Wpisy od Marcin Kozarski

Powrót na stronę główną
Kraj

Siedem lat zniesławiania

Kto odpowie za fałszywe oskarżenie policjanta? Siedem lat po rozpętaniu korupcyjnej nagonki na Władysława Szczeklika, byłego komendanta policji w Białej Podlaskiej, okazało się, że padł on ofiarą fałszywych zeznań i niekompetencji prokuratury. Czy teraz wymiar sprawiedliwości, który tak ochoczo pozbawiał go dobrego imienia, będzie chciał pomóc mu je odzyskać? Przed aresztowaniem Władysław Szczeklik znajdował się na szczycie zawodowej kariery. Był najmłodszym inspektorem w garnizonie, szefem drugiej pod względem wielkości komendy policji w województwie oraz jednym z najpoważniejszych kandydatów do fotela

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Gliniarz niewinny od początku

Koniec procesu policjanta bezpodstawnie oskarżonego o współpracę z przestępcami. Sąd nie zostawił suchej nitki na zarzutach prokuratury W ubiegłym tygodniu Sąd Rejonowy w Lublinie uniewinnił inspektora Władysława Szczeklika – byłego komendanta policji w Białej Podlaskiej. Proces zakończył się kompromitacją prokuratury. Na jej dowodach sąd nie pozostawił suchej nitki. O sprawie pisaliśmy w kwietniu br. w tekście „Zabić glinę” („P” nr 14). Byłego komendanta bialskopodlaskiej policji aresztowano w grudniu 2001 r., gdy ważyły się losy sukcesji na fotelu szefa

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Ojcowizna, krew i blizna

W konfliktach o miedzę czy kłótniach rodzinnych w ruch idą kamienie, widły i wyzwiska Henryk Jaszczuk: 60 lat, wysoki, szczupły, włos przerzedzony, na nogach szaro-czarne gumowce. Pracowity, nie wadzi nikomu. Żona Marianna, lat 58. Andrzej Szpura: 38 lat, wzrost średni, takaż tusza, włosy lekko zwichrzone. Solidny beneficjent eurodopłat. Matka Halina, lat 64. We wsi Szpaki Małe powiadają, że opętał ich diabeł. – Tego, o co im chodzi, nie wiedzą nawet najstarsi Indianie.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Dług

Właściciel lombardu, który pożyczył pieniądze krewnemu męża lubelskiej sędzi, został potraktowany jak boss mafii. W areszcie spędził prawie pięć lat Był rześki wiosenny poranek 11 czerwca 2001 r. Właściciel lombardu przy ul. Lubartowskiej w Lublinie, Paweł Pawlak, właśnie wychodził spod prysznica, gdy do jego domu po wyłamaniu drzwi balkonowych wpadło kilkunastu uzbrojonych po zęby funkcjonariuszy Centralnego Biura Śledczego. „Gleba, gleba, na ziemię się kładź!”, wrzeszczeli. Policjanci w mgnieniu oka powalili go na ziemię

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj

Zabić glinę

Oficera policji bezpodstawnie oskarżono o kontakty z przestępcami. Komu na tym zależało? Według prokuratury, sprawa jest oczywista: oskarżono sprzedajnego policjanta, biorącego łapówki z lombardu gangstera. Według obrońców inspektora, historia jest dęta, a śledztwo nierzetelne. Bo że jest jakiś policjant – fakt, tyle że nie ten. Że ktoś był w lombardzie – nie ma wątpliwości, tylko że nie był to policjant. Że był gang – to też prawda, ale nie ten, o którym mowa. Inspektor ma 53 lata, nazywa się Władysław Szczeklik. Do grudnia 2001 r.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.