Konformizmu Polaków portret

Konformizmu Polaków portret

W serialu pod tytułem „Kto ty jesteś” i „Kim i jaki jesteś, Polaku” mamy nowy odcinek napisany przez wyniki badań społecznych i ich analizę autorstwa Przemysława Sadury i Sławomira Sierakowskiego. „Polityczny cynizm Polaków” to efekt badań prowadzonych w lipcu i sierpniu 2019 r. Wielowątkowe konstatacje staną się pożywką dla interpretacji, odczytań, przewidywań i lęków. Sami autorzy uznali, że do opisania postaw polskich wyborców (niezależnie od stopnia identyfikacji z jedną z głównych partii: PiS, Platformą, Lewicą) najlepiej będzie użyć słowa cynizm. Jest to o tyle zastanawiające, że wyłania się z tych badań (pełny tekst tutaj) obraz ludzi doskonale rozpoznających mechanizmy polityczne, odróżniających wyraźnie własny interes, będących w swojej masie grupą niezmanipulowaną („Wyborcy PiS nie są biernymi ofiarami propagandy mediów publicznych – blisko połowa z nich uważa je za stronnicze. Dużo częściej niż wyborcy PO deklarują oglądanie programów informacyjnych różnych telewizji, podczas gdy zwolennicy opozycji są wyraźnie bardziej przywiązani do przekazu stacji TVN”). Wybierają własny interes, tak jak go dobrze rozumieją, być może w innej wersji interpretacyjnej można by powiedzieć, że to taka Realpolitik: doskonale rozumieją metody działania polityków, akceptują ich „krętactwa”, „puste obietnice” i nie wystawiają im za to rachunku, nie mają złudzeń, kierują się własnym interesem, chcą coś z tego mieć.

Wizja oczekiwanej Polski z tych badań się nie wyłania. Raczej można powiedzieć, że to obraz pogodzenia się z losem: tak już jest, tak to działa, kopać się z koniem nie warto (tu ciekawy wątek stosunku do zjawiska pedofilii w Kościele – „Problem pedofilii i innych nadużyć w Kościele katolickim jest dostrzegany przez wielu wyborców PiS, głośny film braci Sekielskich traktują oni jako wiarygodny. Jego publikacja nie zmobilizowała ich – wbrew tezom np. polityków PSL – do głosowania na PiS, ale też tej partii nie zaszkodziła. Grzechy Kościoła szkodzą jemu samemu, ale nie rzutują na wybory polityczne zwolenników władzy”).

Autorzy snują wizję trzech scenariuszy przyszłości, nazywając je węgierskim, słowackim i bawarskim. W wariancie węgierskim PiS, mimo wyraźnego braku takiej potrzeby, a nawet dystansu wobec takiego scenariusza, zdobywa większość konstytucyjną (pułap poparcia dla tej partii szybuje w maksymalnej odsłonie nawet w okolicach 55%). W słowackim: „Spowodowane czynnikami zewnętrznymi lub kryzysem przywództwa załamanie Prawa i Sprawiedliwości może doprowadzić do powstania populizmu lewicowego. (…) Lewicowa koalicja, w której silny udział ma np. partia Razem, może socjalnie przelicytować PiS i zaproponować jakiś wariant welfare state 2.0. (…) Musiałyby to być rozwiązania w stylu bezwarunkowego dochodu podstawowego (czymś quasi takim jest 500+) objąć pracujący na »śmieciówkach« prekariat oraz młodych, o których upominali się rozmówcy we wszystkich badanych przez nas grupach. Wyzwaniem dla populistycznej Lewicy byłyby kwestie kulturowe. Część wyborców socjalnych głosuje dziś z oporami na »rydzykowy« PiS, może jutro z powodów socjalnych byliby w stanie też z oporami zagłosować na »tęczową« Lewicę?”. A w bawarskim „Platforma (w koalicji z PSL albo/i z pragmatyczną Lewicą) uczy się być demokratycznym PiS. Warunkiem realizacji tego scenariusza jest zaproponowanie przemyślanego modelu nowoczesnego państwa dobrobytu i organizacji usług publicznych. (…) Liberalny model państwa dobrobytu minimum (doraźna pomoc tylko najbardziej potrzebującym: bezrobotnym, bezdomnym) to za mało, a skandynawski, gdzie wszelkie uprawnienia wynikają z faktu bycia obywatelem i należą się wszystkim, to dla polskiego wyborcy za dużo”.

Można powiedzieć, że najbliższe tygodnie mają szansę popchnąć Polskę w nowe rejony, które jeszcze niedawno wydawały się odległe i niedosiężne. Ale jednym z najbardziej wstrząsających wniosków jest konstatacja następująca: „Zwolennicy Kaczyńskiego nie chcą dla niego większości konstytucyjnej i widzą pożytek z istnienia opozycji; nie rozumieją jednak potrzeby ograniczenia władzy PiS przez mechanizmy instytucjonalne. W efekcie partia ta może uzyskać pełnię nieograniczonej władzy nawet wbrew intencjom własnych wyborców”. Tu jesteśmy o krok do powstania demokratycznie umocowanej (przynajmniej w sensie oddanych głosów) dyktatury. Słowo cynizm tego nie tłumaczy. Słabość polityczna opozycji, brak odwagi i determinacji w formułowaniu alternatywnego modelu państwa już bardziej. Lata zaniedbań, zarówno socjalnych, jak i edukacyjnych, zbierają żniwo. Może niestety przywołanie Niemiec lat 30. ubiegłego wieku jest jednak realną ilustracją tego, co się w Polsce wydarzy. Grunt i postawy są przygotowane, partia zdeterminowana, wódz jest. I tak oto możemy być wkrótce świadkami spektaklu grozy, bo umiejętność wyartykułowania najważniejszej potrzeby, potrzeby silnego państwa dobrobytu bez umocowania w systemie politycznie zrównoważonej władzy (trójpodział władzy, niezawisły Trybunał Konstytucyjny, niezależne sądy), ma tylko jedna partia. I na dodatek ma zbyt wiele do stracenia, żeby władzę oddać. Dostanie ją od Polaków. Prawdziwych. Którzy nawet woleliby jej w takim stopniu nie oddawać.

Wydanie: 39/2019

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy