Sędziowie też ludzie

Sędziowie też ludzie

Postawy ludzkie w sytuacjach kryzysowych rozkładają się według „krzywej dzwonowej” Gaussa. Liczba bohaterów równoważy na ogół liczbę kanalii, a obie te kategorie są kilkuprocentowym marginesem. Większość to ani bohaterowie, ani kanalie – stara się przeżyć spokojnie i w miarę bezpiecznie. Ci stanowiący większość będą we własnym gronie narzekać i krytykować czasy, w jakich przyszło im żyć, będą lawirować, unikając postaw skrajnych i jednoznacznych. Będą usiłowali nie podpaść swojemu otoczeniu, ale i nie narazić się władzy. Z własnej woli też świństwa nikomu nie zrobią. Chyba że ze strachu. Albo pod przymusem. Realnym lub choćby urojonym. A jak już świństwo zrobią, będą to później na sto sposobów racjonalizować. Będą mówić, że wybrali mniejsze zło, że nie mieli innego wyjścia, że gdyby oni tego nie zrobili, zrobiłby ktoś inny i na pewno znacznie gorzej. W sumie więc lepiej, że to zrobili oni. I właściwie należałoby ich pochwalić.

Sędziowie to też ludzie. PiS, dążąc do władzy totalnej, podporządkowuje sobie sądy. W państwie autorytarnym władza nie może sobie pozwolić na niezależne sądy i niezawisłych sędziów. Argumentacja wysokich rangą przedstawicieli władzy jest taka: lud w ostatnich wyborach zagłosował na nas. Dał nam władzę. W imieniu tego ludu, który nam dał władzę, musimy podporządkować sobie wymiar sprawiedliwości. Podporządkowując go sobie, faktycznie podporządkowujemy go ludowi. Nie możemy pozwolić na to, by wymiar sprawiedliwości nie był podporządkowany ludowi, czyli praktycznie nam, tego ludu przedstawicielom. Nie wiedzą nawet, że doktryna, którą wyznają, głoszą i usiłują wcielić w życie, jest wzięta żywcem z PRL. Nazywało się to centralizmem socjalistycznym, a czasem dla niepoznaki, przewrotnie, centralizmem demokratycznym. Tak to z pisowskich prominentów i ideologów wyłazi homo sovieticus.

Rozwalony i zwasalizowany Trybunał Konstytucyjny – swoją drogą co tam jeszcze robią sędziowie powołani w „przedpisowskich” czasach? Myślą, że coś jeszcze ratują? Że gdyby odeszli, na ich miejsce przyszliby gorsi, z pisowskiego nadania? Czy myś-
lą już tylko o stanie spoczynku i obawa przed jego utratą każe im trwać w tej atrapie? Upolityczniona Krajowa Rada Sądownictwa – kolejna demokratyczna atrapa. Przeczołgany Sąd Najwyższy, zasilony przez pisowskich nominatów dublerów i „ubogacony” Izbą Dyscyplinarną, złożoną z posłusznych ignorantów.

Minister sprawiedliwości, a zarazem prokurator generalny, będący faktycznie przełożonym dyscyplinarnym sędziów, ręcznie sterowana prokuratura o uprawnieniach, jakich nie miała nawet w czasach PRL, karykaturalnie wzmocniona pozycja prokuratora w procesie, w którym teoretycznie nadal jest stroną, ale równocześnie jego szef jest faktycznie szefem sędziego. Ba, prokurator na rozprawie już uzyskał prawa kosztem sędziego przewodniczącego (np. to on, a nie sąd decyduje, czy rozprawa ma się odbyć z wyłączeniem jawności), a w projekcie nowelizacji Kodeksu postępowania karnego ma przewidziane kolejne prerogatywy kosztem sądu. Będąc stroną toczącego się przed sądem sporu, ma coraz więcej uprawnień arbitra rozstrzygającego ten spór. Bardzo ciekawa konstrukcja ustrojowa.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 31/2019, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Wydanie: 31/2019

Kategorie: Felietony, Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy