Wszystkie imiona globalnej nomadki

Wszystkie imiona  globalnej nomadki

Rada nie chce być tradycyjną hinduską kobietą, która jest z mężem do śmierci, bo nie ma innego wyjścia

Stajemy się społeczeństwem globalnych nomadów.

Współczesny nomada żyje w kilku krajach, na styku odmiennych kultur. Wykorzeniony, przyjmuje strategię kameleona. Jest dokładnie taki jak społeczeństwo, w którym akurat funkcjonuje. Inaczej grożą mu wykluczenie i izolacja. To jednak sprawia, że jego poczucie tożsamości bardziej przypomina mozaikę niż monolit, a on, chociaż niby wszędzie jest u siebie, nigdzie nie jest sobą w pełni.
Podobnie jak Polka ze Szczecina, nosząca kilka imion: Marzena, Rada, Mahavisznupriya. W całej tej historii imiona i słowa klucze są ważnym elementem mozaikowej tożsamości bohaterki. Z każdym imieniem wiąże się inna cząstka życia i osobowości.

1. Marzena

To imię jest związane z dzieciństwem.

Przynależy do niego także część dorosłości, w sytuacji, kiedy trzeba wziąć kredyt na mieszkanie, pójść na wywiadówkę do szkoły dzieci, zrobić biznesplan własnej firmy. Nie uprzedzajmy jednak wypadków.

Nasza bohaterka do 15. roku życia, zanim pojawi się pierwszy kryzys tożsamości, jest po prostu Marzeną. Uczy się w szkole baletowej i marzy o karierze scenicznej.

Jej ojciec jest marynarzem. Często nie ma go w domu, a kiedy już wraca, między nim a Marzeną toczy się wojna. Ją interesują New Age i Indie. Pali trociczki, wiesza na ścianie plakaty z Lakszmi. Ojciec je zrywa i wiesza obrazek z Matką Boską. Ona, weganka, gotuje własne posiłki; on robi jej awantury, że zużywa za dużo gazu. Chciałby, żeby była taka jak jej młodsza o rok siostra – poukładana i uległa, zwyczajna. Ona taka nie jest. Chodzi swoimi drogami. Zamiast dżinsów z Baltony woli barwne, długie indyjskie spódnice i cygańskie kolczyki.

Dziś tłumaczy: – Tak zadziałała pamięć genetyczna.

Wtedy jednak jest zbuntowaną 15-latką przekonaną o tym, że ojciec ją odrzuca. Któregoś dnia ona płacze, trzaska drzwiami i wychodzi. On siedzi bezradny na kanapie i też płacze. Matka krzyczy za nią: – Ja ci powiem, dlaczego tata jest taki niedobry dla ciebie! Ojciec krzyczy jeszcze głośniej: – Nie mów!

Czuje się w tym wszystkim jakąś dramatyczną tajemnicę. – Może nie jestem ich prawdziwą córką? – zastanawia się Marzena, ale przecież wiele nastolatków myśli w ten sposób.

Szuka dowodów – w dokumentach, albumach rodzinnych. W szpargałach znajduje legitymacyjne zdjęcie chłopaka. Brunet, melancholijne oczy, gładko zaczesane krucze włosy. – Jest wyjątkowy – zachwyca się nim. I już go kocha, jak nastolatka. – Kim on jest? – wypytuje matkę. – To kolega – słyszy. – Utopił się dawno temu.

Marzena czuje żal, że nigdy go nie spotka. Romantyczny bohater z tragicznym losem. Fantazjuje na jego temat.

W nocy słyszy przez ścianę sprzeczkę rodziców. – Rób, co chcesz! To twoja córka, nie moja! – krzyczy ojciec. Marzena chce znać prawdę. Matka płacze. Pokazuje zdjęcie bruneta o melancholijnych oczach: – Twój prawdziwy ojciec.!

2. Rada

To imię romskie. Marzena zostaje Radą, kiedy dowiaduje się od matki, że jej biologiczny ojciec był Romem. To imię daje jej poczucie przynależności, logiczne wyjaśnienie inności. Jest inna, bo w połowie jest Romką. Dlatego lubi kolorowe spódnice. Ma prawo do „dzikości” i chadzania własnymi drogami. Ale jest też w połowie Polką. Dlatego, wiele lat później, już jako tancerka w romskim zespole, w czasie tournée kąpie się w stroju bikini w hotelowym basenie razem z romskimi mężczyznami. Jej koleżanki z zespołu, Romki bez domieszki polskiej krwi, zazdrośnie na nią patrzą. Im obyczaj zabrania tego, z czego ona, pół-Polka, korzysta.

Tamtego dnia wszystko się zmienia. Marzena ma 15 lat i dowiaduje się od matki, że jej biologiczny ojciec był Romem. Mieszkał w Hamburgu, ale co roku przyjeżdżał na wakacje do Szczecina. Zakochał się w jej matce. Czuła się wyróżniona. Dziewczęta za nim szalały. Romantyczna miłość dwojga niespełna 20-latków zakończyła się ciążą.

On wrócił do Niemiec. Kiedy dowiedział się o ciąży, zaproponował dziewczynie wyjazd do Hamburga. Jednak ona zdawała sobie sprawę, że dla jego rodziny będzie tylko gadzią, białą. W Szczecinie, dla jej rodziny, on będzie tylko Romem. Została.

On dwa lata później utopił się w morzu.!

Jest jeszcze w tej historii marynarz, od kilku lat zakochany w dziewczynie. – Ta ciąża mi nie przeszkadza – powiedział. I ożenił się z nią.

Marzena mówi, że kiedy się dowiedziała, pokochała przybranego ojca mocniej. A może po prostu poczuła wdzięczność? Zrozumiała, co dla niej zrobił.

Zrozumieć, co się stało – to jedno, ale poradzić sobie emocjonalnie z taką wiedzą i ją zaakceptować – to drugie. Można całe życie być w konflikcie z samym sobą. Można też dostosować się do nowych okoliczności. 15-letnia Marzena robi to drugie. I zostaje Radą. Już nie jest inna, dziwna, tylko oryginalna. Nie mieści się w mieszczańskim schemacie i to ją cieszy.

3. Mahavisznupriya

To imię bramińskie, związane ze sferą duchową. Być pół-Romką w Polsce nie jest łatwo. Z kim może się utożsamić? Dla Polaków jest Romką. Dla Romów – Polką. Gdzie znaleźć grupę odniesienia, sens, który stawia ją wyżej, ponad polsko-romskimi podziałami?

Ma 17 lat, ćwiczy jogę. Dowiaduje się o zajęciach z bhakti-jogi na szczecińskiej politechnice. Sądzi, że pozna nowe asany. Zamiast nich jest wykład z filozofii i śpiewne mantry. Niewiele z tego rozumie, ale podoba jej się medytacyjny nastrój.

Jedzie na trzy dni do ośrodka bhakti-jogi w Ostrowie pod Kutnem. Dziewczyny w sari. Chustki na głowach. Kolorowy świat, jak w filmie „Hair”, który obejrzała niedawno. Jakby czas się zatrzymał w epoce hippie.

W ośrodku słyszy o Center For Vedic Studies w Heidelbergu, w którym może się uczyć klasycznego tańca hinduskiego. Ten taniec, zmysłowy i mistyczny zarazem, to jej nowe odkrycie. Olśnienie, grom z jasnego nieba, tak mówi nawet dziś, z perspektywy czasu.

Kończy szkołę baletową, zdaje maturę. Wraca do ośrodka w Ostrowie na rok. Pracuje w biodynamicznym ogrodzie i w kuchni. Żyje zgodnie z miejscową dewizą: proste życie, wzniosłe myślenie. Nie przeszkadzają jej spartańskie warunki, pobudka o trzeciej rano, karimata zamiast łóżka, drewniane wychodki. Zachwycają ją orientalne przyprawy – ich kolor, zapach i smak.

Czasami jednak, kiedy starsze koleżanki ją dyscyplinują, dzwoni do mamy, by przysłała list, w którym zwyzywa ją z ważnego powodu. Mama przysyła więc list. Rada jedzie na kilka dni do domu. Czyta kolorowe magazyny. Śledzi, co modne. Po kilku dniach czuje, że być w domu to nie znaczy być u siebie. Ojciec ją pyta: – Z czego uzbierasz na emeryturę?! Mama naciska: – Pomyśl o jakimś mieszkaniu… Denerwują ją te pytania, irytuje materializm. Wraca do ośrodka.

Znajomy z ośrodka organizuje jej wyjazd do Heidelbergu. Wyjeżdża na pięć miesięcy. Na chwilę wraca do domu, ale to już nie jest jej miejsce.

Znowu Heidelberg. Lekcje klasycznego tańca hinduskiego kosztują 20 marek za godzinę. Rada ćwiczy po kilka godzin dziennie. Zarabia, piekąc biociasta dla sklepu Reform House oraz gotując potrawy dla restauracji wegańskiej. Codziennie z pomocą czterech osób przygotowuje śniadania i obiady dla 80 słuchaczy Centrum Wedyjskiego. Praca w kuchni jest w dużym stopniu zmechanizowana. Maszyny obierają nawet ziemniaki. Nie jest źle!

W Centrum Wedyjskim znajduje się aśrama. Prezydent świątyni proponuje jej, by przeszła inicjację u swojego duchowego mistrza, który akurat przebywa w Szwecji. Rada jedzie do mistrza. Otrzymuje święcenie, korale modlitewne i imię Mahavisznupriya – Ukochana Wisznu. W aśramie zostaje mniszką.

Jest nią przez osiem lat. W Polsce załatwia ubezpieczenie, w ramach Funduszu Kościelnego, jako mniszka – zakonnica.

Jako kapłanka wstaje o trzeciej nad ranem, by przygotować świątynię na pudźę, którą potem prowadzi. Medytuje, odprawia mantry, pracuje nad umysłem. Bierze do serca słowa mistrzów: umysł jest jak rozpędzony koń, podsyła nam pragnienia, a my jak jego słudzy robimy wszystko, by je zaspokoić. Umysł może być naszym wrogiem. A wtedy ludzie popełniają samobójstwa, wpadają w autodestrukcję. Trzeba się podnieść z pozycji sługi umysłu do jego pana.

Dziś, z perspektywy czasu, Rada mówi: – U mnie z tym panowaniem nad umysłem jest średnio. Mogę sobie powiedzieć, że ta sukienka, która tak bardzo mi się podoba, naprawdę nie musi być moja. Wiem o tym, ale jak się uprę, i tak ją zdobędę!

Strony: 1 2 3

Wydanie: 20/2016

Kategorie: Reportaż

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy