Czekając na Lutra

Osiemdziesiąt milionów złotych rocznie może zaoszczędzić budżet naszego państwa, jeśli Sejm przyjmie senacką poprawkę do ustawy zdrowotnej, zakładającą, że księża Kościoła katolickiego będą opłacać składkę z własnej kieszeni, a nie z budżetu państwa. Decyzja senacka od razu wzbudziła opór hierarchów. Jak zwykle, przy każdej próbie ograniczenia finansowania Kościoła z publicznych funduszy, przypomnieli oni krzywdy, jakich Kościół katolicki doznał w czasach PRL-u. Wspomniano o zabranych Kościołowi majątkach, o represjach, ot stały, znany fragment biznesowej gry. Hierarchowie nie dopowiedzieli, że w czasie istnienia III RP funkcjonariusze Kościoła katolickiego odbierali sobie zabrane tej instancji majątki, i to ze znaczną nadwyżką. Nie wspomnieli, że odbierając majątki, zachowali postpeerelowski Fundusz Kościelny, dodatkowe źródło ich dochodów. Nie wspomnieli, że firmy związane z Kościołem katolickim mają zwolnienia podatkowe, preferencje przy uzyskiwaniu zamówień ze strony spolegliwych wobec Kościoła samorządów. Nie wspomnieli, że parafie są prawdopodobnie największymi posiadaczami majątków ziemskich i beneficjentami dopłat z Unii Europejskiej. Co może tłumaczyć poparcie tej instytucji dla akcesji.
Zawsze kiedy czynione są próby likwidacji przywilejów kościelnych, hierarchowie i bliscy im publicyści przypominają zasługi Kościoła katolickiego w działalności opozycyjnej wobec totalitarnej władzy peerelowskiej, w budowie nowego, demokratycznego ładu. Nie wspominają, że polski Kościół katolicki jest największym reliktem PRL-u. Największą, najbardziej wpływową instytucją niedemokratyczną. Przeciwieństwem transparentności, społeczeństwa obywatelskiego.
Zawsze kiedy pada pytanie o stan finansów Kościoła, pada odpowiedź, że Kościół nie jest jeszcze gotowy na ich ujawnienie. Bo jego majątek jest skryty, zamaskowany, bo tego wymagała wieloletnia walka z nieludzkim komunistycznym systemem. Ale minęło już prawie 15 lat od obalenia PRL-u, a hierarchowie nadal swe zasoby maskują. Czemu? Przecież III RP nie zamierza im majątków odebrać. Boją się ewentualnego opodatkowania, wedle zasady równości podmiotów gospodarczych?
Kościół katolicki w Polsce korzysta nie tylko z przywilejów ekonomicznych. Także z prawnych. Księża nie posiadają formalnego immunitetu, ale mają zwyczajowy. Posła, sędziego można już obciążyć winą za wypadek samochodowy zwłaszcza po pijanemu, księdza nie. Świecka osoba skazana za pedofilię dostaje wyrok więzienia, ksiądz zwykle jest bezkarny. Jeśli już dojdzie do skazania, to wyrok jest w zawieszeniu.
Kościół katolicki w Polsce jest największą firmą na rynku religijnym w naszym kraju. Usłużni mu dziennikarze i politycy ofiarnie walczą z potencjalną konkurencją. Każdy inny tradycyjny Kościół, np. prawosławny czy ewangelicki, ma dorobioną gębę niepolskiego, niepatriotycznego. Każdy inny, nowy od razu jest okrzyknięty \”sektą\”. Zbrodniczą w domyśle.
U naszych europejskich sąsiadów nawet w Kościele katolickiego istnieją rady parafialne, proboszczowie wywieszają bilans wpływów i wydatków. Kościół jest wspólnotą. U nas Kościół katolicki to spółki handlowe z nieograniczoną nieodpowiedzialnością. To realna grupa trzymająca władzę. Monopolista. Cierń w demokratycznym społeczeństwie.

Wydanie: 34/2004

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy