Wpisy od Tomasz Skowronek

Powrót na stronę główną
Obserwacje

Kryzys mieszkalnictwa w Hiszpanii

Hiszpania proponuje 100% podatku od domów kupowanych przez osoby spoza UE

W Hiszpanii nabywcy nieruchomości niebędący rezydentami w Unii Europejskiej wkrótce mogą zostać objęci 100-procentowym podatkiem, który chce nałożyć premier Pedro Sánchez. Zaporowy podatek jest jednym z kilkunastu ogłoszonych przez niego sposobów walki z kryzysem mieszkaniowym. Rząd planuje złagodzić w ten sposób narastające oburzenie wywołane kosztami mieszkań, które przekraczają już możliwości finansowe wielu Hiszpanów.

„Zachód stoi przed decydującym wyzwaniem: nie może podzielić społeczeństwa na dwie klasy: z jednej strony bogatych właścicieli, a z drugiej biednych najemców”, przekonywał premier Hiszpanii, przypominając, że ceny mieszkań w Europie w ciągu ostatniej dekady wzrosły o 48%, czyli prawie dwukrotnie więcej niż dochód rodziny.

„Żeby dać wyobrażenie problemu, należy wskazać, że w samym 2023 r. osoby spoza Unii Europejskiej kupiły ok. 27 tys. domów i mieszkań w Hiszpanii. I nie zrobiły tego, aby w nich mieszkać, nie zrobiły tego, aby ich rodziny miały gdzie mieszkać, zrobiły to, aby spekulować, aby na nich zarobić, na co my – w kontekście niedoboru, w którym jesteśmy – oczywiście nie możemy pozwolić”, powiedział Sánchez i dodał: „Jest za dużo lokali typu Airbnb, a za mało mieszkań. To niesprawiedliwe, że ci, którzy mają trzy, cztery lub pięć mieszkań na wynajem krótkotrwały, płacą niższy podatek niż hotele”.

Lider socjalistów przedstawił 12 pomysłów mających poprawić dostępność mieszkań. Chce m.in. ograniczyć spekulacje na rynku nieruchomości i rozwój bazy turystycznej poprzez odstraszające podatki. Zamierza też uprzemysłowić i zmodernizować sektor budownictwa, aby mieszkania powstawały szybciej, taniej i w sposób bardziej zrównoważony, dzięki „projektom strategicznym” dofinansowanym w ramach europejskiego planu naprawczego NextGenerationEU, uruchomionego w 2020 r. Przewiduje również zwiększenie pomocy dla najemców i wprowadzenie zwolnień podatkowych dla małych właścicieli pustych domów, którzy wystawiają je na rynek po umiarkowanych cenach. Największe emocje

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Obserwacje

Nowotwór, który toczy Włochy

Europejski Trybunał Praw Człowieka potępia Włochy za mafijne zarządzanie odpadami w „krainie ognia”

Od dziesięcioleci włoska mafia nielegalnie zakopuje i pali śmieci w Neapolu i na całym obszarze Kampanii. Mieszkańcy regionu uznali, że rząd nie zrobił wystarczająco dużo, by temu zapobiec, i złożyli pozew do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który wydał orzeczenie na ich korzyść.

30 stycznia Włochy zostały potępione przez ETPC za bezczynność w obliczu skandalu sanitarnego związanego z gospodarką odpadami w regionie Neapolu. Orzeczenie trybunału stwierdzało, że istnieje „wystarczająco poważne, realne i sprawdzalne” zagrożenie dla zdrowia mieszkańców.

Zadowolony z wyroku jest miejscowy ksiądz, Maurizio Patriciello, który od dawna otacza opieką rodziny dotknięte skutkami skażenia środowiska. Duchowny skomentował, że orzeczenie potwierdza słuszność trwającej od dziesięcioleci walki. „Ile oszczerstw musieliśmy znieść, ile gróźb, ile kpin, ile obelg! – napisał w poście w mediach społecznościowych. – Szliśmy jednak z przekonaniem naprzód. Na własne oczy widzieliśmy, jak niszczeją nasze ziemie i pogarsza się jakość naszego życia”. Pomodlił się też za wszystkich, którzy zmarli na raka w trakcie tej walki, w tym za swoich braci, bratową i siostrzeńca.

Rak zbiera smutne żniwo

„Terra dei fuochi”, czyli „kraina ognia”, to nazwa, która do powszechnej świadomości weszła dzięki Legambiente, stowarzyszeniu działającemu na rzecz ekologii. Organizacja po raz pierwszy użyła tego określenia w raporcie „Ekomafia 2003”, a upowszechnił je znany dziennikarz Roberto Saviano, wykorzystując jako tytuł jednego z rozdziałów swojej słynnej książki „Gomorra”. Ten region czasami nazywany jest także „trójkątem śmierci” albo „wysypiskiem śmieci Włoch”. Któregokolwiek terminu jednak użyjemy, każdy będzie doskonale obrazował sytuację.

Obszar między Neapolem a Casertą, na którym mieszka ok. 2,9 mln ludzi, otrzymał te ponure nazwy ze względu na prowadzone tam nielegalne pochówki oraz spalanie toksycznych odpadów, czym trudniły się przede wszystkim grupy powiązane z przestępczością zorganizowaną. Od jakiegoś czasu odnotowuje się tam coraz większe zanieczyszczenie wód gruntowych i wzrost zachorowań na raka. Bo konsekwencje dla mieszkańców są tragiczne: liczba pacjentów onkologicznych i ofiar raka w Kampanii jest wyjątkowo wysoka – według Istituto Superiore di Sanità w ciągu roku na nowotwory umiera tam o 1,6 tys. osób więcej, niż wynosi średnia krajowa.

Antonietta Moccia jest jedną z 41 osób

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Obserwacje

W stolicy mody palenie niemodne

W Mediolanie nie można już palić na ulicy, chyba że 10 m od innych osób. Naruszającym przepisy grożą kary od 40 do 240 euro

Od 1 stycznia 2025 r. we wszystkich miejscach publicznych Mediolanu, nawet na ulicy, obowiązuje zakaz palenia. Nowy przepis ma na celu poprawę jakości powietrza i ochronę zdrowia mieszkańców. Pomysł budzi jednak sporo kontrowersji.

„Palaczu, wyjdź! I cofnij się o kolejne 10 m!” – to komunikat informujący, jak muszą się zachowywać palacze w Mediolanie. Z tarasów i barów w mieście, także w dzielnicy Navigli, gdzie kwitnie życie nocne, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zniknęły popielniczki. W ich miejsce pojawiły się tabliczki antypapierosowe. Mają przypominać, że w stolicy mody palenie już nie jest modne.

Lekcja nowego stylu życia

Od 1975 r. zakaz palenia obowiązuje we włoskich szpitalach i transporcie, a od 2005 r. we wszystkich zamkniętych miejscach publicznych. W stolicy Lombardii od 2021 r. dotyczy on też placów zabaw, parków, obiektów sportowych i przystanków komunikacji miejskiej. Nowością jest to, że obecne rozporządzenie objęło również tarasy, bary, restauracje i wszystkie otwarte przestrzenie publiczne, w tym ulice. W miejscach tych nie można już palić, chyba że odsuniesz się o 10 m od innych osób. Naruszającym przepisy grożą kary w wysokości od 40 do 240 euro.

„Wprowadzamy nawyk niepalenia w pobliżu ludzi. Nie pali się tam, gdzie można wyrządzić krzywdę innym”, skomentowała zakaz palenia na zewnątrz, który obejmuje np. stoliki ustawione przed barami, zastępczyni burmistrza Mediolanu Anna Scavuzzo. „Ten zakaz jest wskazówką, jaki nawyk należy sobie wyrobić. Uważam, że w ten sposób najlepiej chronimy zdrowie. Palenie jest złe”, zauważyła wiceburmistrzyni.

Mediolan, znany z długotrwałego związku z modą i stylem, jest pierwszym miastem we Włoszech, które wprowadziło tak daleko idące ograniczenia dotyczące palenia na zewnątrz. Zakaz nie obejmuje jedynie waporyzatorów i papierosów elektronicznych.

Jak podaje włoski dziennik „Il Sole 24 Ore”, po wprowadzeniu nowego przepisu władze miasta nie nałożyły jeszcze na nikogo kary pieniężnej – wolą raczej edukować obywateli na temat nowego stylu życia. Z praktycznego punktu widzenia jednak sprawdzanie, czy nie doszło do jakichkolwiek naruszeń zakazu, było dotychczas niewykonalne, ze względu zarówno na tłumy turystów, jak i na mniejszą liczbę policjantów na ulicach.

Z otoczenia rady miejskiej, na której czele stoi burmistrz Giuseppe Sala, dochodzą głosy, że „łatwiej i szybciej jest zachęcić kogoś do zgaszenia papierosa, niż nałożyć na niego karę”. Poza tym celem zakazu nie jest zarabianie pieniędzy

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Obserwacje

Portugalia walczy o drzewo korkowe

Uprawa dębów korkowych jest jedną z najbardziej naturalnych metod ochrony planety przed zmianami klimatycznymi

Rekordową wartość 1,2 mld euro osiągnął w 2023 r. eksport korka, podaje APCOR, portugalskie stowarzyszenie producentów tego drewnopochodnego materiału. To o 2% więcej niż w roku poprzednim, a eksport rośnie od lat. Portugalia jest największym na świecie producentem korka. Już w 2011 r. tamtejszy parlament uznał dąb korkowy za drzewo narodowe (árvore nacional) i nakazał nawet wybicie z niego specjalnych monet. Dęby korkowe są chronione ustawowo, ścinanie zdrowego drzewa jest surowo zabronione.

Z pokolenia na pokolenie

Każdy, kto był w Portugalii, najprawdopodobniej natknął się na sklepy z pamiątkami oferujące wszelkiego rodzaju produkty wykonane z korka, w tym buty, torebki, portfele, maty pod myszki, maty do jogi, pokrowce na iPady, a nawet meble. Narodowe dobro można znaleźć także w instrumentach dętych drewnianych, wewnątrz piłek bejsbolowych, w ogóle prawie we wszystkim, co można sobie wymyślić.

Dąb korkowy Portugalczycy nazywają sobreiro, sobro, sobreira lub chaparro. Drzewa te rosną na ponad 720 tys. ha, co stanowi jedną trzecią istniejących lasów tego gatunku, charakterystycznych dla regionu Morza Śródziemnego. Najważniejszym miejscem występowania lasów korkowych w Portugalii jest zdecydowanie prowincja Alentejo.

– Trzeba słuchać sygnałów wysyłanych przez drzewo, zwracać uwagę na dźwięk topora wbijającego się w korę

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Świat

Sycylia przeciw mafijnym magnesom

Czy wyspa uwolni się od kultu ojca chrzestnego?

Korespondencja z Sycylii

W Palermo, Katanii, Syrakuzach czy w skomercjalizowanej Taorminie – na całej Sycylii w sklepach z pamiątkami można znaleźć gadżety związane z mafią: magnesy, koszulki, otwieracze do butelek i kieliszki do wódki. Jednak popularne wśród turystów miasto Agrigento dystansuje się od „upominków mafijnych”. Burmistrz Francesco Miccichè wprowadził zakaz sprzedaży czegokolwiek, co może być związane z mafią.

Ma to jasno pokazać, że jej gloryfikacja nie jest tolerowana.

„Jako że sprzedaż takich produktów na terenie Agrigento upokarza lokalną społeczność, która od lat angażuje się w szerzenie kultury legalności, zakazuję sprzedaży produktów, które wychwalają mafię lub w jakikolwiek sposób do niej nawiązują”, poinformował Miccichè we włoskich mediach. Burmistrz chce, aby jego miasto kojarzyło się z zabytkami Valle dei Templi, Doliny Świątyń, czyli wpisanymi na listę światowego dziedzictwa UNESCO pozostałościami greckiego miasta Akragas, a nie z mafią. Dlatego lokalna policja dostała wszelkie uprawnienia, by kontrolować sklepiki z pamiątkami. Tych, którzy mimo zakazu w dalszym ciągu będą oferować turystom mafijne pamiątki: koszulki czy magnesy, czekają grzywny.

Na podobny krok zdecydowały się również władze lotnisk na Sycylii. Regionalny radny ds. infrastruktury i mobilności Alessandro Aricò w piśmie do spółek zarządzających portami lotniczymi w Palermo (Gesap), Katanii i Comiso (Sac), Trapani (Airgest) oraz na Lampedusie (Ast) i Pantellerii (Enac) stwierdził, że „utrzymanie godnego wizerunku, wolnego od negatywnych stereotypów, to niewątpliwie żelazna zasada, której należy przestrzegać w miejscach pierwszego kontaktu turystów z Sycylią”.

Już rok temu radny skierował podobny apel do armatorów promów i statków pływających między wyspami regionu: „Propozycja została natychmiast przyjęta. Jestem pewien, że to samo stanie się również na lotniskach. Obiekty te powielają upokarzające dla naszej wyspy stereotypy. Przypominają o zbrodniczym zjawisku, z którego Sycylia próbuje się wyzwolić poprzez codzienne zaangażowanie i ciężką pracę zdecydowanej większości obywateli. Musimy dołożyć wszelkich starań, aby popularyzować prawdziwy obraz naszej gościnnej ziemi”.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Świat

Nieletni killerzy z Marsylii

Seria brutalnych morderstw rzuciła nowe światło na problem handlu narkotykami w tym mieście

Mówią o nich „jobberzy” (les jobbeurs) – pośrednicy, sprzedawcy narkotyków, a coraz częściej płatni zabójcy. Marsylię, stolicę francuskiego bezprawia, opanowali bezwzględni gangsterzy, z których wielu nie osiągnęło jeszcze pełnoletności.

Choć wydaje się, że Francuzi są już przyczajeni do informacji o gangsterskich porachunkach w Marsylii, a brutalność narkotykowego biznesu im spowszedniała, to jednak ostatnie zbrodnie, dokonane z początkiem października, wywołały szok i oburzenie.

15-letni chłopiec, zwerbowany przez mafię, miał za zadanie podpalić drzwi w mieszkaniu jednego z narkotykowych gangsterów, by go zastraszyć. Został wynajęty przez 23-letniego więźnia, który za pośrednictwem mediów społecznościowych obiecał mu nagrodę w wysokości 2 tys. euro.

Więzień podawał się za członka jednej z grup mafijnych. W trakcie akcji członkowie konkurencyjnej grupy zauważyli chłopaka. Zaatakowali go nożem, zadając ponad 50 ciosów, i podpalili żywcem.

Zaledwie dwa dni później ten sam więzień skontaktował się poprzez media społecznościowe tym razem z 14-latkiem, proponując mu poważniejsze zlecenie: zabicie członka gangu. Obiecał zapłatę 50 tys. euro. Nie wszystko jednak poszło zgodnie z planem. W wykonanie zadania wmieszany został 36-letni Ramdane, piłkarz, ojciec dwójki dzieci, który, aby utrzymać rodzinę, dorabiał jako taksówkarz. Nastolatek, któremu towarzyszył kolega, kazał kierowcy zaczekać na nich, ale ten najwyraźniej nie zastosował się do polecenia. W efekcie chłopak strzelił mu w tył głowy.

Prokurator Nicolas Bessone opowiedział agencji AP o „ultraodmłodzeniu” sprawców przestępstw związanych z narkotykami. Podkreślił, że kierowca był tu przypadkową ofiarą, zamordowaną „z zimną krwią”. Całą sytuację opisał jako „bezprecedensowe okrucieństwo”.

Seria brutalnych morderstw rzuciła nowe światło na zagrożenia, których powodem jest handel narkotykami w mieście, i ujawniła, że gangi coraz częściej korzystają z usług nastoletnich płatnych zabójców, werbowanych za pośrednictwem mediów społecznościowych.

Historia zbrodni

Marsylia od dawna ma złą reputację i wciąż zmaga się z jej konsekwencjami. Jest wyjątkowym i specyficznym miastem Francji. Od ponad 2,5 tys. lat jest celem dla imigrantów z obszaru basenu Morza Śródziemnego. Tamtejszy port przez lata był bramą prowadzącą na południe oraz do Maghrebu.

Przed wiekami, gdy Morze Śródziemne było ogniwem

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Obserwacje

Europejska stolica podróbek

Po luksusowe marki do Neapolu

Od czapek Gucci po torebki Louis Vuitton – Neapol oferuje katalog podróbek luksusowych wyrobów, który przyciąga nie tylko lokalnych nabywców, ale i turystów, napędzając wielomilionowy przemysł.

Za ułamek ceny

W pobliżu dworca centralnego, na tzw. targu podróbek, ale także na innych ulicach i placach można znaleźć towary z logo praktycznie każdej luksusowej marki. Na targ przyjeżdżają mężczyźni z wypchanymi plastikowymi torbami, z których wyciągają czapki bejsbolowe Gucci, portfele Fendi, paski Hermès, T-shirty Armaniego bądź Versace i pomarańczowe pudełka z butami Louis Vuitton. Sprzedają je na chwiejnych stolikach, za ułamek ceny oryginałów. „Good price, Armani, Versace, Prada”. „Jaki rozmiar? Jaki kolor?”, nagabują handlarze, dając do zrozumienia, że można jeszcze się potargować.

To właśnie w Neapolu króluje handel fałszywkami, co przyniosło miastu mało zaszczytny tytuł europejskiej stolicy podróbek. Wartość rynku podrabianych towarów szacuje się na 6-7 mld euro. Ponadto skoncentrowane są tu wszystkie etapy łańcucha dostaw podrabianej odzieży, od produkcji i magazynowania po dystrybucję i sprzedaż. W tym wszystkim macza palce lokalna mafia – camorra.

„Fałszerstwa stanowią sygnał, że dochodzi też do poważniejszych przestępstw

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Świat

Bez wody nie ma życia

Susza niszczy sycylijskie rolnictwo

Wcześnie rano, zaraz po przebudzeniu, Donatella Vanadia spogląda w niebo w nadziei, że pojedyncze chmury na horyzoncie przyniosą choć kilka kropel deszczu. Gospodarstwo ma w głębi Sycylii – nie padało tu od miesięcy. Jej zwierzęta pasą się na wypalonej ziemi przypominającej powierzchnię Księżyca, zmuszone do jedzenia suchych chwastów i picia z błotnistego stawu.

„Trudno im znaleźć wodę niezbędną do zaspokojenia codziennych potrzeb”, skarżyła się w rozmowie z Euronews. Właścicielka przedsiębiorstwa rolnego i weterynarka podkreślała, że gospodarstwa, które zakupiły wodę, borykają się ze zwiększonymi kosztami produkcji. Mocno ucierpiały także uprawy na paszę. Według Donatelli Vanadii produkcja siana będzie w tym roku mniejsza o 60-70%.

Sycylia zmaga się z jednym z najpoważniejszych kryzysów wodnych w historii. Największej i najbardziej zaludnionej wyspie na Morzu Śródziemnym grozi pustynnienie. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy 2023 r. spadło tu zaledwie 150 mm deszczu, a w maju br. rząd ogłosił stan wyjątkowy.

Największy problem pojawia się oczywiście latem, kiedy temperatury już cyklicznie zbliżają się do 48 st. C (w 2021 r. zanotowano rekordową europejską temperaturę 48,8 st.), a fale pożarów niszczą resztki roślinności. Według szacunków regionalnej agencji ochrony ludności w zeszłym roku pożary spowodowały szkody na przeszło 60 mln euro. Ogień zniszczył wówczas ponad 690 ha lasów na wyspie.

Sycylia stanie się pustynią?

Susza, grożąca też wyschnięciem jeziora Pergusa, jedynego naturalnego jeziora na Sycylii, uderza również w branżę turystyczną. Jak informowała CNN, hotele i pensjonaty w Agrigento odmawiały już rezerwacji turystom. Ci zaś, którym udało się znaleźć zakwaterowanie, musieli się liczyć z ograniczeniami w dostawach wody. W ciągu dnia była ona okresowo odcinana, a w ciągu nocy w wielu miejscach nie było jej wcale.

Christian Mulder z Uniwersytetu w Katanii, profesor ekologii i ekspert od kryzysu klimatycznego, nakreślił smutny obraz przyszłości Sycylii, krytykując poważne jego zdaniem błędy władz regionalnych i krajowych. „Do 2030 r. jedna trzecia terytorium stanie się pustynią porównywalną z tymi w Tunezji i Libii – powiedział „Guardianowi”. – Cały pas zwrócony w stronę Kanału Sycylijskiego (wody oddzielające Sycylię od Afryki – przyp. TS) jest skazany na pustynnienie. Starożytni Arabowie, którzy niegdyś zamieszkiwali wyspę, z powodzeniem opracowali sposoby gospodarowania wodą. Jednak te stare akwedukty nie były konserwowane ani unowocześniane. Sycylia stoi obecnie w obliczu konkretnych konsekwencji dziesięcioleci złego zarządzania zasobami wodnymi”.

Tradycyjnie wodę pitną na wyspie pozyskuje się z podziemnych warstw wodonośnych, natomiast woda dla rolnictwa jest magazynowana w dużych zbiornikach zbudowanych po II wojnie światowej. Obydwa systemy opierają się jednak na coraz rzadszych opadach zimowych. Jednocześnie przez 30 lat zaniedbywano podstawową konserwację sieci irygacyjnej, co zmniejszyło pojemność zbiorników wodnych.

Kiedyś w wielu gospodarstwach były także sztuczne stawy, by zwierzęta mogły pić z nich podczas wypasu. Z powodu suszy i wysokich temperatur wszystkie te małe sztuczne stawy znikły.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Świat

Pracują więcej, zarabiają mniej

Grecja testuje sześciodniowy tydzień pracy.

„Świat pracy w Grecji przypomina teraz dżunglę”, mówi w „Le Monde” Giorgos Gavrilos z lewicowej partii Syriza, alarmując, że łamie się prawa pracownicze i robi z Greków tanią siłę roboczą. Poseł opozycji często wyraża oburzenie zarówno w wystąpieniach parlamentarnych, jak i w rozmowach z mediami, punktując działania konserwatywnego rządu: wydłużenie godzin pracy, osłabienie inspekcji pracy, kryminalizację działań związkowych. „Stworzono gorsze, antypracownicze prawo”, alarmuje w rozmowie z francuskim dziennikiem.

Szczególnym przedmiotem krytyki Gavrilosa jest ustawa 5053/2023, która weszła w życie 1 lipca br. Zgodnie z nią można wprowadzić 48-godzinny tydzień pracy. Pracownik otrzyma wówczas dodatkowo 40% wynagrodzenia za szósty dzień, a jeśli ten przypadnie w niedzielę lub święto, podwyżka wzrośnie do 115%. Można też dołożyć pracownikowi 120 minut nadgodzin przy zachowaniu pięciu dni roboczych. Nowe zapisy dotyczą firm działających nieprzerwanie, to jest świadczących usługi 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu, lub deklarujących określone „obciążenie pracą”. W tym drugim przypadku chodzi o konkretne zadania lub projekty.

Powyższe zapisy nie są obowiązkowe, gdy jednak jakieś przedsiębiorstwo je zastosuje, musi ujednolicić czas pracy dla wszystkich. Trzeba wówczas poinformować o tym pracowników co najmniej 24 godziny przed rozpoczęciem nowej zmiany. Ustawa nie obejmuje sektora gastronomicznego ani turystyki, ponieważ już wcześniej pozwolono tam dołożyć pracownikom szósty dzień roboczy.

Pod prąd.

W kraju toczy się ostra debata. Probiznesowy rząd premiera Kiriakosa Mitsotakisa uznał, że ustawa 5053/2023 była konieczna ze względu na podwójne zagrożenie: kurczącą się populację Grecji i niedobór wykwalifikowanych pracowników. Mitsotakis przewidywane zmiany demograficzne nazwał „tykającą bomba zegarową”. Szacuje się bowiem, że od wybuchu kryzysu wyemigrowało już około pół miliona młodych, wykształconych Greków. To bezprecedensowy exodus. Lekarze, inżynierowie, informatycy jako cel swoich zawodowych podróży wybierają głównie Niemcy i kraje nordyckie.

George Dimitriadis, odpowiedzialny za sprawy młodzieży w Generalnej Konfederacji Greckich Pracowników (GSEE), tłumaczy powody wydłużenia czasu pracy zwiększeniem produktywności i konkurencyjności kraju na rynku światowym. „[Ustawa] pojawiła się w okresie, gdy rząd szukał sposobów na pobudzenie gospodarki i zwiększenie konkurencyjności”, powiedział w wywiadzie dla Al-Dżaziry.

Z kolei związki zawodowe, które od dawna nawołują do polepszenia warunków pracy i wzmocnienia praw pracowniczych, np. domagają się przywrócenia negocjacji zbiorowych zniesionych podczas kryzysu z lat 2009-2019, sprzeciwiają się nowej ustawie, bo Grecja ma najdłuższy średni tydzień pracy w Unii Europejskiej i nie jest pewne, czy dalsze wydłużenie go istotnie zwiększy produktywność.

Eurostat, Europejski Urząd Statystyczny, potwierdza, że Grecy są w czołówce, jeśli chodzi o liczbę godzin pracy – średnio 41 tygodniowo. Zgodnie z danymi Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju życie zawodowe zajmuje im także więcej czasu niż Amerykanom, Szwajcarom czy Japończykom. W 2022 r. greccy pracownicy przepracowali średnio 1886 godzin, podczas gdy średnia w USA sięga 1811 godzin, a w UE 1571 godzin. Nie przekłada się to jednak na zarobki – według Eurostatu Grecy zarabiają znacznie mniej (minimalna płaca wynosi 830 euro) niż reszta Europy, gdzie średnia w ubiegłym roku osiągnęła 1115 euro.

Mnożą się głosy, że „zmiany nie mają żadnego sensu”, jak uważa Akis Sotiropoulos, członek komitetu wykonawczego związku zawodowego urzędników Adedy. „Kiedy prawie co drugi cywilizowany kraj wprowadza czterodniowy tydzień, Grecja decyduje się pójść w drugą stronę”, nie ukrywa zdziwienia na łamach „Guardiana”. Sotiropoulos uważa, że stało się tak z powodu osłabienia związków zawodowych od czasów kryzysu, gdy w kraju dokonano cięć emerytalnych i podwyższono podatki, płaca minimalna spadła zaś o jedną piątą. Grecki rząd wprowadził wtedy reformy, obejmujące m.in. redukcję zatrudnienia w sektorze publicznym i zmniejszenie z 8 tys. do 5 tys. euro progu, do którego Grecy nie płacili podatków.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Świat

Narkowojna nad Sekwaną

W ataku na konwój więzienny w północnej Francji zginęło dwóch strażników. To pierwsza od ponad 30 lat śmierć funkcjonariuszy na służbie.

Historia przypominająca sceny z filmów sensacyjnych wydarzyła się wieczorem 14 maja. Gdy więzienny konwój wracał z sądu w Rouen do zakładu karnego w Évreux, niezidentyfikowani napastnicy zablokowali furgonetkę dwoma autami przy punkcie poboru opłat. Z peugeota wyszło kilku ubranych na czarno mężczyzn w kominiarkach. Otworzyli 

ogień. Dołączyła do nich druga załoga, która wysiadła z audi. Szacuje się, że cała operacja odbicia więźnia trwała około dwóch minut. Fabrice Moello (52 l.) i Arnaud Garcia (34 l.), którzy zginęli w zamachu, byli pierwszymi francuskimi funkcjonariuszami więziennymi poległymi na służbie od 1992 r. Trzech pozostałych jest rannych, z czego jeden walczy o życie.

„Nigdy nie widziałem czegoś takiego”, powiedział Agencji AFP policyjny weteran Jean-François Maugard, który spędził prawie 25 lat w wydziale do walki z przestępczością zorganizowaną paryskiej policji kryminalnej, rozpracowując takich przestępców jak znany z napadów na banki Antonio Ferrara czy Rédoine Faïd, nazywany „królem ucieczek” po tym, jak wysadził bramę w więzieniu.

„Przemoc gangów narkotykowych weszła w bardzo niepokojącą fazę. Doszło do ataku na pełną skalę z udziałem niemal grupy szturmowej wyposażonej w broń bojową, co sprawiło, że funkcjonariusze byli bez szans”, zauważył Gregory Joron, sekretarz generalny policyjnych związków zawodowych UN1TE.

Bestialski napad, w którym odbito więźnia, zwrócił uwagę na wart wiele miliardów dolarów rynek narkotykowy, napędzający w całej Francji wojnę gangów oraz związaną z tym zorganizowaną działalność przestępczą: od handlu bronią po morderstwa i wymuszenia. 

Zbiegły więzień, 30-letni Mohamed Amra, powiązany z grupami przestępczymi z Marsylii, został niedawno skazany za rozbój kwalifikowany i oskarżony w sprawie uprowadzenia zakończonego śmiercią. Jest także podejrzany o handel narkotykami i zlecanie zabójstw w wojnach gangów.

„Ten brutalny atak pokazuje, że zagrożenie przestępczością zorganizowaną jest tak samo duże jak zagrożenie terrorystyczne – napisała w serwisie X komisarz Unii Europejskiej ds. wewnętrznych Ylva Johansson. – Musimy się jej przeciwstawić z taką samą determinacją”. 

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.