Wychodzenie nie tylko z siebie

Wychodzenie nie tylko z siebie

Polska rzeczywistość zaczyna gęstnieć. Wszystko zgodnie z oczekiwaniami. Co nie znaczy, że mnie to nie zaskakuje. Są takie rzeczy, które zaskakują, nawet jeśli są spodziewane. Na razie jest pełna wolność komentowania i krytykowania, oczywiście nie w mediach opanowanych przez PiS. Tam już panuje pełnokrwisty lęk, traci się pracę za małe nawet odejście od linii partyjnej. Wędrując kanałami radia w porze nadawania wiadomości, od razu poznaję, czy radio jest rządowe, czy prywatne. Prywatne mówią pełnym głosem. Jak im zamknąć usta? Jarosław Kaczyński wie, że mało zwojuje bez zasiania strachu. Ale jak siać, by nie zniechęcić do siebie? Przecież udają, że są dobrzy. Kaczyński dobry nie jest. Jakaś blizna, szczękościsk, uraz. Już mówi, że Brexit to wina Tuska. Obłęd. I gdziekolwiek popatrzeć, właśnie tacy ludzie obejmują teraz ważne stanowiska w polityce, w mediach. Najradykalniejsi i najmroczniejsi są kierowani w kluczowe miejsca. To klony z tym samym kształtem blizny. I osobliwe u nich to połączenie wiary i cynizmu.

Mam relację od kogoś, kto wykonywał pracę na dworze prezydenta: „To pewnego rodzaju sekta, zamknięta w swoim świecie, od mszy do mszy, w jakimś dziwacznym uniesieniu religijnym To, co robi Duda publicznie – klękanie, modlitwa – nie jest na pokaz. On marginalizuje kontakty laickie do minimum I to dziwaczne podniecenie z powodu tego, kto i kiedy celebruje mszę świętą”.

Brexit jest małym usprawiedliwieniem dla Polaków, że dokonali idiotycznego wyboru. W końcu Anglia ma bez porównania dłuższe tradycje demokratyczne. Okazuje się, że ten podział, który jest w Polsce, ujawnił się też tam. Pisze znajoma z Londynu: „Bruksela przekształciła się w zbiurokratyzowany i autokratyczny twór, gdzie anonimowi i przed nikim nieodpowiadający, niedemokratycznie wybrani urzędnicy decydują o naszym życiu, a ich arogancja nie zna granic”. Tego uczyła Anglików prawicowa prasa, tak mówią pisowskie media. To typowe demonizowanie Unii przez jej przeciwników, podczas gdy biurokracje w ich krajach są gorsze od unijnej. To jednak jedyny taki głos antyunijny w kręgu moich znajomych. Poza tym wszyscy brytyjscy znajomi są załamani. Kuzynka z Londynu, która ma męża Anglika, pisze: „Przypuszczam, że ty czułeś podobną rozpacz po ostatnich wyborach w Polsce. Ale ty masz KOD. Jesteśmy w szoku, że w Anglii jest aż tylu ludzi myślących ułomnie. Kiedyś może wygramy. A na razie liżemy rany, podpisując każdą możliwą petycję, świadomi tego, że jedynym efektem może być tylko chwilowa poprawa samopoczucia, ale i to się liczy. Podział wśród wyborców odzwierciedla niestety system klasowy: nie popisał się nam proletariat, a ci wśród nich, którzy będąc Polakami, głosowali wbrew własnym interesom; może teraz zobaczą, z kim się związali. Ale wątpię. Siła nienawiści jest potężniejsza niż rozsądek”. Powszechny jest żal, który przekształca się nawet w niechęć do własnego kraju. I jak w Polsce – liberalnie myślący Brytyjczycy mają poczucie, że istnieją na wyspie dwa osobne narody. To samo czują Amerykanie, patrząc na Trumpa. To nie są żarty. Człowiek o móżdżku Pawła Kukiza może zostać prezydentem Stanów Zjednoczonych. Wszystko za szybko i za radykalnie się zmienia – internet, otwarte granice, napływ imigrantów. Część ludzi czuje głębinowy niepokój i zamyka się w konserwatywnym myśleniu.

Kaczyński już mówi wprost, że chce innej Unii, bardziej narodowej, w domyśle takiej, która nie wtrąca się nawet wtedy, kiedy gwałcona jest demokracja w kraju. Ale teraz głos Polski już nie jest traktowany poważnie.

PiS likwiduje gimnazja. Były dosyć powszechnie krytykowane, to prawda, ale można podejrzewać, że za tym ruchem nie kryją się dobre intencje, lecz zamiar, by się dobrać do umysłów uczniów i unarodowić ich. Nauczycielka z liceum pisze do mnie: „Zmianami jestem już zmęczona. Pamiętam doskonale czasy, gdy do liceum trafiali absolwenci ośmioletnich podstawówek. Z pewnością byli lepiej przygotowani od gimnazjalistów. Ale gimnazja niepotrzebnie się demonizuje. Wydaje mi się, że nie cała wina leży w systemie. Problem zaczyna się w rodzinie, dzieci wychowuje się permisywnie i mają roszczeniowy sposób myślenia. Nie są ciekawe świata, żyją w cyberprzestrzeni. Nie czytają. I z tym bagażem trafiają do szkoły. A szkoła może tylko wesprzeć rodziców w wychowaniu. Tymczasem rodziców często po prostu nie ma, tak są zapracowani. Ta reforma wydaje mi się archaiczna. Zaboli wszystkich. Współczuję moim koleżankom i kolegom pracującym w gimnazjach. A mnie czeka nowa podstawa programowa i nowy egzamin maturalny, który to już raz? Nie pamiętam”.

Joanna napisała celnie o tym, co sam widzę i obserwuję. Kto wie, czy to permisywne wychowanie – jestem jego zwolennikiem, ale idzie ono za daleko – nie gotuje nam największej rewolucji.

Wydanie: 27/2016

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy