Czego nie może supermocarstwo

Czego nie może supermocarstwo

Świat jest już tak bardzo podzielony, a poziom nieufności tak wielki, że nawet USA mimo wszelkich atrybutów supermocarstwa nie mogą działać na własną rękę. George Bush nie podjął decyzji o ataku na Irak. Nie przedstawił też na forum ONZ dowodów na to, że Saddam Husajn wspiera terrorystów Al Kaidy i że dysponuje bronią biologiczną, chemiczną, a może nawet atomową. Amerykanie wybrali drogę twardego ultimatum wobec Iraku i rezolucji ONZ szukającej dyplomatycznego rozwiązania konfliktu. Uwzględnili tym samym opinie wielu autorytetów i nastroje panujące w wielu państwach.
Symptomatyczna dla tej części opinii publicznej jest reakcja Nelsona Mandeli, byłego prezydenta RPA, który zarzucił Amerykanom hipokryzję i nierówne traktowanie państw. Bo z jednej strony, oskarżają oni Irak o prowadzenie prac nad stworzeniem broni masowego rażenia, a z drugiej, w ogóle nie mówią o Izraelu, który taką broń ma. Legendarny Mandela sam jest dobrym przykładem na to, jak zmienne jest pojęcie terrorysty. Był wyjętym spod prawa terrorystą i wrogiem publicznym skazanym na dziesięciolecia więzienia, później zaś prezydentem państwa i laureatem pokojowej Nagrody Nobla.
Po lekturze naszej prasy odnoszę wrażenie, że zbyt lekko przechodzimy do porządku dziennego nad opiniami tego typu. Że ta część świata, która dąży do wojny, zbyt łatwo ulega pokusie szybkich i jednostronnych działań mających rozwiązać bardzo poważne problemy.
Stosunkowo nietrudno sobie wyobrazić zwycięski finał wojny z Irakiem. Ale co ma być dalej?
Przecież glebą dla terroryzmu i lokalnych wojen są przede wszystkim skrajna bieda, w jakiej żyją setki milionów ludzi, przemoc i konflikty etniczne. To na gruncie rozmaitych fundamentalizmów wyrasta przekonanie o wyłączności własnych racji, a w istocie własnych interesów. Egoizm świata bogatych jest najbardziej wstydliwą wizytówką naszych czasów. Czy można się więc dziwić, że ci, którzy na własnej skórze doświadczają skutków tego egoizmu, nie chcą takiego świata? Odrzucają zatem jego najbardziej prominentnych reprezentantów. Już nie tylko antyglobaliści, ale i reprezentanci rządów dają upust swojej bezradności – vide Szczyt Ziemi w Johannesburgu. A to, że w wielu krajach nie ma aprobaty dla amerykańskiej wizji świata, nie oznacza w najmniejszym stopniu tolerancji dla terroryzmu i łamania praw człowieka. Znacznie lepszym narzędziem walki z tymi zjawiskami może być solidarna współpraca wielu państw w ramach odnowionej ONZ niż jednostronne akcje USA. Jest bowiem niedobrze, wręcz niebezpiecznie, gdy lista wrogów jakichś działań staje się nie mniejsza niż lista przyjaciół.

Wydanie: 37/2002

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy