Wtrącam się

Wtrącam się

Pisałem, wspominając profesora Stefana Morawskiego, że moja wiedza o Żydach raz bywa ogólnikowa i prawie żadna, a kiedy indziej szczegółowa i pochodząca z wiarygodnego źródła. Ta sama wiedza raz ginie w niepamięci – Stefan Morawski wyznał, że w pewnym okresie zapomniał, że był Żydem – a innym razem, ale nie przypadkiem, nie daje spokoju. Moja wiedza konkretna, za którą ręczę, odnosi się do Żydów wioskowych i bardzo małomiasteczkowych, ta zaś, którą wyniosłem z książek i innych druków, może być wątpliwa. W latach 80. Milton Friedman, Nobel ekonomii, perswadował Żydom w czasopiśmie „Encounter”, że źle postępują, opowiadając się za socjalizmem, bo dla żydowskiej energii i talentów finansowych najlepszym ustrojem jest liberalny kapitalizm. Moja wiedza konkretna stanowczo nie wystarcza do opowiedzenia się za takimi uogólnieniami lub przeciw nim. Wierzę temu, kto lepiej umie mówić i przemawia bardziej pod prąd. Zainteresował mnie artykuł prof. Joanny Tokarskiej-Bakir („Żydzi czarni i czerwoni”, „Gazeta Wyborcza”), ponieważ do tematu „Żydokomuny” wnosi treści odkrywcze, dotyczące nie tylko kwestii żydowskiej.
Środowiska prawicowe nie wychodzą z dyskusji o „żydokomunie” bez zysku. Słowo, które do tej pory było wymawiane w gniewie lub kpiąco, a więc w cudzysłowie, jak nazwa tego, czego nie ma, nabrało tego lata charakteru nazwy dosłownej.
Komunizm był dla mnie rzeczą egzotyczną i nie w pełni kojarzył się z terrorem, bo terror – i to jaki! – panował, jak pamięcią sięgnę, a komuniści pojawili się dopiero około roku 1945. Przewracali Polskę do góry dnem, ale ci z nich, z którymi miałem okazję się stykać, prawda, że autorytarni w postępowaniu i mowie, mieli więcej rozumu niż księża. Adam Schaff był ortodoksyjnym marksistą-komunistą, ale czy to, czego dziś jak Polska długa i szeroka naucza się z ambon i na lekcjach religii, nie jest bardziej oderwane od prawdy niż ortodoksja marksistowska? Chrześcijańskie credo jest wzniosłe, a Manifest Komunistyczny trywialny, ale gdzie jest więcej prawdy? Przestańmy mówić o wartościach, bo to dym zwiewny, pozwólmy dojść do głosu prostym rozróżnieniom prawda-fałsz, rzeczywistość-iluzja. Nie bez oczywistego powodu jednym „żydokomuna” kojarzy się z kierowniczymi kręgami Urzędu Bezpieczeństwa, ale mnie na myśl przychodzi przede wszystkim Adam Schaff, człowiek wspaniałomyślny, organizator instytucji naukowych, przeważnie użyteczny dla dobrych inicjatyw.
Pokolenie Żydów uformowanych umysłowo na przełomie PRL i III RP, gdy wszystkie pasje „zestrzeliły się w jedno ognisko” polityki, ma problem ze swoimi przodkami, którzy po wojnie odtwarzali polskie państwo, oczywiście, że na warunkach, jakie im podyktowano, a podyktowano obok złych także dobre, dzięki którym mamy blisko do Berlina. Rozlicza się z historią nie całkiem po swojemu, bo pod silnym, można się zastanawiać, czy nie zastraszającym wpływem „patriotów”, ultrasów katolickiej, nacjonalistycznej i rusofobicznej prawicy. Mówi się, moim zdaniem słusznie, że po wojnie wielu Żydów garnęło się do obozu komunistycznego ze strachu przed antysemityzmem. Mieli oni dobre racje, aby postąpić tak, jak postąpili, ale co dziś „młodych Żydów” (tzn. urodzonych po wojnie) pcha w stronę antykomunizmu? Czy nie znowu obawa antysemityzmu?
Nie stoi dziś na porządku dziennym wybór między Dobrem i Złem, Prawdą i Fałszem, tak jak go nie było w roku 1945. Zarówno wówczas, jak obecnie chodzi o rozpoznanie pożytku, co jak nie było proste wtedy, tak nie jest łatwe dziś. Myślą, że nastały takie czasy, że „dobrze myślący” nie mogą się mylić. Ależ mogą, trzeba tylko poczekać na pokolenie, które to ogłosi. Nastały piękne czasy, Europa nareszcie wzięła nas na utrzymanie. Po nas niechby potop; tylko źle myślący pytają, kto będzie odpowiadał, gdy już w wielu węzłowych miejscach widoczny rozkład podważy tę urzeczywistnioną utopię.
Panie literatki piszą, że żydokomunistyczni pisarze popełnili w czasach stalinowskich ciężkie zbrodnie komunistyczne, ale te zbrodnie nie musiały być takie ciężkie, skoro wystarczyło podpisać się pod listem do władz, aby przez te panie zostać uniewinnionym.
Nie mógłbym wymienić wielu osobiście poznanych komunistów, teraz żałuję, że za bardzo trzymałem się z boku. Była to formacja osobliwa, jak jakobini albo sekciarze różnych religii. Według Besançona komunizm był bardziej pod wpływem chrześcijaństwa niż judaizmu. Nie ma szans zobaczyć czegoś takiego drugi raz w życiu. Zbyt dużą wagę przywiązywało się do niewygód życia, do wszystko pożerającej propagandy, zamiast odnieść się do tego filozoficznie, pośmiać się, jak niektórzy, wściekałem się lub popadałem w przygnębienie, bo nikt mi nie powiedział, że to się tak prędko skończy.
Nikt nie odpowiada za swoich przodków, ale dobrze jest mieć przodków szanowanych. Odnoszę wrażenie, że „młodzi Żydzi” rozliczający się dziś z żydokomuną żałują, że ich ojcowie czy dziadkowie nie przystąpili do żołnierzy wyklętych. I tu trzeba puknąć się w głowę.

Wydanie: 31/2012

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy