Wiatraki w Wilanowie

Wiatraki w Wilanowie

Zamykam oczy i widzę, jak spełniło się marzenie o Polsce jako krainie tysięcy wiatraków. Marzenie lobbystów i polityków, do których lobbyści skutecznie dotarli. Musieli, bo bez decyzji polityków nie można budować wiatraków tuż przy domach i zabudowaniach. Otwieram oczy i widzę firmy, które świetnie zarabiają, bo im wiatrak bliżej, tym przedsięwzięcie jest tańsze, a zysk większy. Znowu zamykam i widzę las wiatraków zaglądający do okien apartamentów w Wilanowie, Sopocie czy Konstancinie. A może także w Zakopanem. No, ze stolicą Tatr to jednak przesadziłem. Górale są zbyt nerwowi na takie numery. A szczególnie, gdy wieje halny. Tyle wiatru niestety tam się marnuje. Żartuję. Może trochę, choć sprawa jest poważna. Nie jestem przeciwnikiem wiatraków ani ferm fotowoltaiki. Pod warunkiem że stawiane są tak, że nie rujnują życia ludziom, którzy pobudowali domy nie z myślą, że tuż za oknem będą mieli wiatrak albo hektar paneli fotowoltaiki. Czy tak wiele chcą?

Politycy kochają mówić, że najważniejszy jest człowiek. Ciągle słyszymy, że po pierwsze człowiek. Ale który? Gdzie jest ten człowiek, o którym mówią? Z pewnością nie jest nim ten, któremu nie da się wmówić, że wiatrak szemrze ciszej niż lodówka nowej generacji. I że musi się zgodzić na budowę, bo wojna na Ukrainie. A jak pyta, dlaczego postępem ma być instalowanie starych niemieckich wiatraków, których tam się pozbywają, to słyszy, że teraz już tak nie będzie. A co? Niemcy już wszystkie starocie sprzedali?

Nie jestem przeciwko wiatrakom, jako ważnej części OZE. Ale lekceważenie tych, którym chce się je postawić przed domem, uważam za bezczelność i krótkowzroczną arogancję. Słyszymy argumenty tylko jednej strony. Tej, która na wiatrakach zarabia. A głosy tych, których to rzekome dobrodziejstwo spotkało, nikną gdzieś wśród nacisków i presji, żeby szybko zmniejszyć dozwoloną odległość wiatraka od domu.

Chwalebnym wyjątkiem w tym jednogłosie jest reportaż Marcina Wójcika w „Dużym Formacie”. Podaję za nim kilka cytatów. Ku refleksji: „Najgorzej, kiedy turbina szuka wiatru i się przestawia. To daje straszny warkot, jakby pociąg przejeżdżał”, „Do najbliższego wiatraka nie mam nawet 500 m, w nocy jest najgorzej, śwista, jakby samolot chciał wystartować, a nie mógł”.

I co ci ludzie mają z tym zrobić? Branża wiatrakowa wygrywa. Gminy będą miały dodatkowe dochody. A los zwykłych ludzi? Czy to kogoś jeszcze obchodzi?

Wydanie: 4/2023

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy