Krótka pamięć Buzka

Krótka pamięć Buzka

Przeproś albo milcz, pomyślałem, gdy były premier Buzek zaczął się wypowiadać na temat reformy emerytalnej, którą sam wprowadzał. Zrobił to zresztą w taki sposób i tak zręcznie, jak tylko on umie. Bo czyż nie jest znakiem firmowym Buzka umiejętność takiego ustawiania się wobec trudnych spraw, jakby był tylko ich komentatorem, a nie decydentem? A jest przecież pierwszy na liście, długiej niestety, odpowiedzialnych za skutki tej reformy. Chyba że prawdziwsza jest opinia tych, którzy uważają, że ani wtedy, gdy podpisywał pakiet reform, ani dziś Buzek nie za bardzo wie, co firmuje, bo i tak decyzje podejmują inni. I jeśli obecnie nawołuje do prowadzenia debaty publicznej w sposób odpowiedzialny i poważny, to te słowa mają sens. Trudno byłoby się nie podpisać pod takim apelem, gdyby nie to, że przecież Buzek mówi te słowa do siebie. Bo to on jako poważny polityk europejski i premier odpowiedzialny za tę reformę powinien stanąć przed opinią publiczną i przedstawić autorską analizę jej skutków. Życie publiczne wiele by na tym zyskało. Niestety, zamiast poważnej debaty znowu mamy wmawianie ludziom, że jest dobrze, tylko niemądry rząd chce to zepsuć. Były premier znów się myli. Gładkie, oderwane od meritum słowa nie zastąpią samokrytyki, która należy się setkom tysięcy ludzi za cynicznie rozbudzone i od początku oszukańcze, co przyznają nawet ludzie z OFE, miraże urlopów pod palmami. Przeprosiny należą się ludziom za to, że ich pieniądze poszły na szybkie i łatwe zarobki zarządów funduszy, członków rad nadzorczych, doradców i na media, które te oszukańcze brednie nagłaśniały. Teraz cały ten cyrk objazdowy broni OFE i opóźnia wszelkimi możliwymi sposobami odcięcie funduszy od łatwych pieniędzy. Za OFE stoi wiele osób i wiele instytucji mających powiązane z nimi interesy. Otwarte fundusze emerytalne mają akcje ponad połowy spółek notowanych na giełdzie. Mają udziały w 270 firmach, które są dostarczycielem reklam dla mediów. Są udziałowcami sektora finansowego, który jest tak ze sobą spleciony, że siedzi u siebie nawzajem w kieszeni. I ten sektor finansowy tylko w pierwszym kwartale bieżącego roku przeznaczył na reklamę w mediach 422 mln zł. Czy może więc kogoś dziwić druzgocąca przewaga zwolenników OFE w mediach? I to, że bardzo długo OFE kontrolowały sytuację? Bo przecież w tej fazie kapitalizmu, kto ma kasę, ten ma i władzę. Sytuacja się zmieniła, gdy z mitami głoszonymi przez OFE zaczęli polemizować Leokadia Oręziak, Robert Gwiazdowski, Piotr Kuczyński, Jolanta Fedak, Bogusław Grabowski i inni. Gdy część mediów stanęła po stronie przyszłych emerytów.
Skargi na polski rząd wysłane przez OFE do Komisji Europejskiej, Banku Światowego, OECD, Międzynarodowego Funduszu Walutowego i wielu najważniejszych instytucji świata pokazują, że tak jak bezwzględnie oskubano emerytów, tak teraz z równą bezczelnością będzie podejmowana próba wyrwania, ile się tylko da, pieniędzy. Jerzy Buzek o tym nam nie powie. Są w Polsce dwie instytucje, które powinny się zająć oceną OFE w sposób kompleksowy. Jedna to NIK. I prezes Kwiatkowski, zamiast uciekać w analizy medali olimpijskich, musi to zrobić. A druga to Prokuratura Generalna. Czekamy na inicjatywę Andrzeja Seremeta. Żarty się skończyły.

Wydanie: 42/2013

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy