Orlęta i wypędzeni

Kuchnia polska

Jako dziecko, jeszcze przed wojną, żyłem w kulcie Orląt lwowskich. Nie panował on w domu, lecz wszędzie dookoła, w szkole, wśród kolegów. Śpiewało się nawet piosenkę o uczniu Jurku Bitschanie, który walczył o Lwów i oczywiście poległ, jak przystało na dobrego ucznia. Dlatego, być może, obchodzi mnie spór o cmentarz Orląt, choć jestem pewien, że nie obchodzi on naprawdę żadnego ucznia ani w Polsce, ani na Ukrainie. Pisze o tym zresztą dość otwarcie ze Lwowa Piotr Kościński („Rzeczpospolita”, 20.05.br.).
Istnieje powiedzenie „Zagłaskać kota na śmierć”. Takie zdarzenia przytrafiają się także w polityce. To bardzo dobrze, że wszelkimi sposobami staramy się budować dobre, a nawet szczególnie bliskie stosunki pomiędzy Polską a Ukrainą. Ukraina, dziś pogrążona w tysięcznych kłopotach nowego państwa i w chaosie gospodarczym, jest krajem większym i ludniejszym od Polski i kiedyś pewnie te szczególne stosunki z Ukrainą opłacą nam się z nawiązką. W imię więc dobrych stosunków z Ukrainą chcemy zakopać wszystkie możliwe topory wojenne, jakie namnożyły się pomiędzy naszymi krajami od czasów Chmielnickiego, a może i dawniej. Ale w takich właśnie sytuacjach można łatwo zagłaskać kota na śmierć. Myślę, że z taką właśnie sytuacją mamy do czynienia w wypadku cmentarza Orląt.
To prawda, że Polska zrobiła już prawie wszystko, aby uderzyć się w piersi za nasze historyczne przewinienia. W filmie Hoffmana „Ogniem i mieczem” Chmielnicki jest bodaj najinteligentniejszym bohaterem, przełykamy nie tylko Petlurę i Banderę, ale także Własowa i własowców, których widziałem z bliska i wolałbym ich nigdy nie oglądać, potępiliśmy akcję „Wisła”, chociaż kto wie, jak by dzisiaj wyglądał spór o lwowski cmentarz, gdybyśmy mieli w swoich granicach zwartą mniejszość narodową Ukraińców. A więc, jak sądzimy, należy nam się teraz coś od Ukraińców, choćby ten cmentarz Orląt i wyraz „bohaterski” na płycie w mieście Lwowie. Choćby coś takiego jak cmentarz Katyński, który założyli Rosjanie.
Polska jest pełna cmentarzy wojennych, z I i II wojny, a także wcześniejszych. Leżą tu Polacy, Rosjanie, Niemcy, od miejsca, w którym mieszkam, kilometr na północ leżą amerykańscy lotnicy, kilometr na południe żołnierze włoscy. Myślę, że wszyscy oni woleliby umrzeć we własnym łóżku, ze starości, a jeśli dali się zabić Bóg wie gdzie, jest to wynik ich decyzji, która ma posmak bohaterski. Trzeba więc dbać o ich groby, może nie tylko w tym zakresie, jak czyni to instytucja o sympatycznej nazwie BONGO, czyli Biuro Opieki nad Grobami Obcokrajowców, ale nawet trochę solenniej.
Jeśli jednak zaczęlibyśmy dochodzić, dlaczego właściwie ci Włosi na przykład polegli, bohatersko niewątpliwie, tak blisko Warszawy, a jeszcze gorzej, gdybyśmy znaleźli tu wojenny grób niemiecki, a może także grób zabitego żołnierza z Ukrainy, jestem pewien, że musiałaby z tego wybuchnąć awantura. Taka właśnie jak o Orlęta albo i gorsza.
Z tego, co czytam, wynika także, że w sporze o cmentarz Orląt włożyliśmy palce między drzwi wewnętrznych spraw ukraińskich. Uroczystość na cmentarzu Orląt, która nie doszła do skutku, uzgodnili prezydenci obu naszych państw i jest niewątpliwą arogancją, że władze Lwowa dezawuują tak swojego prezydenta, obrażając przy okazji naszego. Pamiętam jednak, że po wyborze Aleksandra Kwaśniewskiego na ten urząd władze Krakowa uchwaliły formalnie, że nie wpuszczą go do swego miasta. Prezydent Kwaśniewski ma mnóstwo taktu i tak pokierował sprawą, że krakowiacy dzięki Bogu zapomnieli o swojej uchwale, ale samorząd lwowski – a może tylko jego część – czuje się obrażony, że prezydent Kuczma załatwił tę sprawę nad jego głową. Jest to ukraiński spór prestiżowo-kompetencyjny, trzeba do tego taktu, a na pewno nie pomogą tu noty fruwające pomiędzy stolicami ani ambicje narodowe angażujące się w tę sprawę.
Kiedy umarli leżeć będą w spokoju? Myślę, że na naszym skołatanym kontynencie będzie to możliwe w zjednoczonej Europie. Jest tutaj mnóstwo grobów znajdujących się w niewłaściwym miejscu – wszystkie staną się wówczas naszą wspólną historią, nie zaś historią państw, narodów i miast. Jurgen Habermas napisał kiedyś na pozór paradoksalnie, że tym, co nas w Europie łączy naprawdę, jest umiejętność życia z nierozwiązywalnymi konfliktami. Jest w tym godna pochwały mądrość, do której trzeba dorastać.
Takim nierozwiązywalnym pewnie konfliktem jest także konflikt o uchodźców i wypędzonych. Uchodźca i wypędzony stanowią od wieków stały element naszego świata. Maronici wypędzeni z Hiszpanii, hugenoci wypędzeni z Francji, kwakrzy wypędzeni z Anglii, Tatarzy wypędzeni z Krymu, Polacy wypędzeni ze Lwowa, Niemcy wypędzeni z Sudetów i z Wrocławia przez Czechów i Polaków, nie mówiąc o Palestyńczykach wypędzonych z Palestyny i Żydach wypędzanych zewsząd. Obok sporu o cmentarz Orląt rośnie nam więc konflikt o muzeum wypędzonych. W Berlinie czy we Wrocławiu? Czy jako pomnik niemieckiej krzywdy, czy jako pamiątka krzywdy podwójnej, a więc wpędzonych z Wrocławia, a także wypędzonych do Wrocławia ze Wschodu?
Jestem za założeniem takiego muzeum, a może lepiej jeszcze instytutu, który by się zajął na skalę międzynarodową dziejami i dramatem wypędzania, tego nieustannego atrybutu naszej wspólnej, europejskiej i światowej historii. A także fenomenem uchodźcy, jego psychiką, jego trudnościami adaptacji, jego nostalgią. Ale skóra mi cierpnie na myśl, że mógłby z tego powstać jakiś nowy symbol, co w obecnym stanie rzeczy wydaje się nieuchronne. Wyjaśniając zaś treść tego symbolu, znowu zagłaszczemy kota na śmierć.
Może więc i z tym lepiej byłoby poczekać do czasów, kiedy sami będziemy się przemieszczać od krańca do krańca zjednoczonej Europy, dziwując się naszej niemądrej i okrutnej historii, której główną zaletą jest jednak to, że nauczyła nas żyć z konfliktami, których nie da się rozwiązać. A instytut czy muzeum wypędzonych można będzie wtedy założyć w Rejkiawiku, gdzie, o ile się nie mylę, nikt nikogo nie wypędzał.
Ale pewnie się mylę, bo przecież wypędzanie to odwieczna praktyka naszej wspólnej historii.

 

Wydanie: 21/2002

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy