Zgrabna grzywka Youtubera

Zgrabna grzywka Youtubera

Do tej pory moje osiedle nie wyróżniało się niczym. Biegnie przez nie jedna niemrawa alejka wysadzana bulwiastymi lampami. Jest tu przyjazny warzywniak z dyniami i sklep spożywczy z mydłem i powidłem. Niedawno otworzyli maleńki sushi bar i powiało Zachodem. Zresztą nie tylko Zachodem, bo zapach smażonych krewetek też jest wyrazisty. Łazi tędy kilka wrednych i kilka miłych psów. Jeden mops, co sika, stając na przednich łapach, a obie tylne podnosząc do góry. Jest jedna piękna dziewczyna, ekipa chłopców na deskorolkach, dwóch fizjoterapeutów, którzy masują w mieszkaniach nasze łupiące kręgosłupy. Kilka lat temu osiedlem wstrząsnęło gorące info, że wprowadził się tu agent Tomek. Nigdy go na żywca nie widziałam, ale wiele razy wskazywano mi jego balkon, mówiąc nabożnie: „O!”. Albo: „O, tam!”. Poza tym nic.

Jednak niedawno znów „coś się stało”. Na osiedle wprowadził się youtuber. Youtuber to ważna persona i niebagatelna funkcja społeczna. Youtuber odgrywa bowiem rolę autorytetu: w internecie komentuje rzeczywistość, piętnuje słabości, żartuje sobie z naszej niewiedzy. Ale przede wszystkim zazwyczaj jest ładny, uroczy, dobrze ubrany i dowcipny. No i potrafi montować.

Popularność youtubera jest tak wielka, że po osiedlu chodzi jedynie w kapturze. Tak jakoś fikuśnie założonym, że wystaje z niego problematyczna grzywka. Bo nie tylko brzuch youtubera ma swoją rzeźbę. Jego grzywka również, a ciężar kaptura mógłby jej bardzo zaszkodzić. Cóż, podobno nawet agent Tomek nie chodził po osiedlu w kapturze. Jednak youtuber musi dbać o prywatność, dyskrecję, by nie być przy klatkach schodowych, sklepikach i kubłach dosłownie NAPADANY przez fanów. Wyobrażam ich sobie zgromadzonych tłumnie, jak pod papieskim oknem w Krakowie. Z lornetkami, koszami pełnymi kwiatów i owoców. Wokół toi toie, food tracki, drobni handlarze. Po prostu namiotowe miasteczko. I schodzi on: w kapturze. Obok, w roli ochroniarza, agent Tomek. Nad nimi helikopter. Na dachu naprzeciwko snajper walczy z kotem. Reszta przechodniów – na kolanach.

Nie muszę lubić i robić tego, co wszyscy, ale z drugiej strony tak z miejsca się poddawać? Tak nie załapywać się? To byłby kiepski kierunek. Postanawiam więc odrobić lekcje: obczaić youtubera i wyrobić sobie zdanie, żeby potem w warzywniaku, spożywczaku, a nawet w barze sushi móc zadawać szyku. Nadchodzi wieczór. Włączam komputer, wchodzę na kanał youtubera. Uruchamiam filmik. Gość przebywa na wakacjach. Manipuluje kamerką, kamera pokazuje Chorwację: drzewa, pagórki, morze. Czekam na komentarz. Jest: „Drzewa, pagórki, morze”, mówi yutuber. Potem schodzi na plażę. „Schodzimy na plażę”, stwierdza. Dalej kamera łapie kemping. Chłopak komentuje: „Kemping”.

Przez chwilę myślę, że to jakaś postmodernistyczna zabawa. Że to jakiś hiperrealizm albo chociaż surrealizm. Ktoś namaluje fajkę i podpisze: „To nie jest fajka”. „To nie jest Chorwacja”. Dekoracja rozpadnie się, a zza niej wychynie jakiś komik w czapce uszatce. Ale nic więcej się nie dzieje. Chłopak pojawia się w obiektywie: pięknie się uśmiecha. Ma równe, białe, zdrowe zęby. Jest zadowolony z siebie i ze świata. Od razu widać, że wszystko mu się uda. Może o to chodzi? Może po prostu przyjemnie się patrzy na przyjemne życie przyjemnych ludzi? Na nic. Jakby się jechało samochodem i oglądało przez okna uciekający krajobraz. Może dobrze przy tym się zasypia i wszyscy po prostu włączają to tuż przed snem? Nic lepiej nie uspokaja: „drzewa, pagórki, morze”, „schodzimy na plażę”, „kemping”.

Wkrótce okazało się, że youtuber mieszka nade mną. Dziś w nocy śniły mi się przez niego złe roboty. Trudno było wyprosić je z domu. W końcu jednego zamknęłam na balkonie, ale nie mogłam go zabić, bo wyglądał jak mój pies. Drugi z kolei wyglądał jak miła dziewczyna – też go nie zabiłam, tylko umieściłam przed drzwiami. Ale wiem, że całą noc patrzył w wizjer. Źle mi się spało. Youtuber puszczał jakieś dziwne kawałki, a może brzmiały dziwnie przez sufit i ściany? Rano czułam po nim smużkę perfum na schodach. Niewyspana powtarzałam sobie jak mantrę: „drzewa, pagórki, morze”. To przyniosło mi ukojenie.

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy