Ani pogrom, ani odwet

Ani pogrom, ani odwet

Zajścia antyżydowskie we Lwowie w 1918 roku Mało kto pamięta sprawę zajść antyżydowskich we Lwowie zajętym 22 listopada 1918 r. przez wojsko polskie. Do wystąpień tych doszło tego samego dnia i nazajutrz. Poseł żydowski, B. Hauser, określił w Sejmie liczbę ofiar lwowskich zajść na 60, Żydowski Komitet Ratunkowy na 72, a ustalenia Gminy Żydowskiej wykazały, że od l listopada do 20 grudnia zmarło we Lwowie śmiercią naturalną lub gwałtowną 68 osób wyznania mojżeszowego. Za udział w zajściach antyżydowskich łącznie aresztowano 1,5 tys. osób (400 żołnierzy i ponad tysiąc cywilów), spośród nich 60 spotkała kara śmierci przez rozstrzelanie. W świecie propaganda wyolbrzymiła zajścia we Lwowie i przedstawiła jako typowy pogrom antysemicki. Zaś wśród historyków, długo niedysponujących najważniejszą dokumentacją dotyczącą omawianych zajść, utrzymywały się rozbieżne oceny. Przytaczam tylko niektóre. Dla M. Rabinowicza („The Legacy of Polish Jewry”, New York 1965) była to tragiczna reminiscencja pogromu kiszyniowskiego, gdy dla W. Pobóg-Malinowskiego („Najnowsza Historia Polityczna Polski”, t. II. 1914-1939, Londyn 1957) i P. Zaremby („Historia dwudziestolecia 1918-1939”, t. I, Paryż 1981) zemsta na Żydach za sprzyjanie Ukraińcom. Zdaniem H. Zielińskiego (makieta „Historii Polski”, t. IV cz. I, Warszawa 1980), był to barbarzyński pogrom, ale opinii tej nie powtórzył on w normalnym wydaniu tej książki. P. Korzec („Antisemitism in Poland as an Intellectual, Social and Political Movement” w: „Studies on Polish Jewry 1919-1939”, New York 1974), który oparł swój osąd na propagandowej publikacji sztokholmskiej z 1919 r. (L. Chasanaovitscha „Les pogroms antijuifs en Golicie et en Pologne en novembre et decembre 1918”), ocenia zajścia lwowskie jako najkrwawszy w owym okresie pogrom. Zdumiewa u Korca kategoryczność stwierdzeń przy słabości argumentacji, nie sięgnął po dostępne źródła, zignorował dorobek badaczy różnych nacji. Natomiast N. Davies („God’s Playground. A history of Poland”, v. II, Oxford 1981) pisze o tak zwanym pogromie. A jak przedstawili zajścia antyżydowskie we Lwowie ci, którzy się z nimi zetknęli. Maciej Rataj, znany działacz ludowy przebywający we Lwowie podczas walk w części miasta zajętej przez Ukraińców, nie mógł ustalić – jak pisze w „Pamiętnikach” – czy asumpt tym zajściom dały strzały z okien domów żydowskich skierowane w stronę oddziałów wojska polskiego, ale tak mu się wydawało. Dodaje, że grabież mienia żydowskiego była ohydna. Jej sprawcami byli – jak pisze – z reguły dezerterzy i maruderzy z armii rosyjskiej i austriackiej, uwolnieni kryminaliści. Z książki „Żydzi bojownicy o niepodległość Polski” wydanej w roku 1939 we Lwowie można odczytać złożoność sytuacji w tym mieście podczas walk polsko-ukraińskich w listopadzie 1918 r. Żydzi zamieszkali głównie w śródmieściu znaleźli się w tej części miasta, która była w rękach ukraińskich. W porozumieniu z dowództwem obu stron walczących utworzyli na początku listopada milicję żydowską pod dowództwem kapitana J. Eislera z armii austriackiej i – jak stwierdzają autorzy wymienionej wyżej książki – uzbrojenie tej formacji doprowadziło do nieszczęśliwych następstw, chociaż miała to być siła neutralna. Właśnie ta kluczowa sprawa żydowskiej milicji długo nie mogła doczekać się gruntownego wyjaśnienia, zawiera je raport Delegacji Ministerstwa Spraw Zagranicznych, w skład której wchodzili: dr Leon Chrzanowski, dyplomata, i Józef Wassercug, redaktor „Izraelity”. Raport datowany 17 grudnia 1918 r. opublikował Jerzy Tomaszewski w „Przeglądzie Historycznym” (1984/2), a znajduje się on w Archiwum Akt Nowych w zespole Komitet Narodowy Polski. Wzmiankuje się w nim o uzbrojeniu milicji w 200 karabinów i stwierdza, że były w tej formacji jednostki nieodpowiedzialne, nierespektujące neutralności. „Samo istnienie siły zbrojnej, neutralnej, na polu boju musiało – zdaniem delegacji – takie wypadki wywołać”. Raport ocenia, że w przekonaniu „całej ludności Lwowa i całego wojska milicja żydowska neutralności nie zachowała”. Krytyczny stosunek Żydów do Polaków miał wynikać z zachowania się części ochotników przyjętych w szeregi wojska polskiego spośród wypuszczonych przez władze austriackie i przez Ukraińców z więzień. Byli często „dobrymi żołnierzami”, lecz „przy każdej sposobności rabowali”. A – jak wiadomo z innych źródeł – nie można było zaciągnąć Polaków walczących dotąd w szeregach armii austriackiej, gdyż ci znajdowali się przeważnie

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2002, 45/2002

Kategorie: Historia