Tylko człowiek, który przyjmuje i daje, daje i przyjmuje, jest naprawdę szczęśliwy. To jest cena naszego szczęścia Rozmowa z prof. Anną Świderkówną Prof. Anna Świderkówna po 51 latach pracy na Uniwersytecie Warszawskim nadal jest jednym z profesorów najbardziej “obleganych” przez studentów. Prowadzi ogólnouniwersytecki wykład o Biblii, którego powodzenie bije wszelkie rekordy. Trzy tomy jej “Rozmów o Biblii” po każdym nowym wydaniu błyskawicznie znikają z półek księgarskich. Członek Polskiego Towarzystwa Filologicznego i Association Internationale des Papyrologues, a w latach 1986-96 Komisji Episkopatu ds. dialogu z judaizmem. Autorka kilkunastu książek z dziedziny historii starożytnej i filologii antycznej. – Języka biblijnego używamy właściwie na co dzień, posługując się nim często bezwiednie, jako metaforą. Gdy narzekamy na biurokrację, mówimy, że odsyłają nas “od Annasza do Kajfasza”. “Syn marnotrawny” czy pełne oburzenia “Ty Judaszu! ” to niemal nasza mowa potoczna. Czy to głębia uczuć religijnych, czy raczej głębokie zakorzenienie chrześcijaństwa w kulturze polskiej sprawiło, że próby ateizacji naszego społeczeństwa spełzły na niczym? – Wydaje mi się, że przesycenie kultury polskiej kulturą chrześcijańską, a ściślej katolicką, rzeczywiście przejawia się w takich powiedzeniach, którymi szafujemy, nie zdając sobie sprawy, że mamy do czynienia z Pismem Świętym. Gdy ktoś mówi o “egipskich ciemnościach” czy “faryzejskiej obłudzie”, to są wszystko zwroty, których używa się mechanicznie, najczęściej bez uświadomienia sobie, że są zaczerpnięte z Pisma Świętego. A już perełką było to, co kiedyś sama słyszałam z ust Władysława Gomułki. W jednym ze swych długich przemówień powiedział w pewnej chwili:… jak mówi polskie przysłowie, nie samym chlebem człowiek żyje. Bardzo by się zapewne zdziwił, gdyby mu zwrócono uwagę, że cytuje trzy księgi biblijne naraz: Ewangelię św. Mateusza i Ewangelię św. Łukasza, gdzie jest scena kuszenia, jak również odpowiedź daną przez Jezusa szatanowi, w której Jezus cytuje Księgę Powtórzonego Prawa. Ta obecność historii zbawienia w kulturze i języku polskim na pewno miała ogromne znaczenie. Ale jest coś więcej, na co notabene w jednym ze swych wykładów wskazał mój kolega, historyk, profesor Janusz Tazbir, którego o dewocję posądzić się nie da. Zwrócił uwagę na to, że nasi nieprzyjaciele, którzy chcieli nas w jakiś sposób zmiażdżyć, zawsze byli przedstawicielami albo innego wyznania, albo innej religii. Protestanci – Niemcy, prawosławni – Moskale, czy zgoła mahometanie – Turcy. I tak się zakodowało, że Polak to katolik. – W okresie świąt Wielkiej Nocy można odnieść wrażenie, że cała Polska jest krajem głęboko przywiązanym do religii. Ale czy tak jest w istocie? Czy sposób obchodzenia tych świąt wynika właśnie z naszej religijności? – Nie. To wynika raczej z ludowych obyczajów. Ja zresztą bardzo cieszę się z tego, że rodzice, którzy w ogóle nie są religijni i sami do kościoła nie chodzą, posyłają swoje dziecko do kościoła w Wielką Sobotę ze święconym. Oczywiście, dla nich to nie ma żadnego znaczenia religijnego. Ale ten zwyczaj dzielenia się święconym jajkiem jednak coś znaczy… To jajko nie jest już takie samo, jak wszystkie inne. Wielu ludzi, nawet chodzących do kościoła, tego sensu religijnego świąt Wielkanocnych nie dostrzega. Właściwie dla znacznej części katolików jest to po prostu takie radosne święto, okazja do pierwszych wiosennych pikników, a dla młodzieży do odpalania petard. I gdzieś się gubi właściwy sens tego święta. Właściwy sens Zmartwychwstania. – Gdybyśmy próbowali określić religijność współczesnego Polaka. Jaka ona jest? – Bardzo różna. W połowie lat 80. wśród moich studentów była młoda Bułgarka mieszkająca na terenie ambasady, która bardzo się pilnowała, żeby nie wydało się wobec władz bułgarskich jej zafascynowanie problemami religijnymi. Przyszła kiedyś niemal ukradkiem do mnie do domu i zapytała, jak to się dzieje, że polska młodzież jest tak szalenie religijna? Ja wcale nie miałam wtedy wrażenia, aby nasza młodzież była aż tak przywiązana do religii. Uderzyło mnie, że dla osoby przychodzącej z zewnątrz, wychowanej w świecie całkowicie ateistycznym, spotkanie z naszą młodzieżą akademicką było takim zaskoczeniem. – Młodzież studencka mająca kontakt ze światłymi, mądrymi kapłanami jest pod tym względem w trochę uprzywilejowanej sytuacji. Ale jak jest w odczuciu pani profesor z religijnością przeciętnego Polaka? Czy tak naprawdę Polak wie, w co wierzy? – Często nie wie, obecnie jednak jesteśmy świadkami kształtowania się wyczuwalnej potrzeby dowiedzenia
Tagi:
Mirosław Ikonowicz







