Biznes jest, klasy nie ma

Biznes jest, klasy nie ma

Nie jestem jedyną zwolnioną osobą. I szykują się kolejne dyscyplinarki

Monika Żelazik – była stewardesa PLL LOT, zwolniona dyscyplinarnie po 25 latach pracy. Przewodnicząca Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego, a od maja – Międzyzwiązkowego Komitetu Strajkowego w PLL LOT.

W jaki sposób zarząd LOT powiedział pani o zwolnieniu? Jak zostało to ujęte?
– Nie powiedział. Dowiedziałam się o tym po próbie zalogowania do systemu i sprawdzenia swojego grafiku. To było 28 albo 29 maja – próbuję wejść na swój profil, ale nie działa. W końcu o tym, że nie jestem już pracownikiem spółki, dowiedziałam się po fakcie od pracowników biura.

Nikt potem z panią nie rozmawiał? Nie próbował uzasadnić jakoś tej decyzji?
– Nie.

Jak pani się poczuła?
– Szczerze mówiąc, nie zrobiło to na mnie większego wrażenia. Po pierwsze, byłam na to przygotowana, nie sądziłam tylko, że nastąpi to tak szybko. Po drugie, nie spodziewałabym się po tym zarządzie ładnego zagrania. Biznes jest, klasy nie ma. Zresztą mnie opinia tego zarządu nie boli. Ja, podobnie jak większość wieloletnich pracowników, identyfikuję się z firmą, nie z zarządem.

Dlaczego według pani nikt z szefów spółki nie odbył z panią rozmowy?
– Ci ludzie nie mają klasy ani wrażliwości. Pracowników wymienia się jak elementy maszyny, szczególnie tych wieloletnich, bo to oni zwykle są w związkach i to oni wywierają presję na standardy w firmie. Poza tym myślę, że jest to w jakiś sposób związane ze strachem przed spojrzeniem ludziom w oczy. Łatwiej wykreślić pracownika z grafiku, niż spojrzeć w twarz i wytłumaczyć podjętą decyzję. To drugie wymaga odwagi cywilnej.

Po zwolnieniu została pani wezwana do prokuratury, żeby złożyć wyjaśnienia w sprawie naruszenia art. 163 Kodeksu karnego. A do siedziby pani związku zawodowego przyszedł policyjny wniosek o udostępnienie danych osobowych „w celu przeprowadzenia czynności służbowych przez wydział kryminalny”, który ktoś położył w widocznym miejscu. Czy czuje się pani w jakiś sposób prześladowana?
– Ostatnio dostałam też pismo z informacją, że mój były pracodawca wystąpił do sądu o obciążenie mnie kosztami sądowymi (wcześniej wystąpiłam o zwolnienie mnie z nich) ze względu na wsparcie udzielane mi przez związki zawodowe. Ale nie przejmuję się tym, bo ja generalnie mało się przejmuję. Choć zdaję sobie sprawę z tego, że większość ludzi by się przejęła. Zresztą prezes Milczarski wie, że ja się nie przejmuję. Zachowywał się wobec mnie inaczej niż wobec innych pracowników, stosował inne metody.

Na przykład?
– Gdy kiedyś przyszłam do niego bronić koleżanki zwolnionej dyscyplinarnie po 30 latach, kazał krzyczeć, że go kocham. Powiedział, że nie zacznie ze mną rozmawiać, dopóki nie krzyknę, że go kocham.

Krzyknęła pani?
– Tak, trzy razy. Bo ja się nie przejmuję.

A jakie metody są stosowane wobec innych pracowników?
– Prezes podobno potrafi bardzo wrzeszczeć, czego większość ludzi się boi. Jest znany z tego, że w 20 sekund potrafi wpaść w furię, dosłownie od zera. Do tej pory zdarza się, że dzwonią do mnie koleżanki i mówią: „Przyjdź tu, bo on nad nami siedzi”. Boją się go po prostu. Wobec mnie nigdy nie podniósł głosu, ja się go nie obawiam.

Ludzie mówią mi też, że prezes niekiedy wchodzi do tzw. strefy zero – strefy przedstartowej, gdzie wstęp ma wyłącznie personel pokładowy, i on tam nigdy nie powinien być. To, że tam wchodzi, świadczy, że nie ma pojęcia o procedurach. Dostajemy także informacje, że prezes przepytuje pracowników m.in. o ich kontakty ze związkami zawodowymi.

Wspomniała pani o koleżance zwolnionej po 30 latach, również dyscyplinarnie. Udało się ją wybronić?
– Tak, sąd przywrócił ją do pracy, uznając, że zwolnienie było bezprawne. To była bardzo przygnębiająca sprawa. Koleżanka miała niezwykle trudną sytuację rodzinną, m.in. 90-letniego męża wymagającego opieki paliatywnej w domu. Zarząd doskonale wiedział o jej sytuacji. To zwolnienie dowodziło absolutnego braku empatii, nieliczenia się z pracownikiem. Nieważne było, że ona w tej firmie przepracowała 30 lat. Zarządowi przeszkadzało, że prosiła o urlopy. No i że należała do związku zawodowego.

Z tego wynika, że nie jest pani jedyną zwolnioną osobą.
– Nie, nie jestem. I szykują się kolejne dyscyplinarki.

Skąd pani o tym wie?
– No, przecież prezes sam nie stuka w klawiaturę. Jeśli jest szykowane zwolnienie, to administracja daje o tym znać do kadr, a kadry informują o tym nas.

Czy wiadomo, ile było zwolnień dyscyplinarnych, odkąd Rafał Milczarski został prezesem spółki?
– Nie wiadomo. Proszę pamiętać, że dyscyplinarnie może być zwolniony tylko pracownik etatowy. A nikt nie wie, z iloma osobami samozatrudnionymi po prostu zakończono współpracę.

Z czego utrzymuje się pani w tej chwili?
– Związek podjął uchwałę o finansowym wspieraniu mnie do czasu, aż znajdę pracę.

A jeśli nie zostanie pani przywrócona do pracy? Czy wyobraża sobie pani przebranżowienie?
– Na szczęście dosyć szybko przystosowuję się do zmian. Zresztą praca stewardesy jest po porostu bardzo trudna. A ważną częścią mojego życia jest również działalność społeczna. Myślę nawet o założeniu stowarzyszenia zajmującego się mniej więcej tym, czym zajmuję się teraz. Walka o prawa pracownicze jest mi bliska i ważna dla mnie. Bardzo się cieszę, obserwując, jak ludzie budzą się z letargu i zaczynają mówić.

Jestem w kontakcie m.in. z byłym pracownikiem banku PKO, zwolnionym dyscyplinarnie rok temu. Zadzwonił do mnie z wyrazami wsparcia, ale też z obawami o to, co dalej ze mną będzie. W pewnym momencie przyznał, że żałuje własnej bierności, po tym jak sam został zwolniony. A nie nagłośnił sprawy, bo czekał, aż wyjdzie to z góry. On, podobnie jak ja, wierzył w „dobrą zmianę”. Trudno mu było uwierzyć w brak reakcji ministra i premiera na to, co się dzieje w jego spółce. Czekał rok, bez skutku. Mam sporo takich telefonów. Ogromnie cieszy mnie, że ludzie zaczynają rozumieć, że o niesprawiedliwości trzeba głośno mówić. To mi wystarczy.

A co do pracy – cóż, życie na ziemi różni się od życia w niebie. Ale do wszystkiego można się przyzwyczaić.

Wydanie: 37/2018

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy