17 września na Białorusi

17 września na Białorusi

Korespondencja z Mińska

Władze Białorusi nie zorganizowały żadnej hucznej imprezy z okazji 70. rocznicy wkroczenia wojsk radzieckich do Polski

Choć oficjalny Mińsk patrzy na przeszłość z zupełnie innej perspektywy niż Warszawa, to w przeciwieństwie do Moskwy wyraźnie unika międzynarodowego starcia na historycznym polu. Co więcej – dystansuje się od historycznych bitew polskich i rosyjskich polityków.
Do Mińska dotarłem 16 września jednym z ośmiu boeingów 737 eksploatowanych przez białoruskie linie lotnicze Belavia. Na pokładzie było niewielu pasażerów i cztery nudzące się stewardesy (zostałem poczęstowany lepiącą się landrynką i szklanką soku – pasażerom klasy ekonomicznej nie przysługiwał posiłek ani kawa). Choć wszystkie rękawy mińskiego portu lotniczego były wolne, zostaliśmy dowiezieni do niego autobusem.
Kontrola paszportowa trwała moment – w tym czasie nie lądował żaden inny samolot. Żaden przybysz z Warszawy przechodzący przez zielony korytarz nie został zatrzymany przez celnika.
Przed wylotem nie udało mi się zdobyć białoruskich rubli. Musiałem jednak mieć pieniądze na dotarcie do położonego przeszło 50 km od lotniska centrum Mińska. Do oddziału banku wymieniającego walutę dotarłem po kilku minutach marszu przez ogromny, zupełnie wyludniony międzynarodowy port lotniczy, który dziennie odprawia tylu pasażerów, ilu Okęcie w ciągu godziny.
Zaopatrzony w miejscową walutę udałem się na przystanek autobusowy. Miałem problemy z rozszyfrowaniem rozkładu jazdy sporządzonego wyłącznie w języku białoruskim, więc poprosiłem o pomoc panią sprzątającą obejście lotniska. Dowiedziałem się, że najbliższy autobus odchodzi za półtorej godziny. W ciągu tego czasu zaprzyjaźniłem się z nieliczną grupką oczekujących. 50-latka z Witebska opowiedziała szczegółowo

przebieg ceremonii ślubnej

i weselnej córki, która wyszła za Belga. Starsze małżeństwo dzieliło się wrażeniami z urlopu w bajecznie bogatych Zjednoczonych Emiratach Arabskich, widokami z apartamentu na 26. piętrze i restauracji na 40. Babcia – wskazując na wymalowaną nastolatkę z odsłoniętym brzuchem – z przejęciem opowiadała, że nie poznała własnej wnuczki, która przyleciała w odwiedziny z Rzymu, gdzie uczy się w technikum. Poza naszą gromadką do autobusu, który nadjechał punktualnie, wsiadło jedynie kilku pracowników lotniska. Wysłużony białoruski MAZ mknął samotnie wśród lasów oświetloną czteropasmową szosą w stronę stolicy. Na rozstawionych wzdłuż drogi billboardach zwracały uwagę wyznania miłości do Białorusi, duma z powodu bycia Białorusinem, uznanie dla piękna kraju, jednobrzmiące deklaracje składane przez młodych i starych obywateli: „Jestem za Białorusią dla narodu” oraz życzenia „Rozkwitaj, Ojczysta Białorusi!”.
Z autobusu przesiadłem się do zapewne najtańszego w świecie metra – żeton na przejazd kosztuje niewiele ponad 60 gr. Za to noc w trzygwiazdkowym, wybudowanym na olimpiadę w 1980 r. hotelu Płanieta to dla obcokrajowca wydatek 70 euro. Za te pieniądze gość otrzymuje m.in. ważący z pół kilograma klucz, folię imitującą kabinę prysznicową oraz kineskopowy telewizor z białoruskimi (a także wieloma zachodnimi) kanałami. Miejscowe programy informacyjne nie zmieniają się w wyniku manipulowania pilotem. Niepodzielnie królowała wizyta Aleksandra Łukaszenki na Litwie, jego rozmowy z prezydent Litwy Dalią Grybauskaite, spotkanie z biznesmenami, konferencje prasowe. Wszystkie kanały pokazywały entuzjastycznie przyjmujących białoruskiego przywódcę mieszkańców Wilna, żaden nie zwrócił uwagi na protesty skierowane przeciwko niemu. W wieczornych dziennikach telewizyjnych 16 września mówiono też

o wielkich wspólnych manewrach

wojskowych z Rosją pod kryptonimem „Zachód 2009” oraz wojażujących po Białorusi uczestniczkach konkursu Miss Intercontinental (finał zaplanowany był w Mińsku na 27 września). Ani słowem nie wspomniano o przypadającej nazajutrz okrągłej rocznicy wkroczenia wojsk radzieckich na terytorium Polski.
Następnego ranka dzienniki telewizyjne powtarzały przebieg wizyty prezydenta w Wilnie, przytaczały opinie zagranicznych komentatorów (wyłącznie pozytywne), podawały nowe informacje na temat manewrów oraz relacjonowały spotkanie „misek” z żubrami w Puszczy Białowieskiej, które poprzedziło wizytę u Dziadka Mroza i wspólne odśpiewanie bożonarodzeniowego hitu „Jingle Bells”. Wokół rocznicy – całkowita cisza.
Sięgnąłem po gazety. We wszystkich na czołówkach umieszczono fotografie, na których mocna dłoń Łukaszenki ściska drobną dłoń prezydent Litwy. Jednak w prasie znalazło się miejsce na rocznicę. Gazety karnie zamieściły pozdrowienia Aleksandra Łukaszenki z okazji „70. rocznicy zjednoczenia Zachodniej Białorusi z Białoruską Socjalistyczną Republiką Radziecką”. Na początku była znana z okresu radzieckiego formuła: „17 września 1939 r. rozpoczął się wyzwoleńczy marsz Armii Czerwonej, którego celem była obrona pozostawionej na łaskę losu na terytorium Polski ludności białoruskiej i ukraińskiej w warunkach agresji niemieckiej i rozpętania II wojny światowej. To nie tylko umocniło bezpieczeństwo ZSRR, lecz także okazało się ważnym wkładem w walkę przeciwko faszystowskiej agresji”. Jednak kluczowy dla białoruskiej wykładni 17 września jest następujący fragment prezydenckiego dokumentu: „Mimo rozmaitych opinii i ocen wydarzeń związanych z tą datą pozostaje bezsporny fakt: w wyniku operacji wojskowej dokonało się zjednoczenie sztucznie podzielonego narodu białoruskiego, co jest aktem sprawiedliwości dziejowej. Na wyzwolonych ziemiach stworzono warunki budowy nowego życia. Białorusini otrzymali możliwość rozwoju państwowości w warunkach wspólnego organizmu narodowo-terytorialnego”.
Z publikacji związanych z 17 września oraz ze zorganizowanych w związku z rocznicą wystaw wyłania się ten sam obraz przeszłości. Za punkt wyjścia obrano polsko-radziecki traktat ryski z 1921 r., gdy – jak napisali w „Republice” Wiktor Korbut i Tacjana Woranawa z Archiwum Narodowego –

podzielono „naszą ojczyznę

na dwie części”. Przy tym sytuacja Białorusinów w części, która przypadła Polsce, była bardzo zła. „Prowadzono ostrą politykę polonizacji Białorusinów”, stwierdził w wywiadzie dla gazety „Republika” prof. Wiaczesław Daniłowicz z Narodowej Akademii Nauk Białorusi: spośród 400 szkół białoruskich działających w 1919 r., w 1936 r. pozostało 16, a w 1939 – nie było już żadnej. Celem władz RP miała być likwidacja białoruskiej inteligencji – w publikacjach i na wystawach przypominano prześladowanie jej przedstawicieli (wyroki śmierci i więzienia, osadzenie w obozie w Berezie Kartuskiej), a także likwidację 1,3 tys. świątyń prawosławnych (nawiasem mówiąc, w ubiegłym roku poseł lewicy Eugeniusz Czykwin bezskutecznie postulował odniesienie się przez Sejm do przedwojennej akcji burzenia cerkwi), osiedlenie się na ziemiach zamieszkanych przez Białorusinów 10 tys. polskich kolonistów. Sugerowano, że władze Polski zachowywały się w stosunku do ludności białoruskiej jak okupant. W tej sytuacji interwencja zbrojna ZSRR jawiła się jako wyzwolenie (na korytarzu w mińskim Muzeum Sztuk Pięknych prezentowane są obrazy, na których ludność z radością wita radzieckich żołnierzy).
Na wystawie w Narodowym Muzeum Historycznym poświęconej 17 września i jego skutkom (zajmuje niewielkie pomieszczenie, rozmiarami znacznie ustępuje ekspozycji portretów rodów magnackich – przede wszystkim Radziwiłłów i Sapiehów) pokazano fotografie, na których radzieccy żołnierze uwalniają Białorusinów z polskich więzień. Organizatorzy tej wystawy napisali: „Dla radzieckiego kierownictwa w warunkach nowego układu sił w Europie Wschodniej pojawiła się szansa zmiany zachodnich granic ustanowionych zgodnie z traktatem ryskim 1921 r. Rano 17 września wojska Armii Czerwonej przekroczyły radziecko-polską granicę. Większość ludności Zachodniej Białorusi przyjęła przybycie wojsk jak akt sprawiedliwości dziejowej”.
Na wystawie w muzeum historycznym nie wspomniano o tajnym protokole towarzyszącym porozumieniu Ribbentrop-Mołotow, którego bezpośrednim skutkiem była zbrojna interwencja ZSRR. Pełny tekst aneksu wraz z kopią mapy

z podpisami Ribbentropa i Mołotowa

umieszczono za to w mińskim Muzeum Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. W części stałej ekspozycji, która nazywa się „Prolog”, napisano: „23 sierpnia 1939 r. ZSRR i Niemcy zawarły pakt o nieagresji. 1 września 1939 r. atakiem na Polskę Niemcy rozpoczęły II wojnę światową”. Wśród eksponatów jest odezwa prezydenta Mościckiego, obwieszczenie mobilizacyjne, zdjęcia świadczące o oporze, który stawili Polacy hitlerowskiemu agresorowi. To jednak w niczym nie zmienia interpretacji 17 września 1939 r. „Już 22 września niemiecki gen. Guderian i radziecki dowódca brygady Siemion Kriwoszejn odebrali defiladę wojsk niemieckich i radzieckich. (…) Do 25 września Zachodnia Białoruś została całkowicie zajęta przez Armię Czerwoną. Większość chłopów, robotników, rzemieślników, inteligencji Zachodniej Białorusi witała Armię Czerwoną jak wyzwolicielkę. Zjednoczenie Zachodniej Białorusi i BSRR było aktem sprawiedliwości dziejowej. Zakończyło podział Białorusi, przywróciło jej integralność terytorialną, zjednoczyło naród białoruski w jedną rodzinę”, napisała w rocznicowym artykule pracownica muzeum wojny Anna Galińska.
Wiktor Korbut i Tacjana Woranawa twierdzą, że 17 września 1939 r. stoi w jednym rzędzie z 3 lipca 1944 r. – dniem uznawanym za datę wyzwolenia Mińska i obchodzonym jako święto narodowe. Jednak 17 września nie jest świętem państwowym (taki status mają Dzień Konstytucji 5 marca, Dzień Jedności Narodów Białorusi i Rosji 2 kwietnia, Dzień Godła i Flagi Państwowej – druga niedziela maja, Dzień Zwycięstwa 9 maja, Dzień Niepodległości 3 lipca) ani nawet dniem świątecznym, takim jak Nowy Rok 1 stycznia, Dzień Obrońcy Ojczyzny i Sił Zbrojnych 23 lutego, Dzień Kobiet 8 marca, Święto Pracy 1 maja, Dzień Rewolucji Październikowej 7 listopada. Mimo okrągłej rocznicy w Mińsku nie zorganizowano żadnych oficjalnych obchodów z udziałem przedstawicieli władz. Nie było też żadnych „inicjatyw oddolnych” przypominających zgromadzenie sprzed dwóch lat, gdy na spotkaniu w Mińsku komuniści, emerytowani oficerowie, weterani wojny oraz przedstawiciele sprzyjających Łukaszence organizacji nacjonalistycznych występowali przeciwko „fałszowaniu prawdy historycznej w Polsce” poprzez nazywanie okresu po 17 września 1939 r. okupacją i domagali się ustanowienia w 70. rocznicę „wyzwolenia” Zachodniej Białorusi święta państwowego. Łukaszenka zignorował te apele.
Władze Białorusi nie dopuściły do budowy pomnika ku czci 17 września 1939 r., który miał stanąć w centrum Brześcia. Za to w Mińsku na placu Niepodległości, przed czynnym katolickim kościołem św. Heleny i Szymona, ma stanąć pomnik Jana Pawła II. Będzie to drugi pomnik na tym placu – po pomniku Lenina, który stoi przed sąsiadującą z kościołem rezydencją prezydenta.
W rocznicę media pokazywały prezydenta w towarzystwie szefa dyplomacji Indii, który wzywał do rozwoju współpracy gospodarczej. Także 19 września, w przemówieniu na ogólnokrajowych dożynkach w Kobryniu, prezydent nie odniósł się słowem do rocznicy. W 1939 r. polscy żołnierze

bronili Kobrynia

zarówno przed Niemcami, jak i wojskami radzieckimi. Przed rokiem w tym mieście powstała polska kwatera wojenna – pochowano w niej odnalezione szczątki obrońców miasta. W ceremonii pogrzebowej uczestniczył sekretarz stanu w Ministerstwie Obrony gen. Aleksander Anisimow oraz białoruscy żołnierze z jednostki pomagającej w poszukiwaniu poległych.
Zorganizowane w Mińsku wystawy były skromne i nie nadawano im propagandowego rozgłosu. Mińsk wyraźnie chciał uniknąć konfrontacji historycznej. Zapowiadał to już przyjazd na uroczystości na Westerplatte
1 września premiera Białorusi Siergieja Sidorskiego (rozmawiał z Donaldem Tuskiem), któremu towarzyszył pojednawczy ton komentarza prezydenckiej (najważniejszej na Białorusi) gazety „SB Biełaruś Siegodnia” w sprawie polsko-rosyjskiego konfliktu dotyczącego początku II wojny światowej. Podkreślano w nim, że „Polacy też mają swoje poważne argumenty”. 3 września w Mińsku odbyła się międzynarodowa konferencja „Okupacja Polski w 1939 r.: drogi pojednania”, na której przedstawiono odmienne oceny 17 września – w tym polskiego historyka dr. hab. Wojciecha Śleszyńskiego z Uniwersytetu w Białymstoku. W konferencji brali udział m.in. hierarchowie prawosławni i katoliccy.
19 września autorka komentarza w „SB Biełaruś Siegodnia”, Wika Biełych, pisząc o treści oświadczenia Sejmu RP w sprawie 17 września (uznaniu Katynia za zbrodnię mającą znamiona ludobójstwa), podkreśliła: „Dziś już jest jasne, że moskiewscy publicyści odpowiedzą jeszcze potężniejszą salwą propagandową”. Powtarzając białoruski punkt widzenia na lata 1918-1939, Wika Biełych ubolewała, że w Polsce ziemie białoruskie nadal nazywane są kresami wschodnimi, a w Rosji – ziemiami rosyjskimi: „Dla nas kluczowy pozostaje fakt, że chodzi o Białoruś, o naród białoruski, o nasze prawo do tej ziemi. I nie chcielibyśmy, aby naszą historię przepisywano czarnym, czerwonym, biało-czerwonym etc. atramentem”. W tym samym numerze Stanisław Siemaszko, przedsiębiorca z Grodna, nowy prezes prorządowego Związku Polaków na Białorusi, prezentował pięć najważniejszych, jego zdaniem, wydarzeń tygodnia. Zabrakło wśród nich rocznicy 17 września. Listę otwierała wizyta prezydenta Łukaszenki na Litwie, a zamykał objazd Białorusi przez finalistki konkursu Miss Intercontinental.

Wydanie: 39/2009

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy