Miłość bez wzajemności

Miłość bez wzajemności

Nie pytaj, co Ameryka może zrobić dla ciebie, lepiej zapytaj, co ty jeszcze mógłbyś zrobić dla niej. To wcale nie żart. A jeśli nawet, to bardzo bliski gorzkiej oceny stosunków między Polską a USA po 1989 r. Tego, że jesteśmy najwierniejszym sojusznikiem, dowodzimy krwią naszych żołnierzy w Iraku, preferencjami dla biznesu amerykańskiego w Polsce i ogromnymi zakupami (F-16).
Na drugiej szali jest wiele słów, komplementów i deklaracji. Miłych dla ucha, ale nieprzekładających się na konkrety. Wychodzi więc na to, że jesteśmy nie tyle dobrym przyjacielem i sojusznikiem, ile poczciwcem, którego wystarczy protekcjonalnie poklepać i będzie szczęśliwy. Do takiej opinii uprawniają fakty. A właściwie ich brak. Zobowiązania wynikające z offsetu nie są realizowane. W Iraku polskie firmy nie potrafią się przebić z ofertami, a polityka wizowa wobec naszych rodaków jest coraz bardziej restrykcyjna. Opłaty za wizy do USA stale rosną. W 1994 r. za wizę płaciliśmy 24 dol., w 1998 r. – 45, w 2002 r. – 65, a od 2003 r. już 100 dol.
„Jesteśmy państwem gościnnym”, mówią Amerykanie. Zgoda. Dla obywateli 27 państw. Ale nie dla sojuszniczej Polski. Nie ma w tym logiki, a przynajmniej ja jej nie dostrzegam. Jest natomiast dyskryminacja i brak równoprawności we wzajemnych stosunkach. Przyznaje to nawet część amerykańskich mediów, które krytykują lekceważące i instrumentalne traktowanie Polaków.
Gdy mowa o wizach, Amerykanie mówią o nielegalnych imigrantach, o przedłużaniu pobytu, o łamaniu prawa i pracy na czarno. No właśnie, praca na czarno. Dlaczego tak wielu Polaków pracuje w USA na czarno? Bez ubezpieczenia, w najgorszych warunkach, podejmując się zajęć, na które nie mają chęci miejscowi. Polubili to? Nie, po prostu w takiej roli są obsadzani. Robią to z przymusu. Wiedzą jednak, kto na tym najbardziej zarabia. Firmy amerykańskie, oszukujące zarówno ich, jak i służby finansowe swojego państwa. Skala tego zjawiska jest tak ogromna, że wygląda to po prostu na cichą zmowę i przyzwolenie władz amerykańskich.
Jeszcze kilka lat temu Polacy zgrzytali zębami na te praktyki i milczeli, wierząc, że będzie lepiej. Miłość bez wzajemności ma jednak zawsze swój kres. Czas pokaże, czy Amerykanie to zrozumieją. I co zrobią.

Wydanie: 3/2004

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy