Historia drastyczna

Historia drastyczna

Ciało pedagogiczne w Będzinie zauważyło, że wiadomości podane słowem drukowanym z wielkim trudem przedostają się do głów uczniowskich. Chcąc dać młodzieży wyobrażenie o likwidacji getta, postanowiono zainscenizować to wydarzenie na użytek nauki historii. W rzeczywistości było ono horrorem, ale młodzież trzeba chronić przed widokiem okropności, pokazano więc likwidację getta bez scen drastycznych. Według reguł tej samej pedagogiki uczy się Polaków „prawdy” o Powstaniu Warszawskim. Muzeum pokazuje tyle heroizmu, ile chce, i zataja tyle okropności, ile może. Dwa te przykłady mówią nam, co jest warta wiedza historyczna poddana obróbce dydaktycznej i politycznej. Do czynników zniekształcających przeszłość trzeba jeszcze dodać upływ czasu, czyli zapominanie.
Nie tylko sędziowie wiedzą, że naoczni świadkowie też się mylą. A jednak słuszne jest przysłowie cytowane przez Sołżenicyna: nie wierz bratu rodzonemu, wierz swemu oku krzywemu. Uchwycenie rzeczywistości jest w ogóle rzeczą trudną. Ogólnik potrafi mieć władzę nad konkretem, interpretacja niejednokrotnie poprzedza spostrzeżenie.
Przez wiele lat istniało przekonanie – nie powszechne wprawdzie, ale dość popularne – że Żydzi w czasie wojny okazywali dziwną bierność wobec niemieckich akcji eksterminacyjnych. Polacy rzekomo nie daliby się tak łatwo zapędzić do getta, chociaż każdemu, kto przeżył wojnę, wiadomo, że w obliczu skrajnie nasilonego terroru byli tak samo „bierni”, a dosłownie mówiąc, bezsilni jak wszyscy inni. Gdy się głębiej i dokładniej wniknie w realne wydarzenia, może się okazać, że Żydzi wykazali więcej hartu i determinacji w walce – tam, gdzie istniały fizyczne możliwości jej prowadzenia – niż ci, którzy zbiorowo przeżywają poczucie wyższości na tle swoich rzeczywistych czy mniemanych dokonań wojennych. Od czasu, gdyśmy się dowiedzieli o partyzantce braci Bielskich, inaczej patrzymy na opór żydowski.
Wydaje mi się, że opinia o bierności Żydów wobec szaleństwa hitlerowców zrodziła się daleko poza granicami Polski, i to raczej w celach polemicznych, a nie z uczciwego przekonania. Polakowi, który widział transport jadący do Bełżca czy Treblinki, niezależnie od jego stosunku do Żydów, taka opinia nie mogła przyjść do głowy. Trzeba dodać: w czasie wojny, bo kilkadziesiąt lat później mogła się już wydawać prawdopodobna, a nawet niewątpliwa.
Ferdynand Goetel pisał, patrząc na Żydów w Zawichoście (rok 1942): „Dlaczego się nie rozproszą, dlaczego nie uciekają? (…) Dokąd? Dokąd mają uciekać? Tak, nie było dokąd uciec Żydom z Zawichostu. Straszliwa samotność tej grupy ludzkiej, oczekującej bez oporu śmierci wśród otwartych dokoła lasów, zarośli, chat i pól sąsiadujących, z którymi nigdy nie potrafiła zrosnąć się organicznie…”. Obserwacja wówczas naturalna i nieprawdziwa: rzekomo było gdzie się schronić, ale z powodu historycznej zaszłości subiektywnie nie mogli tego zrobić. Pouczenie bardzo nie w porę.

***
Żydowski Instytut Historyczny i Stowarzyszenie Żydów Kombatantów (pełna nazwa: i Poszkodowanych w II Wojnie Światowej) wydały pierwszy tom dzieła „Żydzi w walce. 1939-1945” (Wybór i redakcja Jerzego Diatłowickiego). Mnie ta książka najwięcej powiedziała o wkładzie Żydów w zwycięstwo nad hitlerowskimi Niemcami. I najbardziej poruszyła świadectwami oporu w obozach zagłady. Składa się z bardzo interesującego opracowania Janusza Roszkowskiego („Czyn zbrojny Żydów”) oraz wspomnień i świadectw walk i ruchu oporu. Na dokładniejsze omówienie tego wydawnictwa przyjdzie czas, gdy ukaże się tom drugi, tymczasem chciałbym zwrócić uwagę na informacje, które wydały mi się najciekawsze.
Janusz Roszkowski zestawił fakty, których ogólną wymowę streścił następująco: „wkład Żydów w zwycięstwo był nie tylko porównywalny do udziału wielu innych nacji koalicji antyhitlerowskiej, ale często większy. I to znacznie, bowiem Żydów czynnie zaangażowanych w walkę były setki tysięcy – żołnierzy, partyzantów, członków ruchu oporu, ludzi wywiadu, naukowców pracujących na rzecz zwycięstwa”. Powiedzmy o tych ostatnich: to głównie uczeni żydowscy stworzyli bombę atomową, która ostatecznie pozwoliła przyspieszyć zakończenie drugiej wojny światowej. Było to osiągnięcie najbardziej spektakularne, ale nie jedyne, jeśli chodzi o wkład Żydów w wynalazczość militarną. Wojskowi żydowscy byli czynni na wszystkich frontach wojny, zarówno jako zwykli żołnierze, jak wybitni dowódcy. W jednym z pierwszych czołgów wdarł się do Berlina radziecki generał Żyd Kriwoszein, w amerykańskiej marynarce wybitne zasługi miał admirał Ricover, urodzony w Polsce. Alianckie dowództwa Żydom powierzały najtrudniejsze zadania wywiadowcze i dywersyjne. Nie do przecenienia były ich osiągnięcia organizacyjne i wynalazcze w przemyśle zbrojeniowym. W dyskusji nad opracowaniem Roszkowskiego Marian Feldman zauważył sardonicznie, że „żołnierz żydowski nie tylko walczył z Niemcami, ale musiał walczyć o to, aby w ogóle móc walczyć”. Wspomniał o polskiej armii na Zachodzie, do której trudno było dostać się Żydom. Armia Krajowa również nie przyjmowała Żydów z otwartymi ramionami, że się tak oględnie wyrażę.
Może najbardziej mną wstrząsnęła relacja Zeldy Metz, która niemal cudem uratowała się z obozu zagłady w Sobiborze. Ucieczka z takiego obozu była niewyobrażalna, a jednak niektórym się to udało. „Głównymi organizatorami buntu byli: Saszka, Żyd z Rosji, były politruk Czerwonej Armii, i Leon z Żółkiewki, pow. Krasnystaw, który zaraz po oswobodzeniu Polski został zamordowany przez AK w Lublinie w kwietniu 1945 roku”. O innej ucieczce: „Ci, którym udało się uciec cało z obozu, albo zginęli w partyzantce, albo zostali wymordowani przez AK”. Dzielny dowódca partyzancki młody Żyd Ignac „wszedł w pertraktacje z grupą AK czy NSZ i z chwilą, gdy witał się z dowódcą tej grupy, ktoś strzelił do niego z tyłu; wywiązała się walka między oddziałem Ignaca a oddziałem AK…”. Ten fakt biorę z relacji Jana Załęskiego.
Dodam, że świadectw o podobnej wymowie dostarcza także Zygmunt Klukowski, oficer AK, w swojej kronice czasów wojny i okresu powojennego na Zamojszczyźnie („Zamojszczyzna”, t. II, wyd. Ośrodek KARTA).

Wydanie: 38/2010

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy