Wygaszanie państwa prawa

Wygaszanie państwa prawa

Trybunał Konstytucyjny zagrażałby użyciu metody: cel uświęca środki. Dlatego postanowiono go ubezwłasnowolnić

Prof. Ewa Łętowska – sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku, członek rzeczywisty Polskiej Akademii Nauk, pierwsza polska rzecznik praw obywatelskich.

Co się stało w Polsce?
– W 2016 r. doszło do spektakularnej zmiany politycznej, znacznie wykraczającej poza konsekwencje zmiany wyborczej. Nastąpiło „przeorientowanie azymutów” – przestawienie drogowskazu, ku czemu Polska ma zmierzać. Mieszkaniec zagranicy może sobie zadać pytanie: Nagle, ni stąd, ni zowąd Polska, prymus transformacji, zdaje się wracać do kultury monowładzy. Większość (parlamentarna) – ale wybrana przez mniejszość – zmienia ustrój pozakonstytucyjnymi metodami. Jak do tego mogło dojść?

No właśnie. Jak do tego mogło dojść?
– Mamy fiasko kluczowego elementu transformacji: nie udało się uczynić państwa prawa czytelnym projektem społecznym, nie tylko dla szerokich mas, ale i dla samych prawniczych elit, które powinny ten projekt upowszechniać i popierać. Nie udało się przekonać, że nie wystarczy pozmieniać ileś tam ustaw, że konieczna jest praca nad kulturą prawną, nauczaną na przykładach, rzeźbioną w umysłach i sercach. A to konieczne szczególnie w kraju nawiedzonym i przez mesjanizm, i przez komunizm, bo te koncepty zatruły zdolność przewidywania, samodzielność i umiejętność dostrzegania związków przyczynowo-skutkowych. Polska to jeden z krajów, które nigdy nie rozumiały roli instytucji i prawa jako spoiwa społecznego, a zarazem fundamentu demokratycznej podmiotowości jednostki.

Wciąż mamy jednak konstytucję, która stoi na straży państwa prawa – no i podmiotowości jednostki.
– Uzyskana większość sejmowa (wyłoniona przez niewiele ponad 18% ogółu uprawnionych do głosowania) nie umożliwia zmiany konstytucji uchwalonej w 1997 r. Jej preambuła akcentuje aprobatę dla społeczeństwa otwartego – akceptującego różnorodność, także różnorodność religijną. Podział władz ujęto jako mechanizm checks and balances (kontroli i równowagi). Z założenia w konstytucji odrzucono więc (dawniej obowiązujący w Polsce) prymat parlamentu. Konstytucja mocno podkreśla niezależność sądów. Sędziom zaś nakazuje podległość nie tylko ustawom, ale i konstytucji. Mogą więc oni, rozpatrując sprawy, odmówić zastosowania ustawy, która w ich przekonaniu jest niekonstytucyjna (inna sprawa, czy polskie sądy umieją i chcą z tej możliwości korzystać). W wypadku Trybunału Konstytucyjnego, który wszak z założenia kontroluje konstytucyjność ustaw, do konstytucji wpisano podległość sędziów tylko samej konstytucji. A wyrokom Trybunału nadano moc powszechną: nikt nie ma prawa ich zakwestionować.

W 2016 r. w Polsce te właśnie założenia podważono. W ciągu upływającego roku można było zaobserwować dokonującą się pozakonstytucyjną zmianę ustrojową, stopniowe, na raty, co utrudnia dostrzeżenie zjawiska, „wygaszanie” komponentów państwa prawa.

Jakie są etapy tego procesu?
– Jeśli ograniczymy się tylko do umniejszenia roli władzy sądowniczej w podziale władz oraz zostawimy na boku utrudnienia w realizacji wolności konstytucyjnych – błyskawicznie zmieniono ustawy o prokuraturze, a prokuratorem generalnym stał się minister sprawiedliwości (dawniej te funkcje musiały być rozdzielone). Nowa ustawa umożliwia mu bezpośredni wpływ na toczące się śledztwa, włącznie z wydawaniem poleceń prokuratorom i możliwością kontrolowania akt każdej sprawy, stosowanie aresztów tymczasowych, wnoszenie środków odwoławczych od wyroków. Z uprawnień tych minister sprawiedliwości i prokurator generalny zresztą chętnie korzysta, informując o tym publiczność i sądy, także z pomocą mediów publicznych „odzyskanych” przez partię rządzącą oraz za pośrednictwem mediów elektronicznych i społecznościowych. Szeroko nagłaśniane preferencje i sugestie dotyczące zaostrzenia karania czy wyboru celów polityki wymiaru sprawiedliwości są świadomym instrumentem chilling effect (efektu mrożącego, czyli ograniczania praw z obawy przed negatywnymi skutkami ich stosowania) wobec wymiaru sprawiedliwości. Przewidywana jest głęboka reorganizacja sądów.

Czy nie uzasadnia jej to, że większość obywateli naszego kraju jest niezadowolona z pracy sądów?
– Sądownictwo zmian wymaga, jednakże wymaga przede wszystkim spokoju i stabilizacji. Zapowiedzi reform niepokojów nie uśmierzają. Propaganda zalicza sądownictwo en masse do elit mających skłonność do mandarynizmu. Stosunkowo łatwo wskazać w orzecznictwie stosowne przykłady. Z drugiej jednak strony obserwacje innych środowisk poddawanych sanacji w 2016 r. obawy sądownictwa usprawiedliwiają. Problemem zachodzącej „dobrej zmiany” jest bowiem – przy trafnej w wielu wypadkach diagnozie – stosowanie środków naprawczych budzących zdecydowany sprzeciw, zwłaszcza wśród prawników. I chodzi nawet nie o wyraźne łamanie prawa, ale o odrzucenie jego demokratycznego ducha. W miejsce metod demokracji deliberatywnej, czyli dyskutuj i przekonuj, stosuje się metodę: dziel i rządź, skłócaj młodych ze starymi, wykluczaj i różnicuj, zarządzaj zwątpieniem i efektami mrożącymi.

A dlaczego nowa ekipa postanowiła wykluczyć także Trybunał Konstytucyjny?
– Monopartyjna majoryzacja trzech ośrodków władzy (rząd, prezydent, większościowy parlament, gdzie opozycji nie chce się nawet wysłuchać) rodzi pokusę wyeliminowania jedynej przeszkody w łatwej i uproszczonej realizacji programu politycznej zmiany ustroju, nawet bez zmiany konstytucji. Zaskakujące tempo i zakres instytucjonalny zmian (mimo braku większości konstytucyjnej) tłumaczy się pilną potrzebą realizacji obiecanej „dobrej zmiany” oraz obawą, że instytucje i kadry (także w mediach publicznych) ukształtowane i powołane przez poprzednią ekipę polityczną mogłyby temu przeszkodzić. Z tej przyczyny podjęto działania zmierzające do zmiany pozycji Trybunału Konstytucyjnego. Powodów tego zabiegu nie usiłuje się ukrywać. Jarosław Kaczyński wprost uznał Trybunał za organ zajmujący „pozycję ryglową”, zagrażającą planowanym reformom poprzez kontrolę konstytucyjności ustaw je wdrażających. Trybunał oczywiście zagrażałby użyciu metody: cel uświęca środki.

W jaki sposób realizowane jest „wygaszanie” Trybunału Konstytucyjnego?
– Za pomocą wielu instrumentów: zmian procedur kontroli konstytucyjności, tak aby zapewnić władzy politycznej i wykonawczej wpływ na sterowanie pracą Trybunału co do tego, kiedy, w jakim składzie oraz w jakiej kolejności będzie on działał i co badał. Ukształtowania składu osobowego samego TK i jego organów, także przez zachęcenie obecnych sędziów do przejścia w stan spoczynku. Utrudniania kontroli już zaskarżonych ustaw ustrojowych wprowadzonych przez większość parlamentarną po wyborach w 2015 r. Nacisku na sędziów (zmiana przepisów o postępowaniu dyscyplinarnym, próby ograniczenia swobody wypowiedzi, efekt mrożący poprzez paskudną kampanię dyskredytującą, sugestie co do treści oczekiwanych rozstrzygnięć, zapowiedź ograniczenia świadczeń, zmniejszenie finansowania Trybunału, pogorszenie warunków pracy, np. pozbawienie asystentów, powołanie w prokuraturze specjalnego wydziału, który ma się zajmować ewentualną przestępczością sędziów i prokuratorów). Zapowiedzianej głębokiej reorganizacji biura Trybunału, połączonej z wymianą kadr. Od listopada 2015 r. do grudnia 2016 r. uchwalono cztery ustawy o Trybunale (nie licząc nowelizacji), kolejno zresztą częściowo uznawane za niekonstytucyjne przez Trybunał. Już sam ten fakt spowodował blokadę Trybunału. Ostatnią ustawę uchwalono w taki sposób, aby maksymalnie utrudnić jej kontrolę.

Czy możemy mówić o łamaniu konstytucji przez rządzących?
– Obecnie zapadających wyroków TK nie uznaje rząd, odmawiając – wybiórczo – ich publikacji (a taki wymóg przewiduje konstytucja). Wyroki te rząd i kierownictwo polityczne panującej partii uznają za „nieformalne opinie” – przyznając sobie prawo oceny tego, co jest wyrokiem Trybunału, a co nim nie jest. To naruszenie podziału władz i wyraźnego przepisu konstytucji.

Wybór trzech prawidłowo wybranych sędziów Trybunału, dokonany w 2015 r. przez poprzedni parlament, zakwestionowano uchwałą podjętą przez parlament obecnej kadencji. Ich zaprzysiężenia odmówił także prezydent. Zaprzysiągł z kolei trzech innych sędziów, mimo że wybrano ich (w nowym parlamencie) na miejsca już zajęte, a tego zabrania konstytucja. Wszystko to na dodatek wprowadza chaos i niepewność. Legitymacja Trybunału (zarówno normatywna, jak i społeczna), jego spokój i powaga zostały podważone. Działania te doprowadziły do kryzysu konstytucyjnego i spowodowały wdrożenie przeciw Polsce w styczniu 2016 r. postępowania w sprawie kontroli praworządności. Niekorzystne kolejne oceny sytuacji przez Komisję Wenecką spowodowały sformułowanie względem Polski stosownych zaleceń. Negatywnie ocenia się zwłaszcza niezaprzysiężenie trzech prawidłowo wybranych w październiku 2015 r. sędziów Trybunału, uporczywe zabiegi paraliżujące normalne działanie Trybunału, brak publikacji wyroków.

Rządząca partia kompletnie nie przejmuje się tymi krytycznymi ocenami – i robi swoje.
– Parlamentarna większość, demokratycznie skądinąd wybrana, chce zrobić coś, do czego miałaby mandat tylko jako większość konstytucyjna, którą nie jest. A idzie o zakwestionowanie państwa prawa jako liberalnej demokracji w typie znanym Zachodowi Europy. Aby to usprawiedliwić, wykorzystuje się hasło woli „suwerena”, który wybrał aktualną legislatywę. Hasło to uznano za wystarczające do przyznania sobie przez monopartyjną większość parlamentarną kompetencji ustrojodawczych. Teoretycznie potrzeba do tego większości konstytucyjnej. Tej jednak brak. Aby ten deficyt jakoś ukryć, a zarazem przeprowadzić w drodze ustawowej to, co wymagałoby zmiany konstytucji – niezbędne było wyeliminowanie kontroli ze strony Trybunału Konstytucyjnego. Tym należy tłumaczyć uporczywość i powtarzalność działań mających na celu ubezwłasnowolnienie Trybunału i zniechęcenie go do odgrywania roli samodzielnego czynnika w mechanizmie checks and balances. Towarzyszy temu presja propagandowa wywierana na sędziów i sądownictwo w ogóle.

Do czego rządzącym jest potrzebne takie propagandowe nękanie?
– Ta presja to jeden z wielu elementów chilling effect. Ma to zaszczepić autocenzurę orzeczniczą u sędziów, nie tylko zresztą z Trybunału Konstytucyjnego. Dokonuje się zatem rekonkwista, której stawką jest nie tylko odmienne rozłożenie kompetencji między trzema władzami, lecz coś więcej: wprowadzenie trwałego sterowania działaniami trzeciej władzy (sądowniczej), utrzymywania jej w równowadze chwiejnej, zależnej od sytuacji i aktualnej, a więc też zmiennej, woli „suwerena”. I robi to monopartyjna siła polityczna, korzystająca z posiadania większości parlamentarnej, niekoalicyjnego rządu oraz prezydenta pochodzącego z tej samej opcji politycznej i niewykazującego samodzielnych ambicji.

I co dalej?
– Prof. Leszek Garlicki (dawny sędzia Trybunału) kilka lat temu dalekowzrocznie zauważył: „To, że Trybunałowi udało się przez całe ćwierćwiecze zachować przyzwoitość konstytucyjną, było niewątpliwie wielką zasługą kolejnych generacji jego sędziów, lecz także różnych – korzystnych dla Trybunału – splotów okoliczności. Trzeba jednak zadawać pytanie, co stanie się w sytuacji, gdy owego elementu szczęścia zabraknie…”. Pytanie to zaktualizowało się po 30 latach, niemalże w okrągłą rocznicę wydania pierwszego wyroku przez polski Trybunał Konstytucyjny, w 1987 r.

Wydanie: 51/2016

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy