Stolec trupami wyściełany

Stolec trupami wyściełany

Mordercza arytmetyka PiS: od początku pandemii zmarło w Polsce niespełna 80 tys. osób – to mniej więcej 1% elektoratu partii rządzącej z ostatnich wygranych wyborów parlamentarnych. Gdyby nawet założyć, że podczas czwartej fali COVID-19, która atakuje głównie niezaszczepionych, umrze drugie tyle ludzi, i gdyby przyjąć, że co do jednego reprezentowaliby oni zastępy wiernych akolitów kaczyzmu – utrata 1% wyborców jest dla PiS bezpieczna. W przypadku wprowadzenia restrykcji na miarę cywilizowanej Europy, czyli częściowego lockdownu dla antyszczepionkowców lub choćby obowiązku szczepień dla pracowników, niebezpieczny spadek sondażowy obciążyłby rządzących poważnym prawdopodobieństwem utraty władzy. Powiedzenie więc, że PiS zamierza dojść do trzeciej kadencji po trupach, nie będzie w żadnej mierze metaforą.

Kaczyński zasiada na tronie, czy raczej stolcu, trupami wyściełanym. Przez krótki czas wydawało się, że kiedy zaczną umierać ludzie uwięzieni przez polskich i białoruskich pograniczników w śmiertelnym potrzasku, pojawi się w narodzie jakiś zbiorowy wyrzut sumienia, jakieś poczucie niedopuszczalnego przekroczenia, ludzki odruch współczucia i gniewu zarazem – być może analitycy obozu władzy czekali na ten moment rozedrgani od niepewności, niczym ekipa sterująca marsjańską sondą przed jej lądowaniem. Aż tu ulga: zażarło! Jeden, drugi, kolejne trupy uchodźców nie tylko nie zmniejszyły słupków poparcia, ale wręcz wzmocniły i skonsolidowały suwerena – karmiony trupami niedoszłych wrogów naród zaczął przeżywać ekstazę schadenfreude: niech zamarzną, niech zdechną z głodu, byle nie przeszli, byle nie pokalali ziemi naszej obcymi wirusami. Kiedy zbrodnicze instynkty mnożą się i, by tak rzec – uwspólnotawiają, wyrzut sumienia zostaje z pełną mocą wyparty, naród poddaje się obscenicznemu złu i przestaje przed sobą udawać, że jest po dobrej stronie mocy, wystarczy odpowiedni zabieg retoryczny na oficjalnym poziomie przekazu i zamiast współczucia mamy „histerię empatii”.

Na podlaskim pograniczu dokonuje się właśnie jakaś makabryczna rekonstrukcja historyczna, skądinąd ulubiona rozrywka polskich patriotów. Za pomoc humanitarną władza grozi więzieniem; łaskawcy – znów będą się zżymać na argument ad hitlerum – wszak naziści za pomoc skazywali na śmierć, nie godzi się zatem porównywać. Naród dokłada cegiełki do budowy muzeów Dobrych Polaków, Którzy Ukrywali Żydów, wylicza na palcach swoich przodków, którzy się doczekali drzewek w Yad Vashem (skądinąd największą wartością ostatniego „Wesela” Smarzowskiego jest pokazanie, jak Sprawiedliwym Wśród Narodów Świata stawało się tyleż z dobrej woli, ile z przypadku), ale ten sam naród żarliwie wydaje mundurowym grupki wychłodzonych uciekinierów, uprzednio ich ograbiwszy z czego się da, i dziurawi opony w samochodach służb medycznych.

Mamy teraz lekcję historii na żywo, w terenie, nie trzeba się przekopywać przez akta w archiwach instytutów pamięci ani dopytywać pradziadków: „Jak to było? Jacy naprawdę byli wtedy Polacy?”. Wtedy jest dzisiaj: są ci, którzy wbrew propagandzie rządowej, w strachu przed szykanami i aresztowaniem śpieszą do przygranicznych lasów z pomocą, są też ci, którym każdy donos robi dobrze, a pośrodku jak zawsze ta milcząca większość, która zamyka drzwi i rygluje okna, stwierdzając, że „nie interesuje się polityką”.

Proporcje od lat (wieków?) niezmienne – wreszcie można sobie porachować, jak to naprawdę jest z tymi Polakami, ilu wybiera przyzwoitość, przyjmując za motto słynne zdanie Władysława Bartoszewskiego: „Warto być uczciwym, choć nie zawsze się to opłaca”, ilu zaś każde plugastwo gotowych jest uczynić z tępo zawłaszczonym „zachowałam się jak trzeba” na ustach. Nie mam sposobu, żeby odwrócić myśli od tego, ile podłości na co dzień wyzwala w Polakach mafia rządząca – zdaje się, że jej zasoby są nieograniczone, paliwa wystarczy na lata. Być może PiS po prostu zajrzało do środka, do moralnego „jądra” tego narodu i wysondowało tam tak rozległe złoża łatwopalnego świństwa i zajadłości, że wystarczyło przyłożyć zapałkę. Polska się pali: do narodowosocjalistycznej dyktatury, do izolacji pod kamaszem i pod krzyżem, do likwidacji sztuki „zdegenerowanej” (tak określił nieprawomyślny film Ministrant Dziewictwa Narodowego, Piotr „MójBratIdiota” Gliński, a jego rozmówca z portalu zasugerował już wprost, że może należy zapobiec realizowaniu filmów w naszej ojczyźnie, skoro większość z nich jest antypolska). Pali się; czuć spalenizną jak kraj długi i szeroki, sam nie wiem, czy to już swąd ostateczny; mam dość, ale mimo wszystko: wolałbym nie.

w.kuczok@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 48/2021

Kategorie: Felietony, Wojciech Kuczok

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy