Powrót masonów

Powrót masonów

Powtarzalne i nudne są dzieje. Czytam polską prawicową prasę, chociaż właściwie mógłbym nie czytać, bo i tak wiadomo, że zza węgła wychyną tu zaraz Ruscy i Żydzi (ewentualnie okrutni Germanie lub zdeprawowani Francuzi), chcący za wszelką cenę szkodzić Rzeczypospolitej i przekrzywić jej zdrowy, siermiężny i katolicki pion moralny. Jakby tego nie starczało i przywoływać trzeba było wszelkie matryce stereotypów i nienawiści, pojawiają się nagle na ustach biskupich i czcionkach gazetoprawicowych również masoni. Jak mawiają Rosjanie: wspomniała babuszka diewiczyj wieczer. Gdzie dzisiaj ta ponura masońska potęga? Owszem, pisano kiedyś („Szopka polityczna Pikadora”, 1930 r.):

Gdy noc już zapada
I ciemność wszystko przesłoni,
Wtedy wychodzą masoni
I słychać kielni stuk.
Ciche wiodą narady,
Jak poobsadzać posady,
I mówią, że nie ma Boga,
Jest tylko Andrzej Strug.

Drodzy moi, jakież to były piękne czasy! Dzisiaj o posadach mogę tylko pomarzyć, a z tego tytułu, że jestem masonem (wprawdzie chwilowo uśpionym, ale to meritum nie zmienia), nawet mi redakcja „Przeglądu” wierszówki nie powiększy! Skądinąd młodzieży przypomnę, że Andrzej Strug, właściwie Tadeusz Gałecki (1871-1937), był wielkim mistrzem masońskim, wybitnym pisarzem, prezesem Ligi Obrony Praw Człowieka i Obywatela. Kariera Agnieszki Holland rozpoczęła się od ekranizacji jego powieści „Dzieje jednego pocisku”. Oczywiście mniejsza o jego zasługi, skoro jeszcze w 1983 r. kard. Ratzinger, późniejszy papież, oświadczył, że „wierni, którzy należą do stowarzyszeń masońskich, są w stanie grzechu ciężkiego”. Z dokumentów Kongregacji Nauki Wiary dowiadujemy się też, że nie wolno prawowiernemu katolikowi masonów wspierać ani gloryfikować. Tutaj jednak wchodzimy już, a dotyczy to nawet najprawdziwszych Polaków, na grząski teren. W uniesieniu, ze łzami w oczach i piersią dumnie wypiętą zwykliśmy wszakże śpiewać: „Marsz, marsz, Dąbrowski, / Z ziemi włoskiej do Polski (lub odwrotnie w wersji prezesa Kaczyńskiego). / Za twoim przewodem / Złączym się z narodem”.

Śpiewa kibol (sól naszej ziemi), śpiewa matka i sąsiadka. Tymczasem ten Dąbrowski (Jan Henryk mu było na imię) masonem był zatwardziałym. Liczni historycy skłonni są przypuszczać, iż lożom tylko zawdzięczał, że po upadku Napoleona pozostał senatorem i wojewodą pod berłem cara Aleksandra I. Doprawdy nie każdemu tak miło wtedy się układało. Zachował się przyzwoicie, nie korzystając z oficjalnych funkcji i wycofując w cień swoich majątków poznańskich. Że zaś te nie zostały mu skonfiskowane? Byłoby ostateczną małością mieć o to do niego pretensje. W drugim tomie „Polskich złudzeń narodowych” (Poznań 2007) przytaczam listę 60 masonów. Nie będę powtarzał książki telefonicznej. Przypomnę tylko, że byli wolnomularzami m.in.: Juliusz Kaden-Bandrowski, Kazimierz Bartel, Bolesław Wieniawa-Długoszowski, Szymon Konarski, Janusz Korczak, Kajetan Koźmian, Gabriel Narutowicz, Julian Ursyn Niemcewicz, Juliusz Osterwa, Edward Rydz-Śmigły, Michał Tokarzewski-Karaszewicz, Stanisław August Poniatowski… Chciałoby się powiedzieć, że dla każdego coś miłego. Masoni konsekwentnie prześladowani byli i tępieni przez bolszewików i stalinistów, hitlerowców i frankistów, Kościół katolicki… Wszelkie ideologie niemogące znieść myślących inaczej, a co gorsza, dzięki zasadom tajności niedających się łatwo podporządkować i unicestwić. Kiedy przyjeżdżałem do Polski w latach 80. i zgadało się o wolnomularstwie, z przynależnością do którego nigdy się nie kryłem, słyszałem często: no tak, w Polsce masonami to są… Tutaj padały nazwiska. W 90% błędne. Była jednak w tej materii istotna konsekwencja. O przynależność do złowrogich lóż posądzano z reguły ludzi niezależnych poglądów, niepoddających się presjom politycznym ani religijnym, wolnych od uprzedzeń kołtuńskich i nacjonalistycznych. I tak jest do dzisiaj. Przyznam, że odbierałem to i odbieram jako swoisty hołd składany współczesnemu wolnomularstwu. Niech mnie więc nie straszy abp Michalik klątwami Kongregacji Nauki Wiary. Co innego przynosiły nam z Włoch legiony Dąbrowskiego i przyznać muszę, że ich przesłanie znacznie bardziej wolę.

Wydanie: 13/2015

Kategorie: Felietony, Ludwik Stomma

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy