Wpisy od Monika Radzikowska

Powrót na stronę główną
Obserwacje

Zatrzymani koczownicy

Nie mówcie „Gałgazja”. Jedźcie do Gagauzji

Wioska nazywała się Pięć Jabłoni. Podobno dawno, dawno temu szło tędy kilku pielgrzymów. Strudzeni drogą i południowym skwarem, zobaczyli pięć rozłożystych jabłonek, które swoim cieniem dały im wytchnienie. I tak nazwali to miejsce: Pięć Jabłoni. W języku Gagauzów: Beșalma.

Marszrutka z Komratu, gagauskiej stolicy, wysadza mnie na skrzyżowaniu, skąd do Beșalmy mam jeszcze jakieś 2, może 3 km. Dzień jest ładny, wędruję więc poboczem w kierunku wsi. Nagle, tuż obok mnie, zatrzymuje się samochód ze starszym małżeństwem w środku. Mężczyzna siedzący za kierownicą wychyla się przez otwartą szybę i woła po rosyjsku:

– A czemu nie gołosujesz?!

Gołosowat’ to po rosyjsku „łapać stopa”. Gołosujesz albo łowisz, gdy wystawiasz rękę i machasz, czekając na okazję.

– To blisko – odpowiadam. – Myślałam, że się przejdę.

– Jakie blisko! Ze dwa kilometry jeszcze tobie iść! Zmęczysz się, wsiadaj, podwieziemy.

Wsiadam więc i krótko się przedstawiam. Starsza pani kiwa głową ze zrozumieniem.

– A i u nas kiedyś Polaki nocowali. I Niemcy też.

Krótka droga schodzi nam na szybkim kursie gagauskiego. Mimo że – tak jak w całej Mołdawii – wszyscy znają i powszechnie używają rosyjskiego, rodzimy język ma się dobrze. Starsi państwo zapraszają mnie do domu, gdzie pokazują, jak mieszkają i opowiadają o swojej rodzinie. Ich dzieci wyemigrowały do Moskwy. Do domu już nie wrócą. Oni zaś nigdy nie opuścili Gagauzji. Gospodarz przyznaje, że służył w sowieckiej armii, ale w miejscowym oddziale. Nigdy nie widział Rosji. Nie był też w Kiszyniowie. Wszystkie sprawy załatwiał zawsze w Komracie.

– W wojnie z Naddniestrzem nie braliśmy udziału – mówi. – To było daleko. U nas było

Fragment książki Moniki Radzikowskiej Opłotki. Zapiski z pałętania się po pograniczach, Paśny Buriat, Suwałki 2026

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.