Błędy lekarza kryje ziemia

Błędy lekarza kryje ziemia

Tylko w ubiegłym roku do Biura Rzecznika Praw Pacjenta wpłynęło 60 tys. zgłoszeń o błędach medycznych. Rok wcześniej było ich 36 tys. Mówi się, że błędy lekarza kryje ziemia, ale dzisiaj coraz częściej słyszy się o nich w radiu, telewizji, czyta w prasie. Stają się sensacją, tak chętnie wykorzystywaną przez media. Trafiają do Biura Rzecznika Praw Pacjenta – w 2011 r. wpłynęło ponad 36 tys. zgłoszeń, a w zeszłym już ok. 60 tys. Środowisko lekarskie broni się, argumentując, że nagłaśnianie niepowodzeń i błędów medycznych, stanowiących przecież tylko niewielki odsetek w polskim lecznictwie, godzi w autorytet lekarzy, w większości pracujących rzetelnie, i niszczy zaufanie społeczne do służby zdrowia. Jednak ich skutkiem jest zwykle ciężka choroba, kalectwo czy śmierć, więc trzeba je ujawniać i analizować ich przyczyny, by zapobiegać podobnym tragediom. Mec. Jolanta Budzowska zajmuje się dochodzeniem praw pacjentów i ich roszczeń z tytułu błędów medycznych. Prowadzi z zespołem wyspecjalizowanych prawników ponad 100 spraw, a jeszcze więcej zakończyła już sukcesem – prawie 90% wygrywa. Operacja o drugiej w nocy Jakie błędy medyczne są najczęściej przedmiotem procesów sądowych? – Niewłaściwie przeprowadzone porody, zakażenia szpitalne, błędne diagnozowanie oraz leczenie onkologiczne, i w ogóle różne zaniedbania w terapii. Następstwem błędów popełnionych na sali porodowej bywa niedotlenienie noworodka, a w efekcie mózgowe porażenie dziecięce. Choć zdarzają się też w położnictwie inne, czasem zaskakujące sytuacje: z ciąży przebiegającej prawidłowo urodziła się siłami natury w 26. tygodniu dziewczynka w takim stanie, że lekarz prowadzący poród uznał ją za niezdolną do samodzielnego życia. Poród odbył się około północy, położnik ocenił kondycję noworodka na jeden w dziesięciopunktowej skali Apgar, poinformował matkę o tym, że dziecko jest martwe, podano jej leki hamujące laktację, zabandażowano piersi, a rano, po ósmej, ktoś z personelu zauważył, że noworodek się rusza i oddycha. Dzisiaj ta czteroletnia już dziewczynka prawidłowo się rozwija, a lekarz został skazany przez sąd karny za nieumyślne narażenie noworodka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Jego decyzja była nieprawidłowa – noworodek z wagą i rozwojem adekwatnymi do wieku, bez wad letalnych, powinien być reanimowany na sali porodowej, chyba że rodzi się przed 22. tygodniem ciąży, w stanie niezdolności do samodzielnego życia. Słyszy się, że dużo jest zakażeń szpitalnych. – Istotnie, ale zakazić się można także u dentysty czy u fryzjera, a to pacjent musi udowodnić przed sądem, że się zakaził, przebywając w konkretnym szpitalu. Na podstawie światowych statystyk przyjęto, że pewnego odsetka zakażeń szpitalnych nie można uniknąć, może do nich dojść mimo największej staranności personelu, ponieważ procedury lecznicze są coraz bardziej skomplikowane. Bazując na tym, szpitale starają się zaklasyfikować wszystkie zakażenia jako te nie do uniknięcia i kiedy dojdzie do procesu sądowego, dowodzą, że dopełniono wszelkich procedur, by im zapobiec. Potwierdza to personel powołany w charakterze świadków, a wtedy pacjent zwykle przegrywa. Bo przebywając w szpitalu, chory nie zbiera przecież dowodów, które mógłby w takich okolicznościach przedstawić w sądzie – musiałby wykonywać zdjęcia, nagrywać rozmowy, a trudno wyobrazić sobie takie zachowania pacjentów i ich relacje z personelem. Jednak i kilka tego typu spraw wygrałam. Na przykład w długotrwałym, trudnym procesie dowiodłam, że do sepsy doprowadzono przez zaniedbania – udowodniłam, że gdyby zakażenie było szybko rozpoznane i prawidłowo leczone, nie doszłoby do wielu operacji, powikłań kardiologicznych i nefrologicznych, a w jednym przypadku nawet do śmierci chorego, która nastąpiła w trakcie postępowania sądowego. W innej sprawie udało mi się udowodnić winę szpitala, analizując liczbę przypadków i czas zakażenia – objawy ostrej żółtaczki typu C wystąpiły u tak wielu osób, w krótkim okresie po ich pobycie na pewnym oddziale szpitalnym, że nie mógł to być przypadek. Wspomniała też pani o zaniedbaniach w terapii. – To bardzo częsta przyczyna błędów lekarskich. Zwykle bywa tak, że operacja jest dobrze przeprowadzona, bo nasi chirurdzy prezentują często ponadprzeciętne umiejętności, ale potem, na skutek niedostatecznej opieki pooperacyjnej, powikłanie, które może się przecież zdarzyć, nie jest w porę dostrzeżone i leczone, co powoduje groźne następstwa. Chirurdzy bowiem nie zawsze po operacji interesują się operowanymi przez siebie wcześniej chorymi, bywają przepracowani, ciągle

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2013, 32/2013

Kategorie: Kraj