Buszujący w zbożu

Buszujący w zbożu

System zakupów pszenicy i żyta nie tylko jest bardzo kosztowny, ale stwarza okazję do korupcji oraz kradzieży

Afera zbożowa nauczyła nas paru ważnych rzeczy. Przede wszystkim – okazało się, że polski system interwencji na rynkach rolnych jest z założenia skazany na oszustwa i nadużycia.
Przy naturalnej skłonności pewnej części polskich przedsiębiorców i urzędników do wykorzystywania wszelkich sposobności, by ukraść jak najwięcej, to, co się działo ze zbożem, było sytuacją wręcz wymarzoną. Poseł Bonda nie musiał nawet specjalnie się trudzić. W takich sytuacjach okazja sama pchała się w ręce.

Wszystko, co najgorsze

Bo czy może być coś prostszego? Agencja Rynku Rolnego zleca magazynowanie zboża. Szczęściarz, który się dowiaduje, że zdobędzie tak intratne zlecenie od państwowej instytucji, wynajmuje elewatory. Państwo płaci mu za przechowywanie skupionego zboża, on je sprzedaje, a pieniądze bierze dla siebie, dzieląc się z życzliwymi urzędnikami. A jeśli szykuje się kontrola, kumple pożyczą mu na czas zboże z innych magazynów, by na wadze wszystko się zgadzało. Kto odróżni jedno ziarno od drugiego? Może więc się okazać, że z magazynów zniknęło nie 36 tys. ton zboża, lecz dwa i trzy razy więcej. Komenda Główna Policji prowadzi 14 spraw związanych z kradzieżami państwowych rezerw zboża, a funkcjonariusze mówią, że to nic nowego.
System zakupów zboża nie tylko stwarza okazję do korupcji i kradzieży. Obejmuje drobną część rolników – korzysta z niego 3-4% producentów. Jest nieskuteczny mimo podejmowanych działań interwencyjnych, w maju cena pszenicy poszybowała do 560 zł za tonę, podczas gdy eksperci ARR zakładali, że wyniesie 510 zł. Szkodzi konsumentom, bo przetwórcy zbóż natychmiast skorzystali z okazji, doprowadzając do podniesienia cen chleba. A przede wszystkim jest bardzo kosztowny. W tym roku ARR ma wydać na interwencję zbożową 656 mln zł. Utrzymanie agencji i jej 900 urzędników kosztować zaś będzie ponad 120 mln zł.

Przede wszystkim nie szkodzić

Ogromnym nakładem sił i środków utrzymujemy więc w ruchu coś, co przynosi więcej szkody niż pożytku. Gdy w latach 90., po kolejnych wpadkach interwencyjnych ARR, toczyły się nieśmiałe dyskusje na temat likwidacji tego tworu, powtarzano, że bez agencji byłoby jeszcze gorzej. Chyba trudno to sobie wyobrazić.
Wiadomo, że praktycznie cały zachodni świat dotuje swych rolników. Stany Zjednoczone na wspieranie wsi i farmerów przeznaczają niemal 100 mld dol. rocznie. Oczywiste, że i w Polsce trzeba zadbać, żeby dochody chłopów nie odbiegały drastycznie od średniej. Ale w tym celu wystarczy jeśli resort finansów przeleje odpowiednie, zaplanowane w budżecie środki na konto wybranego banku, który już dopilnuje, by stosowne sumy zostały przekazane każdemu rolnikowi (czyli posiadaczowi gospodarstwa nie mniejszego niż 1 ha). Oczywiście, bank nie wykona takiej usługi za darmo. Na pewno jednak będzie to kosztowało mniej niż funkcjonowanie Agencji Rynku Rolnego, jej oddziałów oraz obecnego systemu działań interwencyjnych. A wolny rynek zboża ureguluje się sam – i na pewno będzie funkcjonował znacznie sensowniej niż w ostatnich latach, gdy tak nieudolnie usiłuje go organizować ARR.


Po ujawnieniu, że z magazynów pos. Ryszarda Bondy znikła część zboża, które ARR skupiła, interweniując na rynku pszenicy i żyta, przeprowadzono kontrolę w całym kraju. Sprawdzono elewatory należące do firm, które na zlecenie ARR przechowują państwowe rezerwy zboża i zapasy interwencyjne. Dotychczas stwierdzono, że zniknęło nie mniej niż 36 tys. ton zboża o wartości ok. 18 mln zł. Prawdopodobnie zostało ono sprzedane przez nieuczciwych przedsiębiorców. Największe niedobory państwowego zboża wykryto jak dotychczas na terenie działania oddziałów ARR w Szczecinie, Poznaniu i Lublinie.

Wydanie: 23/2003

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy