Aktualne
Podsumowanie X Europejskiego Kongresu Samorządów
X Europejski Kongres Samorządów – największa międzynarodowa konferencja samorządowa w Polsce. Wydarzenia, które miały miejsce w ostatnich latach były prawdziwym wyzwaniem dla samorządów. W krótkim czasie musiały się one dostosować do nagłych kryzysów, takich jak
Toniemy czy to nie my!
Z treści wywiadów z profesorami R. Kuźniarem i R. Chwedorukiem wynika jak bardzo społeczeństwa są „zmanipulowane” ogromnymi ilościami najczęściej sprzecznych informacji. To nic innego jak międzypaństwowa i wewnątrz krajowa wojna hybrydowa czyli osiąganie celów politycznych za pomocą wszelkich możliwych środków (fundusz sprawiedliwości itp.) w walce o „rząd dusz” czyli nie ograniczoną władzę nad duża grupą osób (elektoratem czy narodem) wg. zasady „rządz i dziel” czyli wzniecanie konfliktów i nienawiści. Paranoją tego stanu jest fakt, że większość uczestników tych „wojen” określa się „chrześcijaninem” nawet praktykującym. Niestety większości „elit politycznych” stanowią neofici gotowi dla nowego „szefa” zaprzedać duszę diabłu. Stąd w mediach tyle kłamstwa, chamstwa i poniżania podstawowych zasad moralnych i etycznych, bo „polityk” może więcej. Hipokryzja elit szeroko prezentowana w mediach elektronicznych sprzyja wewnętrznym podziałom, które nie inspirują szczególnie wśród młodego pokolenia „zapału do nauki i pracy” a raczej „do przeczekania” lub emigracji. Negatywne efekty tego stanu już widać w wielu dziedzinach życia, a ich odwrócenie może wymagać wysiłku następnych pokoleń lub stanie się niewykonalne. Inwestujemy miliardy w obce przemysły zamiast w młode pokolenie czyli w edukację i naukę oraz przemysł. Może to przepowiednia wg przysłowia „Polak swą dobrotą często został gołotą”. Fobia wojny ogarnęła elity polityczne jako dobra „przykrywka” (poprzednio pandemia) swoich niekompetencji lub załatwiania interesów partii a może i koalicji. „Najwyższy czas” w tych „trudnych ekonomicznie i nieprzewidywalnych politycznie czasach” poczynając „od góry” powrócić do wspólnej troski i pracy dla dobra wspólnego, któremu na imię Polska – ojczyzna nasza, żeby Ona nie zginęła jak partie polityczne.
Z poważaniem
Zbigniew Milewski
Listy od czytelników nr 11/2025
Klient płaci za wszystko
Oczywiste jest, że banki, tak jak towarzystwa ubezpieczeniowe, są piramidami finansowymi, tyle że lepiej regulowanymi (obowiązkowe rezerwy, wskaźniki WIBOR itd.), żeby nie zbankrutowały jak Amber Gold. Owszem, taka instytucja jest konieczna, aby cywilizacja funkcjonowała. Ale czy nie wystarczyłby jeden bank? Przecież banki nie wytwarzają wartości dodatkowej, tylko funkcjonują w jej wtórnym podziale i zyski (bajeczne) są pochodną zysków przemysłu (ponieważ źródłem zysku jest wartość dodatkowa wytworzona przez robotników). Ach, marzenie ściętej głowy, bo nikt na lewicy nie myśli o zmianie sposobu produkcji z kapitalistycznego na socjalistyczny.
Artur Kozłowski
Co nam szykuje Trump?
„My” zgadzamy się na zbrojenia to za dużo powiedziane – ja się nie zgadzam na rozwijanie przemysłu zbrojeniowego, zgadzam się z Czechowem i nie chcę, żeby strzelba z pierwszego aktu brała udział w naszym „teatrze”. Nagromadzenie broni nie jest żadną gwarancją bezpieczeństwa! Przeciwnie, im jej więcej, tym bliżej wojny. Bezpieczeństwo to zdrowe, wykształcone, sprawne fizycznie społeczeństwo, rozwinięta nauka, mądra młodzież, czyste powietrze i woda – i można tu dodać, co komu jeszcze przyjdzie na myśl. Nie broń! Kto wreszcie zacznie mówić o rozbrojeniu i pokoju – czy są już u nas tacy bohaterowie? Kiedyś byli. W wywiadzie skrupulatnie wymieniono „wrogów” Europy: Rosję, Chiny, Iran, Koreę Północną – to są potencjalni przeciwnicy USA, nie Europy.
Ewa Wesołowska
Wysokie wydatki na zbrojenia nie poprawią bezpieczeństwa Europy. Duże budżety wojskowe nie muszą się równać nowoczesnej armii, a we współczesnych konfliktach masowe armie z setkami czołgów stają się już przeżytkiem. Polska nie wyciąga z tego żadnych wniosków. Wydajemy miliardy na wojsko, choć za połowę tej kwoty dałoby się stworzyć skuteczne siły zbrojne. Jednak problem tkwi nie w pieniądzach, ale w mentalności rządzących, którzy chcą mieć armię z milionami żołnierzy. Nikt nie pyta, ile to kosztuje i jaki jest sens takich zbrojeń.
Paweł Stawicki
Kochali USA, bo dostawali pieniądze
Można być naiwnym i wierzyć, że utrzymankowie USAID czy fundacyjek filantropa Sorosa w zamian za żołd wypłacany im w formie rozmaitych grantów realizowali szlachetne cele, zgodne z interesem swoich krajów. Jednak ten, kto wyciąga lepkie łapki po pieniądze od zagranicznych instytucji, powinien mieć przynajmniej tyle przyzwoitości, by robić to jawnie. Tymczasem często ci sami, którzy z potwornym jazgotem tropili dwojące się im i trojące w oczach „ruskie onuce” i rubelki z Kremla, byli futrowani dolarkami z Waszyngtonu (tylko towarzystwo z „Krytyki Politycznej” przytuliło w parę lat 5 mln dol. – można pożyć!). Pewnie nawet byśmy się o tym nie dowiedzieli, kiedy odcięte od korytka sierotki nie zaczęły skomleć wniebogłosy, gdy widmo wzięcia się do jakiejś uczciwej pracy zajrzało im w oczy. (…)
Roland Wagner
List od czytelnika
dzień dobry,
Rok temu prof. B. Góralczyk obwieścił na łamach Przeglądu, iż esej Putina z 2021 r. to nowa wersja „Mein Kampf” Hitlera. Obecnie inny uczony z UW prof. K. Zajączkowski w rozmowie „Co nam szykuje Trump” kilkakrotnie ostrzega czytelników przed „genem rosyjskiego neoimperializmu”. Dezawuuje również znaczenie spotkania USA- Rosja w Rijadzie, określając je pogardliwie mianem „rozmowy o rozmowach”. A przecież w interesie Polski winno być, aby strony wypracowały rozwiązanie pokojowe dla konfliktu toczącego się tak blisko jej granic. Od wielu lat rusofobia ma u nas status oficjalnej ideologii państwowej. Jej festiwal trwa zatem w najlepsze – wyrazem tego jest koniunkturalne zachowanie klasy politycznej. Ze smutkiem obserwuję, jak rozszerza się to na środowisko akademickie.
Z wyrazami szacunku
Adam Karniej Warszawa
Komicy od Czarzastego
Wyborcy opuścili lewicę ze stemplem Czarzastego. Tę spod innych chorągiewek też. Łatwiej zrozumieć ich frustrację, gdy się czyta też sfrustrowanego Dariusza Cychola. Szef „Faktów po Mitach” przypomina popularny przed trzema laty filmik z Anną Marią Żukowską przekonującą, że mężczyzna może urodzić dziecko, bo przecież może mieć macicę. I Katarzynę Kotulę, ministrę ds. równości. „Kiedy wyszły na jaw rozbieżności z jej deklarowanym i faktycznym wykształceniem, okazało się, że jest osobą magisterską uwięzioną w ciele osoby licencjackiej”. Cychol nawiązał także do plotek o dymisji Andrzeja Szejny. Oficjalnie za nastrzelane kilometrówki, a nieoficjalnie za… niechęć do trzeźwej oceny rzeczywistości.
Jakiego ambasadora chce Duda?
Miała miejsce kolejna potyczka między prezydentem Andrzejem Dudą a ministrem Radosławem Sikorskim. Dotyczyła Bogdana Klicha, który pełni obowiązki kierownika polskiej ambasady w USA. Nie jest pełnym ambasadorem, jest chargé d’affaires, czyli szarżykiem, bo prezydent nie podpisał mu nominacji.
Otóż w jednym z wywiadów prezydent Duda stwierdził, że Klich „nie nadaje się na ambasadora RP w Stanach Zjednoczonych”. A dlaczego się nie nadaje? Ano dlatego, że jego wcześniejsze wypowiedzi na temat Donalda Trumpa były mało Trumpowi przychylne, więc nie jest on odpowiednim kandydatem na ambasadora. Jest, jak określił Duda, kierownikiem placówki, uczynionym na siłę, na zasadzie „na złość mamie odmrożę sobie uszy”.
Na ten wywiad Sikorski odpowiedział bardzo szybko (ciekawe, czy ktoś go do tej odpowiedzi zachęcał…). Na platformie X zaapelował do Andrzeja Dudy, „by nie osłabiał pozycji polskich dyplomatów”. „Proszę Pana Prezydenta, aby nie dezawuował publicznie naszego chargé d’affaires w Waszyngtonie, gdyż utrudnia mu to pracę na rzecz Rzeczpospolitej”, napisał Sikorski. Dodając, że podczas wizyty Andrzeja Dudy w USA Klich „okazał się bardziej kompetentny niż wybrańcy prezydenta”.
Wymiana tych uprzejmości jest dość śmieszna i średnio trafna. Po pierwsze, dowiedzieliśmy się, jak Andrzej Duda ocenia kompetencje dyplomatów. Jeśli mówią (czy mówili) nieprzychylnie o Trumpie, to znaczy, że się nie nadają. Staż dyplomatyczny, doświadczenie, wiedza – te sprawy są bez znaczenia (a mógł Klicha zaatakować za to). Liczy się wazelinka.
Po drugie, nasuwa się pytanie, kogo w takim razie chciałby mieć Duda jako szefa ambasady w Waszyngtonie. Odpowiedź wydaje się prosta – pewnie poprzedniego ambasadora, Marka Magierowskiego, swojego dawnego ministra.
No to posłuchajmy, co Magierowski mówi o Trumpie i trumpowskiej ekipie. Oto kilka jego wypowiedzi z ostatnich dni.
„Jestem bardzo zaniepokojony tym, jak bardzo narracja Kremla przeniknęła do kręgów decyzyjnych w USA. Do Białego Domu i departamentów, które zajmują się polityką zagraniczną. Słyszymy niemalże słowo w słowo komentarze i deklaracje ze strony amerykańskich przedstawicieli, które można wsadzić w usta prezydenta Putina, byłego prezydenta Miedwiediewa czy rzecznika Pieskowa, nie zauważylibyśmy żadnej różnicy”.
„Zajmuję się polityką międzynarodową długo, ale w najdzikszych snach nie spodziewałem się, że dożyję dnia, w którym Stany Zjednoczone będą głosowały tak samo jak Rosja, Białoruś, Korea Północna czy Nikaragua”.
„Słyszałem, że mamy do czynienia z szachistą Trumpem, który rozgrywa pięciowymiarową rozgrywkę z prezydentem Putinem, ale jak spojrzymy na konkretne posunięcia obecnej administracji USA, to naprawdę włosy stają dęba. Mówimy nie tylko o retoryce, ale o konkretnych krokach i faktach”.
„Władimir Putin jest bardzo zdolnym politykiem, który w moim przekonaniu rozgrywa Stany Zjednoczone w sposób mistrzowski. Stany Zjednoczone chyba nie do końca zdają sobie z tego sprawę”.
I co pan, panie prezydencie (jeśli pan jeszcze nie zemdlał), sądzi o tych słowach? Też nieprzychylne?
Bujara marzy o niedzielnych kontrolach
W czołówce specjalistów od opowiadania Polakom, czego chcą, jest Alfred Bujara. Aparatczyk Solidarności, który żyje ze zwalczania handlu w niedziele. Oczywiście w trosce o życie rodzinne pracowników. Bujarze udało się zamknąć duże sieci handlowe. A że życie handlowe nie uznaje próżni, pojawiły się pomysły, jak omijać absurdalne przepisy i handlować pod szyldem biblioteki czy poczty. Bujara wie, jak z tym walczyć. Zabiega o rozbudowanie kontroli. W niedzielę nie będą pracować handlowcy, bo Bujara wyśle w kraj tysiące kontrolerów. O życiu rodzinnym kontrolerów Alfred B. nie myśli. Podobnie jak o losie klientów wystających w soboty w długich kolejkach.
Plastikowa szabelka Potockiego
Samozwańczy ekspert wojenny Andrzej Rafał Potocki zarobił w tygodniku „Sieci” kupę kasy na tasiemcowym serialu o wielkich sukcesach Ukraińców i klęskach Rosjan. By aż tak się nie kompromitować, Karnowski przesunął pracowitego konfabulanta na sam koniec tygodnika. Potocki nie protestował. Kasa ta sama, a myśleć można jeszcze mniej. 3 lutego Potocki wysłał w świat taką myśl: „Prezydent Zełeński już porzucił swoich dotychczasowych niemieckich przyjaciół i kadzi Trumpowi, że w negocjacjach z Rosją Europa jest niepotrzebna, wystarczą Stany i Ukraina. Ten facet ma dwie wybitne zdolności. Pierwsza to szybkie zjednywanie sobie przyjaciół, a druga to jeszcze szybsze zrażanie ich do siebie. Jednak tak otwarte olanie ludzi, którym przed chwilą wciskało się bez wazeliny, jest grubo niesmaczne”.
Czytanie felietonów Potockiego jest jednak pożyteczne. Śmiech to zdrowie.
Z dachu do aresztu
Na drugie powinien mieć Afera. Poseł PiS Dariusz Matecki może oglądać obrady Sejmu w świetlicy więziennej. Ma tyle zarzutów, że grozi mu 10 lat odsiadki. Uważa się za wielkiego spryciarza, ale jest tylko bezczelnym aferzystą. Jako człowiek Ziobry był bezkarny – już nie jest i bardzo to przeżywa. Wyłazi w nocy na dach Sejmu, konkuruje z hejterami na najgłupsze wypowiedzi.
Czuł, że pętla się zaciska. W komunikatorze Signal był członkiem tajnej „Grupy Wejście”. Z aferzystami z Funduszu Sprawiedliwości ustalał, co w tej sprawie robią organy ścigania. Ale kasę z łapówek brał jawnie. W kopertach.
Co dziś oznacza być Europejczykiem?
Witold Bereś,
redaktor naczelny magazynu „Kraków i Świat”
Jeszcze do jesieni 2023 r., gdy bandyci napadli na Izrael (który zareagował niewspółmiernie), a nawet 2024 r., gdy Amerykanie wybrali Forresta Trumpa, było OK. Jesteśmy Europejczykami, bo chcemy Unii Europejskiej, która powstała po to, aby uniemożliwić wojnę na kontynencie. Mało tego, współgrała z USA (dzięki wojskom amerykańskim spacyfikowano Niemcy), zacieśniała współpracę z Izraelem, który był forpocztą Zachodu na Bliskim Wschodzie, wciągnęła młodą Europę, a i wypuściła dżina kultury i sukcesu gospodarczego. Mało: próbowała zaszczepić europejskość w swoim największym przeciwniku, Rosji. Dziś wszyscy się przelicytowują, kto był bardziej antyrosyjski, ale ja tam wiem, że gdyby 20 lat temu udało się Moskwę wciągnąć w krąg Zachodu, dziś byłoby inaczej. Lecz mój świat poszedł w diabły jak głosy oddawane na Unię Wolności – nie ma już ani jednego elementu, który przesądzał o mojej Europie. Dziś prawdziwy Europejczyk musi się szykować do wojny, wszyscy o tym trąbią na lewo i prawo, jakby to była bułka z masłem. A to mnie nie interesuje. Więc już nie wiem, co to znaczy być dzisiaj prawdziwym Europejczykiem.
Dr Agnieszka Kwiatkowska,
socjolożka, politolożka, USWPS
Trzy czwarte Polek i Polaków czuje się Europejczykami, podobny odsetek widzi Unię Europejską jako ostoję stabilności w świecie pełnym niepokojów. Europejskość dziś opiera się głównie na wspólnych wartościach: demokracji i praworządności, ochronie socjalnej obywateli, odpowiedzialności za środowisko i klimat, tolerancji i solidarności. Mimo problemów wewnętrznych Europa pozostaje przestrzenią współistnienia wielu kultur, a bycie Europejczykiem zakłada gotowość do dialogu i myślenia wspólnotowego, bez utraty własnej odrębności. W świetle obecnego kryzysu konstytucyjnego w Stanach Zjednoczonych europejskość to również współdzielona suwerenność i silne mechanizmy ochrony praworządności, które ograniczają możliwości szybkiego rozmontowywania demokracji na poziomie Unii.
Krzysztof Daukszewicz,
satyryk, komentator życia publicznego
Dziś bycie Europejczykiem oznacza, szczególnie w sposobie myślenia, stanie jak najdalej zarówno od Rosji, jak i od Ameryki. Obecna sytuacja na świecie jest szansą, aby Europa wreszcie zadbała o swoją integralność i zrobiła to solidnie i na serio. Warto zdać sobie sprawę, że teraz Ameryce nie będzie zależało na tym, aby Europa funkcjonowała na swoich zasadach. Dla Ameryki liczy się przede wszystkim jej własny interes. To jednak idealny punkt wyjścia do tego, aby Europa zaczęła myśleć o realizowaniu głównie swoich interesów.







