Problem Ziobry problemem narodu

Problem Ziobry problemem narodu

Będę chyba musiał sprzedać mieszkanie – zakwilił w wywiadzie dla jednej z gazet Zbigniew Ziobro po przegranym procesie o naruszenie dóbr osobistych dr. Mirosława Garlickiego.
Teraz liczni politycy i dziennikarze współczują Ziobrze. Najczęściej mówią, że sąd ukarał go zbyt surowo.
Otóż nie ukarał. Sąd wydał wyrok w sprawie cywilnej, z powództwa dr. Mirosława Garlickiego, tego, który według ówczesnego ministra sprawiedliwości-prokuratora generalnego „miał już nikogo w przyszłości życia nie pozbawić”. Wypowiedź ta była publiczna, transmitowały ją chyba wszystkie stacje telewizyjne, na żywo, później w serwisach informacyjnych, niektóre powtarzały to zdanie ministra po wielokroć.
Sugestia, że jeden z najlepszych transplantologów w Polsce dotąd zabijał ludzi, okazała się nieprawdziwa. Nic też dziwnego, że pomawiany wystąpił przeciw Ziobrze z pozwem do sądu.
Sąd (ściślej dwa sądy: w pierwszej instancji sąd okręgowy, w drugiej apelacyjny) uznał, że przywołana wyżej wypowiedź Ziobry naruszała dobra osobiste dr. Garlickiego, i nakazał przeprosić go oraz zapłacić tzw. nawiązkę na cel społeczny. Ponieważ naruszenie dóbr osobistych nastąpiło za pośrednictwem telewizji, w godzinach jej najlepszej oglądalności, sąd nakazał, aby przeprosiny też nastąpiły w telewizji, też w godzinach najlepszej oglądalności.
To rutyna. Tak się postępuje w takich sprawach. Gdyby naruszenie dóbr osobistych nastąpiło w gazecie, sąd kazałby przeprosiny umieścić w gazecie. Byłoby taniej. Gdyby Ziobro naruszył czyjeś dobra osobiste w gazetce ściennej, sąd zapewne kazałby mu opublikować przeprosiny też w gazetce ściennej (byłoby jeszcze taniej). Przy czym nie chodzi tu o zasadę ząb za ząb czy oko za oko. Chodzi o to, aby do mniej więcej takiej samej liczby osób, do których dotarło oszczerstwo, teraz dotarły przeprosiny. O nic więcej.
To, że przeprosiny w telewizji, w dodatku w czasie największej oglądalności sporo kosztują, to prawda. Zanim się kogoś oczerni, dobrze jest zatem się zastanowić, w jakiej formie to zrobić. Trzeba się bowiem liczyć z procesem i jego konsekwencjami. Jak kogoś nie stać na przeprosiny w telewizji, a musi koniecznie kogoś zniesławić, bo tak mu każe jego paskudna natura, to niech raczej wybiera gazetkę ścienną. W razie konieczności przeprosin będzie dużo taniej.
Jeśli jednak korzysta się w tym celu z telewizji, to potem nie wypada płakać, że wyrok wpędza w nędzę.
W wielokrotnych wypowiedziach dziennikarzy, i to nie tylko telewizji publicznej, ale nawet TVN, przebijała troska o wpędzanego w nędzę Ziobrę i krytyka zbyt surowego wyroku.
Otóż jeśli TVN tak bardzo lituje się nad Ziobrą, niech mu umieści przeprosiny za darmo albo przynajmniej z jakimś cenowym upustem. Sąd nie określał, ile Ziobro ma zapłacić za przeprosiny. Orzekł tylko, że przeprosiny mają być w telewizji. Sąd nie ma nic przeciw temu, aby TVN lub inna telewizja dała Ziobrze rabat czy zgoła umieściła mu przeprosiny za darmo. To te litujące się obłudnie nad Ziobrą telewizje chcą go obedrzeć ze skóry.
Inna sprawa, że Ziobro do najbiedniejszych posłów nie należy (vide jego oświadczenie majątkowe na stronach internetowych Sejmu).
Poza tym sam wielokrotnie jako minister opowiadał się za surowym prawem i widział w tym jego rolę prewencyjną. No to ma, czego chciał. Okazuje się, że chciał tylko dla innych.
Po zapłaceniu przez Ziobrę kosztów przeprosin można zasadnie przypuszczać, że „przez tego pana nikt już w przyszłości za pośrednictwem telewizji obrażony nie będzie”. Prawo odegra swą rolę prewencyjną. Zgodnie z życzeniem Ziobry.
W całej sprawie umyka to, co jest najważniejsze. Niemądra, butna i w dodatku oszczercza wypowiedź ministra sprawiedliwości, a zarazem prokuratora generalnego w sprawie dr. Mirosława Garlickiego, jego widowiskowe zatrzymanie w szpitalu i cała atmosfera wokół sprawy spowodowały coś znacznie poważniejszego. Wstrzymały i zmniejszyły liczbę transplantacji w Polsce. A to znaczy po prostu tyle, że iluś ludzi umarło, nie doczekawszy się na przeszczep. Kto za to odpowie? I o tym trzeba rozmawiać, a nie o tym, czy aby wywiązać się z nałożonego przez sąd obowiązku, Ziobro będzie musiał sprzedać mieszkanie, czy może tylko działkę w Krynicy.
I jeszcze jedna sprawa na zakończenie. Jak się dowiadujemy z procesu dr. Mirosława G., oskarżonego o przyjmowanie od pacjentów pieniędzy, jego gabinet był podglądany i podsłuchiwany przez Służbę Kontrwywiadu Wojskowego. Jeśli tak było, to Służba Kontrwywiadu Wojskowego przekroczyła swe uprawnienia. Szpital nie jest terenem wojskowym, dr G. nie był żołnierzem, a przyjmowanie przez niego kopert ani nie godziło w bezpieczeństwo Sił Zbrojnych, ani nie osłabiało mocy obronnej państwa.
Służby specjalne, a mamy ich w Polsce mnogość niebywałą, w państwach demokratycznych rzadko spotykaną, mają ściśle przez ustawy określone zadania. Wykraczanie poza te zadania jest ewidentnym przekroczeniem uprawnień. Przekroczeniem uprawnień nader niebezpiecznych dla podstawowych praw i wolności obywateli, tym bardziej że dotyczą one sfery bardzo delikatnej, jaką jest nasza prawem chroniona prywatność.
Może i o tym warto podyskutować? Tabloidyzacja mediów i polityki powoduje, że główną uwagę poświęca się rzeczom w gruncie rzeczy nieważnym (takim jak ta, z jakich pieniędzy Ziobro zapłaci za ogłoszenia telewizyjne), a umykają sprawy naprawdę istotne.

Wydanie: 52/2008

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy