemoc dzieli tę ostatnią na dwa rodzaje: „przemoc uprawnioną lub bezprawną, niezbędną lub nieuzasadnioną, pożądaną lub niepożądaną, pożyteczną lub szkodliwą”. Jedną przemoc nazwano przestrzeganiem prawa i ochroną porządku publicznego, a drugą dziś zazwyczaj nazywa się terroryzmem. Kto decyduje o tym, z czym mamy do czynienia? Oczywiście władza państwowa. W takim razie życzę powodzenia tym, którzy wierzą, że radykalne wystąpienia społeczne, masowe demonstracje i protesty nie będą nazywane przez prawicową władzę PiS inaczej niż zagrożeniem dla porządku, atakami na państwo czy w końcu rozlewającą się anarchią. W takich okolicznościach wojnę społeczeństwu wypowie „terror państwowy”, który w projekcie ustawy antyterrorystycznej zastrzegł sobie nawet prawo strzelania do ludzi bez ostrzeżenia.

Wydanie: 14/2016

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy