Uchodźcy u bram

Uchodźcy u bram

Wydawało nam się, że świat, w którym żyjemy, opiera się na trwałych fundamentach. Tak silnych i stabilnych, że mimo rozmaitych turbulencji znajdziemy wyjście z każdego kryzysu. Od kilku dni, od wybuchu wojny w Ukrainie, wiemy, że to już zamknięty rozdział historii. Zegar przyśpieszył, ale wskazówki przesuwają się do tyłu. Jak w filmie dokumentalnym z lat 1938-1939. Dobre samopoczucie sytej Europy legło w gruzach. Mieliśmy nadzieję, że po okropnych doświadczeniach wojen światowych nikt nie wejdzie na tę drogę. To było naiwne. Znaleźliśmy się w takiej sytuacji, że możliwe są tylko złe rozwiązania. Albo bardzo złe. Dotychczasowy ład światowy został zakwestionowany w tak brutalny sposób, że trudno mieć jeszcze złudzenia, że znowu będzie, jak było. Stare się kończy. A nowe? Zależy od tak wielu niewiadomych, że dziś każdy scenariusz jest możliwy.

Ukraina na swoje nieszczęście stała się poligonem dwóch mocarstw, za który nikt nie chce umierać.

I tym razem, jak zawsze, największymi ofiarami tej wojny są zwykli ludzie. Giną, tracą domy, muszą uciekać z własnego kraju. Wierzyli politycznym hipokrytom. Może więc chociaż ofiary wojny dostaną realną pomoc od instytucji unijnych? W tym od Polaków i od polskich władz. A za ten najazd na suwerenny kraj Rosjanie muszą w przyszłości zapłacić. Przekroczyli czerwoną linię.

Na dodatek strzelili w kolano tym sojusznikom, którzy stawiali na negocjacje, porozumienie i współpracę. W Rosji wygrało, niestety, stronnictwo wojny. To jest najgorszy, krótkoterminowy wariant. Bo co po wojnie?

U nas też nie brakuje polityków, którzy by powojowali – marzących o nowych bazach i kolejnych oddziałach amerykańskich w Polsce. Wpychają Polskę w rolę państwa frontowego, z którego ludzie będą wyjeżdżać, a inwestorzy omijać je z daleka.

Zróbmy, co tylko w naszej mocy, by pomóc Ukraińcom, ofiarom agresji.

Wydanie: 10/2022

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy