Lustrujemy „Pana Tadeusza”

Lustrujemy „Pana Tadeusza”

I nikt się temu nie dziwi. A już najmniej owa sień zamkowa, w której odbywa się ta mocno zakrapiana kolacja. Ona nie takie rzeczy widziała. Posłuchajmy Gerwazego, który relacjonuje te sprawy Hrabiemu:

W tej ogromnej sieni
Brukowanej nie znajdziesz pan tyle kamieni,
Ile tu pękło beczek wina w dobrych czasach;
(…)
Wiwat bez przestanku,
Który dniem okrzykniony, brzmiał aż do poranku;
A już gotowe stały cugi i podwody,
Aby każdego odwieźć do jego gospody.

Owe podwody, czyli powozy, pojawiały się tam nie tylko dlatego, że stary Horeszko był nad wyraz gościnny, ale przede wszystkim z tego powodu, że goście byli tak pijani, że żaden nie mógł ustać na nogach.

Tu należy oskarżycielskim palcem wskazać i napiętnować pewnego „zawodowca”. Szlachcica zagrodowego, znanego towarzystwu jako Konewka:

Tylko jeden Konewka, któremu w powiecie
Nie znajdziesz równie mocnej głowy przy bankiecie,
Konewka, co mógł wypić lipcu dwa antały
Nim mu splątał się język i nogi zachwiały.

Tu podaję, że antał to beczułka o pojemności 18 garnców, czyli w przekładzie na miary współczesne ok. 70 litrów. A Konewka, jak podaje poeta, mógł wypić dwa antały, czyli 140 litrów i jeszcze trzymał się mniej więcej prosto. I – co najważniejsze! – według Mickiewicza ten nienasycony alkoholik to bohater! Przecież losy bitwy z Moskalami o soplicowski dwór przesądził właśnie ów Konewka, który niespodziewanie zaatakował Rosjan, strzelając śrutem z garłacza.

Nie chciał bić się; powiadał, że sobie nie ufa
Na czczo. Szedł więc, gdzie stała spirytusu kufa:
Ręką jak łyżką strumień do ust sobie chylił.
Dopiero, gdy się dobrze rozgrzał i posilił,
Poprawił czapkę, z kolan wziął do rąk Konewkę,
Zmacał sztenflem naboju, podsypał panewkę,
I spojrzał na plac boju.

I jeszcze jedno. Finał narodowej epopei – scena pod hasłem „Kochajmy się”. To zwieńczenie wszystkiego, co ma być najbardziej polskie, scena, która powinna być rdzeniem naszej tożsamości narodowej, która powinna nas krzepić w chwilach zwątpienia i niedoli, jest zbiorowym, bezładnym pijaństwem. Nazywając rzecz po imieniu: zwykłym, ordynarnym ochlajem. Proszę zwrócić uwagę, że nasi alkoholicy piją zdrowie zmarłych! To się nie zdarza na najgorszych stypach! A sam autor? Nie dość, że pije, to jeszcze miesza „miód i wino”. Przecież od tego łeb urywa!

A szlachta ciągle pije i wiwaty wznosi:
Napoleona, Wodzów, Tadeusza, Zosi,
Wreszcie z kolei wszystkich trzech par zaręczonych,
Wszystkich gości obecnych, wszystkich zaproszonych,
Wszystkich przyjaciół, których kto żywych spamięta
I których zmarłych pamięć pozostała święta!
I ja tam z gośćmi byłem, miód i wino piłem,
A com widział i słyszał, w księgi umieściłem.

Strony: 1 2 3 4

Wydanie: 5/2016

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy