Awantura o działki

Awantura o działki

Czy ogródki działkowe znikną z naszych miast?

Po wyroku Trybunału Konstytucyjnego, niekorzystnym dla Polskiego Związku Działkowców, w organizacji tej zapanowała atmosfera pewnego zdenerwowania. – Zrobiono krzywdę milionowi ludzi. Teraz możemy się spodziewać że gminy za przekazanie nam ogródków w użytkowanie wieczyste zażądają wysokich sum. A u nas roczna składka działkowca wynosi 11 gr za metr kwadratowy – i na pewno na to nie pójdziemy – mówi prezes PZD Eugeniusz Kondracki.
Trybunał, na wniosek gminy Piaseczno, uznał, że przepisy ustawy o pracowniczych ogrodach działkowych, umożliwiające nieodpłatne ustanowienie użytkowania wieczystego ogródków na rzecz PZD są sprzeczne z konstytucją, bo ograniczają prawa właściciela do czerpania dochodów ze swej nieruchomości. To ostateczne rozstrzygnięcie. Od tej chwili PZD, chcąc stać się użytkownikiem wieczystym ogródków, będzie musiał gminom płacić. I to zapewne niemało, bo wiele ogródków leży w atrakcyjnych częściach miast.

Działkowcy kontra samorządy

Wojna między samorządami lokalnymi a PZD o opłatę za użytkowanie wieczyste trwa już od dawna. W 1990 r., na mocy tzw. ustawy komunalizacyjnej, gminy stały się z mocy prawa właścicielami terenów, na których założono ogródki działkowe. Uprawnienia działkowców zostały ostatecznie skodyfikowane w 1995 r., kiedy to znowelizowano ustawę o pracowniczych ogrodach działkowych z 1981 r. W ustawie znalazł się ów kontrowersyjny zapis, mówiący, że PZD przysługuje roszczenie o użytkowanie wieczyste gruntów wchodzących w skład ogródków – i jest on zwolniony od opłat z tytułu użytkowania wieczystego tych terenów.
Zapis ten wywołał protesty samorządowców, którzy zaczęli się starać, aby opóźnić ustanowienie użytkowania wieczystego PZD na terenach ogródkowych. Do dziś PZD przejął w użytkowanie wieczyste 63% powierzchni ogrodów, czyli 27,3 tys. ha. Zostało ponad 15 tys. ha, których związek już nie przejmie, bo nie będzie miał za co.

Argument miliona głosów

Nie bez przyczyny wspomniana nowelizacja nastąpiła za rządów poprzedniej koalicji SLD-PSL. Po 1989 r. „Solidarność” uznawała PZD za nomenklaturowy relikt komunizmu, wyrosły pod opieką stanu wojennego. W 1990 r. grupa posłów Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego zgłosiła projekt ustawy o całkowitej likwidacji ogródków działkowych bez odszkodowania dla PZD. Wkrótce potem przyjęto ustawę komunalizacyjną i gminy, które zostały właścicielami gruntów, zaczęły podejmować próby usunięcia działkowców z terenów, które mogłyby stać się miejscem pod inwestycje. To wywołało protesty działkowców, powołujących się na inny przepis tej ustawy, mówiący, że do zadań gminy należy m.in. zapewnianie gruntów na potrzeby pracowniczych ogrodów działkowych oraz ich rekultywacja i melioracja. Nie trzeba dodawać, że samorządy nie paliły się do tych działań.
Przed wyborami w 1993 r. działkowcy poszukali więc poparcia polityków – a argumenty mieli poważne, bo dysponowali siłą prawie miliona głosów. SLD obiecał, że uzna ich prawa – i słowa dotrzymał, nowelizując ustawę w 1995 r. Niemal od razu trafiła ona do Trybunału Konstytucyjnego, który uznał, że zaskarżony przepis jest sprzeczny z ustawą zasadniczą. Wtedy jednak obowiązywało prawo, iż wyroki TK musi zatwierdzać Sejm. Koalicja SLD-PSL zdążyła więc jeszcze odrzucić orzeczenie Trybunału. Obecny wyrok TK jest już nienaruszalny.
Sprawa, w której ostatecznie zadecydował Trybunał, była dość dyskusyjna. W imieniu Sejmu zabrał w niej głos marszałek Marek Borowski, który w piśmie wystosowanym do prezesa TK Marka Safjana, stwierdził, iż „zarzut ewidentnego ograniczenia prawa własności przysługującego gminie (…) jest niezasadny. Polski Związek Działkowców jest samorządną i samodzielną organizacją społeczną, posiadającą osobowość prawną, zrzeszającą osoby będące użytkownikami działek. Sytuacja prawna pracowniczych ogrodów działkowych (…) skłania do wyrażenia poglądu, że prawa nabyte przez PZD oraz jego członków są prawami słusznie nabytymi. (…) Powinny być chronione ze względu na zasadę państwa prawnego. (…) Zdaniem Sejmu, zaskarżone przepisy są zgodne z konstytucją RP”.
W podobnym duchu wypowiedziała się podczas rozprawy Trybunału pos. Ewa Janik (SLD), także powołując się na prawa nabyte przez ponad milion działkowców i przypominając, że niezależnie od ustroju, od ponad stu lat działkowcy zawsze mieli prawo do kawałka ziemi.

Kto chce sprzedawać?

TK nie uznał jednak tych racji. To zaś może oznaczać, że PZD stanie w obliczu utraty tych 15 tys. ha, których nie zdążył za darmo przejąć w użytkowanie wieczyste. Wprawdzie na mocy ustawy o ogródkach działkowych, bez zgody działkowców ogródki nie mogą zostać zlikwidowane, zaś likwidacja taka wymaga przyznania terenów zastępczych. Użytkowanie zwykłe jest jednak znacznie słabszym prawem od użytkowania wieczystego. Samorządy będą więc mogły np. sprzedać te tereny, a nowy właściciel, jeśli się postara, znajdzie różne sposoby, by skłonić działkowców do odstąpienia ogrodów.
PZD zarzuca więc gminom chęć wyrugowania działkowców z atrakcyjnych terenów, na których są ogródki – ale to właśnie z kręgów samorządowych płyną oskarżenia pod adresem PZD, iż organizacja ta chciała się za darmo uwłaszczyć, by potem sama mogła sprzedać część ogródków. Prezes Eugeniusz Kondracki oburza się na takie zarzuty: – To czysta demagogia. Do tej pory nie było takiego przypadku, by Związek sprzedał jakikolwiek ogród – i nie będzie. Nikt się na to nie zgodzi. Przecież na każdym hektarze ogródków gospodaruje 25 rodzin, które zaprotestują. Poza tym, gdyby PZD chciał sprzedać ogród, musiałby zapłacić opłatę za użytkowanie wieczyste, z której był zwolniony, a w dodatku gmina ma prawo pierwokupu za 1% ustalonej ceny. Podobne zarzuty są więc absurdalne.
Tymczasem niektóre samorządy, zachęcone wyrokiem TK, rozważają już możliwość pozbawienia PZD użytkowania wieczystego swoich terenów.

 

Wydanie: 9/2002

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy