Kraj
Janusz czyste ręce – spin-off
W 31. numerze „Przeglądu” Andrzej Sikorski w artykule „Janusz czyste ręce” opisał szlachetną postać byłego posła PiS Janusza Cieszyńskiego, obecnie członka klubu parlamentarnego Rozwój Plus.
Autor nie wspomniał o jednej sprawie – dotyczącej budowy sieci światłowodowych, na które w latach 2014-2020 Polska otrzymała łącznie ponad kilka miliardów złotych dotacji unijnych. Konkursy, w trakcie których dzielono kasę, organizowało Centrum Projektów Polska Cyfrowa (CPPC). „Na światłowody” przyznało ono kwotę 4,4 mld zł spółkom mającym je kłaść.
31 maja 2022 r. NIK opublikowała informację o wynikach kontroli dotyczącej budowy sieci internetu w województwie lubelskim „Efekty realizacji projektów dotyczących zapewnienia szerokopasmowego dostępu do internetu na terenie województwa lubelskiego”. I nie zostawiła suchej nitki na wspomnianym centrum: „NIK negatywnie ocenia realizację projektów budowy szybkiej sieci szerokopasmowej na terenie województwa lubelskiego, a także
Wojna na prawicy
Czy Mateusz Morawiecki wywróci stolik, czy sam się wywróci?
Czy 40 parlamentarzystów, którzy wyszli z PiS razem z Mateuszem Morawieckim, wywróci polską scenę? Oto pytanie dnia.
Na naszych oczach prawica zmienia kształt. Jeszcze niedawno było to wielkie PiS, notujące 40% poparcia, i mała, paroprocentowa Konfederacja. Dziś prawica podzielona jest na cztery ugrupowania. Konfederacje są dwie i rosną. PiS nie ma już 40% poparcia, oscyluje wokół 20%, a niektóre sondaże dają mu mniej. Partii Jarosława Kaczyńskiego wyborców zabierają Konfederacje, teraz też ugrupowanie Morawieckiego. To tworzy nową sytuację. Tylko czy utworzy?
Kim jesteście, harcerze?
Patrząc na ekipę Morawieckiego skojarzenia mamy proste. To głównie ludzie, którzy pracowali z nim w rządzie. Administratorzy i urzędnicy. Czy z taką armią można rzucić rękawicę Kaczyńskiemu? Z armią, dodajmy, poobijaną rządzeniem. Mającą opinię osób wysferzonych, bogatych, którymi interesuje się prokuratura. O Mateuszu Morawieckim nie ma co wspominać. Ma prawomocne wyroki za kłamstwa oraz opinię bankstera, milionera oderwanego od życia zwykłych ludzi. I w każdej chwili może do niego zapukać prokurator.
Śledztwo dotyczące okradania Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych trwa i przynosi efekty. Były szef RARS Michał Kuczmierowski uciekł do Londynu i tam oczekuje na decyzję o ekstradycji. Śledczy zamierzają też przesłuchać innych ludzi Morawieckiego: jego najbliższego doradcę Mariusza Chłopika, i byłego prezesa Agencji Rozwoju Przemysłu Cezariusza Lesisza.
Wcześniej funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego wkroczyli do mieszkań czworga bliskich współpracowników Morawieckiego: Anny i Pawła P., Włodzimierza D. oraz Renaty K. Paweł P. zatrzymany został na trzy miesiące, pozostałych zwolniono za poręczeniem majątkowym. Otrzymali zarzuty działania w zorganizowanej grupie przestępczej, a także przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków na korzyść należącej do Pawła Sz. fundacji Red is Bad.
Nie wygląda to dla Morawieckiego dobrze. Zwłaszcza że, jak czytamy w komunikacie śledczych, wyprowadzone z RARS pieniądze „przeznaczono na finansowanie kampanii politycznych, w szczególności na opłacanie zespołu osób zajmujących się sztucznym kreowaniem zasięgów,
r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl
Długa lista rozłamów Kaczyńskiego
Nigdy nie miał skrupułów, by rozbijać inne partie
Nigdy wcześniej nie było w Polsce tak długowiecznego lidera partyjnego jak Jarosław Kaczyński. Ćwierć wieku Prawa i Sprawiedliwości, a wcześniej cała dekada Porozumienia Centrum nie były jednak czasem niekwestionowanego przywództwa prezesa tych ugrupowań. Przeciwnie – historia PC i PiS toczyła się w rytm kolejnych rozłamów dokonywanych przez tyleż ambitnych, co zbyt samodzielnych polityków, dla których nigdy nie było miejsca w formacji Kaczyńskiego. Jednocześnie warto pamiętać, że sam Kaczyński nigdy nie miał skrupułów, by inspirować rozłamy w innych ugrupowaniach, jeśli tylko mógł z tego odnieść doraźne korzyści.
Wymiana kadr
Wszak utworzenie w maju 1990 r. Porozumienia Centrum nie było niczym innym, jak pierwszym rozłamem w wielkim obozie Solidarności, którego polityczną reprezentację od wiosny 1989 r. stanowił ruch komitetów obywatelskich. Jarosław Kaczyński dokonał tego rozłamu, nie kryjąc, że jego celem jest „przyśpieszenie”, które miało polegać na szybkiej wymianie kadr państwowych z PRL-owskich na solidarnościowe. W jego opinii nie robił tego wystarczająco szybko rząd Tadeusza Mazowieckiego, dlatego Kaczyński oskarżył premiera o prowadzenie polityki „grubej kreski” i zaczął go publicznie atakować. Wykorzystał przy tym prezydenckie ambicje Lecha Wałęsy, organizując PC jako koalicję różnorodnych środowisk wspierających lidera Solidarności w drodze do Belwederu. Stąd też początkowo w PC znalazły się małe ugrupowania chadeckie, ludowe, a nawet Kongres Liberalno-Demokratyczny, czyli partia Donalda Tuska i jego kolegów.
Dopiero zwycięstwo wyborcze Wałęsy w grudniu 1990 r. pozwoliło Kaczyńskiemu przekształcić PC w jednolitą partię. Na jej prezesa został wybrany na pierwszym kongresie, który odbył się w marcu 1991 r. Nie było tam już wtedy ani gdańskich liberałów, ani solidarnościowych ludowców, ani chadeków spod znaku mecenasa Władysława Siły-Nowickiego, a Jarosław Kaczyński był jedyną rozpoznawalną postacią w nowej partii. Wybrano go większością 368 głosów, podczas gdy jedyny kontrkandydat otrzymał zaledwie 40 (był nim zupełnie zapomniany później Janusz Andruszkiewicz).
Trudno temu się dziwić: lider PC był już wtedy szefem Kancelarii Prezydenta, zatem jego ugrupowanie uchodziło za „wałęsowską partię władzy”, do której lgnęło wielu karierowiczów, w tym dawnych działaczy PZPR, ZSL, SD czy PAX – mimo że PC głosiło hasło dekomunizacji. Mało kto wtedy zdawał sobie sprawę, że relacje między Kaczyńskim a Wałęsą są coraz gorsze i tylko dzięki wejściu do Sejmu jesienią 1991 r. (wcześniej byli senatorami) braciom Kaczyńskim udało się uniknąć spektakularnego wyrzucenia z Belwederu.
W tych pierwszych całkowicie demokratycznych wyborach parlamentarnych wystawiono kilkadziesiąt list, a wśród nich Porozumienie Obywatelskie Centrum – sojusz PC z częścią działaczy komitetów obywatelskich oraz niewielką grupą ludowców pod wodzą Romana Bartoszczego, noszącą patetyczną nazwę Polskie Forum Ludowo-Chrześcijańskie „Ojcowizna”.
Pierwotnym planem Kaczyńskiego był wspólny start wyborczy z odrodzonym PSL, którego solidarnościowy ludowiec Bartoszcze był pierwszym prezesem, jednak plany te pokrzyżowała większość dawnych działaczy ZSL. W czerwcu 1991 r. doprowadzili oni do odwołania prezesa (nowym został młody Waldemar Pawlak) i samodzielnego startu w wyborach, Bartoszcze zaś dokonał rozłamu, który jednak w niczym nie zagroził PSL.
Na listę POC w 1991 r. padło prawie milion głosów (8,71%) – dało to Kaczyńskiemu 44-osobowy klub w Sejmie. On sam miał wówczas zaledwie 42 lata, co w elitach postsolidarnościowych stawiało go na niezbyt wysokiej pozycji. Dlatego musiał wykreować na premiera kogoś starszego i z większym autorytetem – znanego adwokata Jana Olszewskiego.
Rozłam dotkliwy, ale niejedyny
Nowy gabinet przetrwał zaledwie pół roku, skutecznie konfliktując się z większością ugrupowań i z prezydentem Wałęsą, lecz z punktu widzenia Kaczyńskiego najgorsze było to, że premier zupełnie nie liczył się z jego przywództwem. Toteż nie było wielką niespodzianką, że niedługo po upadku rządu
Weto Nawrockiego uderza w 2 mln Polaków
Państwo nie jest od wychowywania ludzi
Dr hab. Sebastian Gajewski – podsekretarz stanu w ministerstwie pracy, rodziny i polityki społecznej. doktor habilitowany nauk prawnych, profesor uczelni, radca prawny. Przygotował kilkadziesiąt projektów ustaw zgłaszanych w IX kadencji Sejmu RP przez klub parlamentarny Lewicy, m.in. ustawę wprowadzającą rentę wdowią, zmiany w zasiłku pogrzebowym czy projekt ułatwiający nabywanie emerytury minimalnej przez pracujących na śmieciówkach. Wchodzi w skład władz krajowych Nowej Lewicy.
Zaskoczyło pana weto prezydenta Nawrockiego do ustawy o statusie osoby najbliższej?
– Należało się tego weta spodziewać. Wskazywały na to wypowiedzi współpracowników prezydenta, a także postawa jego kancelarii w trakcie prac nad projektem ustawy. Reprezentujący prezydenta RP minister Paweł Szefernaker i minister Barbara Socha wzięli udział w posiedzeniu komisji na etapie sejmowym, ale nie przedstawili konkretnych propozycji, nie byli zainteresowani podjęciem realnego dialogu. W Senacie przedstawiciele prezydenta nawet się nie pojawili, a przecież to najlepsze miejsce do poprawiania ustaw. Więc tak, spodziewaliśmy się tego weta.
W kampanii wyborczej Karol Nawrocki zapowiadał, że ustawę podpisze.
– Owszem, w trakcie kampanii wyborczej deklarował, że jest zainteresowany przyjęciem ustawy o statusie osoby najbliższej. Ponadto w październiku 2025 r. byłem z dużą częścią rządu w Pałacu Prezydenckim, przy okazji posiedzenia Rady Dialogu Społecznego. Tam prezydent z własnej inicjatywy – bo dyskusja dotyczyła bezpieczeństwa energetycznego Polski, zatem spraw odległych od kwestii związanych ze statusem osoby najbliższej – zadeklarował, że jest zainteresowany podpisaniem, wsparciem takiej ustawy. Przyjmowałem tę deklarację jako dobrą monetę.
Jako zachętę do kompromisu?
– Powstał projekt ustawy o statusie osoby najbliższej, bardzo łagodny, uwzględniający różne wrażliwości. W naszej ocenie był to projekt dający to minimum, na które, jak sądziliśmy, zgodzą się i nasi przyjaciele z koalicji, z Polskiego Stronnictwa Ludowego, jak i może zgodzić się pan prezydent. Nie jest tajemnicą, że ten projekt był przedmiotem wspólnej pracy z jednej strony Lewicy, a z drugiej PSL.
PSL reprezentowała Urszula Pasławska. Mówiła, że chodziła do Kancelarii Prezydenta i tam wszystko ustalała.
– Urszula Pasławska była bardzo zaangażowana w pracę nad ustawą o statusie osoby najbliższej. Usiłowała przekonać Pałac Prezydencki, ażeby tę ustawę prezydent podpisał. To się nie udało.
Prawie 2 mln obywateli RP zostało z niczym.
– Realnie ok. 2 mln Polek i Polaków żyje w związkach nieformalnych,
r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl
Misja konsula Herra
Mały konsulat w Opolu łączy działania lokalnych władz i mniejszości niemieckiej
Peter Herr – kierownik Konsulatu Republiki Federalnej Niemiec w Opolu (2022-2026). Wcześniej zastępca konsula generalnego i kierownik administracji w Konsulacie Generalnym Niemiec w Doniecku, dyplomata w zespole Ambasady Niemiec w Mińsku, placówek w Krakowie, Wilnie, Rydze, Izmirze.
W Opolu znajduje się najmniejszy niemiecki konsulat w Polsce. Ale to tu w trakcie zakończonej właśnie misji konsula Petera Herra na dobre zaistniała nowoczesna kultura niemiecka, miały miejsce polsko-niemieckie wydarzenia miejskie uwspółcześniające wizerunek Niemiec i mniejszości niemieckiej. Opolskie stało się też centrum obchodów 35. rocznicy podpisania Traktatu między Rzecząpospolitą Polską a Republiką Federalną Niemiec o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy z 17 czerwca 1991 r.
Spotykamy się w 35. rocznicę podpisania traktatu o dobrym sąsiedztwie. Gratuluję uroczystości, podczas której dobrze brzmieli nawet politycy, a Marlena Dietrich „rozmawiała” na scenie z Czesławem Niemenem swoją wersją piosenki „Czy mnie jeszcze pamiętasz?”, do której kupiła prawa autorskie. W jakim punkcie są nasze relacje?
– Nasze państwa, dwaj bezpośredni sąsiedzi, mają dziś silną potrzebę wzmocnienia architektury bezpieczeństwa oraz rozszerzenia współpracy gospodarczej. Wynika to z wydarzeń rozgrywających się poza granicami Niemiec i Polski. Obecnie musimy przeznaczyć niebagatelne środki na zapewnienie zdolności obronnych i bezpieczeństwa obywateli oraz dalsze istnienie naszych państw. Oznacza to również konieczność strategicznego dostosowania kierunku działań gospodarczych, tak aby ten proces się rozwijał.
Jaką rolę widzi pan teraz dla mniejszości niemieckiej, obecnej także w lokalnych władzach województwa opolskiego?
– Dostrzegam zbieżność celów i potrzeb Polaków oraz Niemców, co utwierdza mnie w przekonaniu, że jesteśmy partnerami idealnymi – czy to w kontekście obronności, gospodarki, czy kultury. Mniejszość niemiecka jest podmiotem wyjątkowo pasującym do roli budowniczego mostów między obydwoma społeczeństwami obywatelskimi. Poświęciłem wiele czasu, by zachęcać jej członków do realizacji tego celu, staraliśmy się ich pozyskać do uczestnictwa w tym procesie – skorzystać na tym mogą wszystkie zaangażowane strony. Nasze społeczeństwa lepiej się poznają i nawiązują współpracę. Zrealizowaliśmy wiele wspólnych projektów – także tutaj, w Opolu.
Brzmi to nieco idealistycznie, bo polska większość jest daleka od realnego kontaktu z niemiecką mniejszością i odwrotnie. Trudno takie relacje nawiązać – myślę o tych częściach Polski, gdzie więcej jest obaw niż doświadczenia ze współmieszkania, bycia sąsiadem.
– Moim celem była reforma i modernizacja projektów dla mniejszości. Odnieśliśmy w tym zakresie kilka sukcesów. Wspólnie – mam na myśli moją współpracownicę, „przewodniczkę” i tłumaczkę, panią Sandrę Cierniak – opracowaliśmy kilka podejść projektowych, które okazały się bardzo skuteczne. Zorganizowaliśmy np. razem festiwal uliczny w Opolu, którego wcześniej nie było. Podjęliśmy współpracę ze Stowarzyszeniem Pro Liberis Silesiae z Raszowej, związanym z dwujęzyczną szkołą Montessori, które wykonuje świetną pracę z młodzieżą, a to jest dla mnie priorytetem, bo to młodzi napędzają świat. Opracowaliśmy projekt współpracy z miastem Opole, udało nam się nawiązać dobre kontakty z opolskim magistratem – prezydent Arkadiusz Wiśniewski był w tej kwestii bardzo otwarty i pomocny. Zrobił to dla swojego miasta i jego mieszkańców – Polaków, Niemców, dla wszystkich. Pozostaję pod ogromnym wrażeniem tych działań.
Jakie wydarzenia były owocem tej współpracy?
– Zorganizowaliśmy np. na rynku w Opolu święto piwa dla Niemców, Polaków i Czechów – czegoś takiego też nie było, Opole organizowało takie wydarzenie wcześniej jedynie z Czechami. Zacieśniliśmy więzi z partnerskim miastem Ingolstadt – tamtejsi artyści i przedstawiciele kultury uznali nasz festyn uliczny za fantastyczne doświadczenie. Zobaczycie państwo niebawem – mnie już tu nie będzie – widowiskowy tradycyjny Schäfflertanz,
Janusz czyste ręce
Poseł Cieszyński powinien siedzieć cicho, a nie zgrywać się na zbawcę Polaków
Były wiceminister zdrowia w ostatnich tygodniach stał się najaktywniejszym politykiem opozycji. Pielgrzymuje po mediach, ostro recenzując nadużycia obozu władzy w Warszawskim Szpitalu Południowym i w innych placówkach zarządzanych przez polityków KO. Przeprowadza interwencje poselskie, założył nawet skrzynkę kontaktową dla sygnalistów – pracowników systemu opieki zdrowotnej. Jednocześnie obiecuje, że „wypali patologię w publicznych szpitalach rozgrzanym żelazem”, w sprawie afery Warszawskiego Szpitala Południowego żąda powołania sejmowej komisji śledczej, a o Dawidzie Kacprzyku mówi, że „jest złodziejem który ukradł co najmniej 600 tys. zł”.
Choć Janusz Cieszyński wytyka złodziejstwo w szeregach KO, jednocześnie wpłacił 50 tys. funtów kaucji za wypuszczenie z angielskiego aresztu byłego szefa Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych Michała Kuczmierowskiego, który wyrasta na czołowego pisowskiego złodzieja. Przypomnijmy, że zaufany człowiek premiera Mateusza Morawieckiego wyprowadził z RARS kilkaset milionów złotych, a gdy zaczęło się wokół niego robić gorąco, czmychnął za granicę.
„Czy pan widział lub słyszał jakiekolwiek dowody na to, nawet poszlaki, że ja choćby złotówkę ukradłem z budżetu państwa? Wobec mnie nikt nigdy takich zarzutów nie stawiał, bo ja nigdy na państwowym się nie pasłem w przeciwieństwie do pana Kacprzyka”, mówił Cieszyński w rozmowie z dziennikarzem Polskiego Radia.
Nie mamy dowodów na to, że Janusz Cieszyński ukradł choćby złotówkę z budżetu państwa ani nawet, że „pasł się na państwowym”, ale jako wiceminister zdrowia nie tylko tolerował naganne praktyki „państwowego wypasu”, lecz im wręcz patronował. Dzięki niemu tacy sami cwaniacy jak działacz KO Dawid Kacprzyk, tylko że związani z PiS, zarobili gigantyczne pieniądze.
Cudowne maseczki
Dotarliśmy do niepublikowanych wcześniej akt śledztwa w sprawie afery maseczkowej z czasów pandemii COVID-19. Wiosną 2020 r. Ministerstwo Zdrowia kupiło 120 tys. masek ochronnych od instruktora narciarstwa za ok. 5 mln zł. Janusz Cieszyński, który nadzorował transakcję, nie tylko przepłacił kilkukrotnie za felerny towar, ale nabył go na tzw. gębę, czyli bez zawierania pisemnej umowy!
Jeszcze 26 lutego 2020 r. ówczesny minister zdrowia Łukasz Szumowski drwił z pomysłu noszenia maseczek. „One nie pomagają. One nie zabezpieczają przed wirusem,
Oszukał miliony Polaków. Obsesje Nawrockiego
Co gwarantowały ustawy o statusie osoby najbliższej?
• Nadanie oficjalnego, chronionego prawem statusu „osoby najbliższej w związku”, zrównującego prawa partnerów.
• Gwarancja dostępu do informacji o stanie zdrowia oraz dokumentacji medycznej partnera.
• Prawo do reprezentowania partnera przed sądami i organami administracji publicznej.
• Możliwość działania za partnera w sprawach tzw. zwykłego zarządu (np. na poczcie) w razie jego przemijającej niedyspozycji. Odebranie dziecka z placówki, gdy ty nie możesz tego zrobić, jest klasyczną sprawą zwykłego zarządu, do której partner zyskuje twarde, oficjalne upoważnienie.
• Prawo do odmowy składania zeznań przeciwko partnerowi w postępowaniach karnych, cywilnych i administracyjnych.
• Domyślna rozdzielność majątkowa, jednakże z pełnym prawem do ustanowienia wspólności majątkowej.
• Wspólne rozliczenie PIT: prawo do łącznego opodatkowania dochodów na takich samych zasadach jak małżeństwa (w przypadku wyboru wspólności majątkowej).
• Brak podatku od spadków i darowizn: Zaliczenie partnerów do zerowej grupy podatkowej, co zwalnia z podatku przy darowiznach i dziedziczeniu.
• Możliwość zagwarantowania w umowie wsparcia finansowego (alimentów) w razie niedostatku po ewentualnym rozstaniu.
• Renta rodzinna (wdowia): prawo do ubiegania się o rentę rodzinną po zmarłym partnerze z ZUS, KRUS i w służbach mundurowych.
• Zasiłek opiekuńczy: prawo do płatnego zwolnienia z pracy (L4) na opiekę nad chorym partnerem.
• Możliwość zgłoszenia partnera do własnego ubezpieczenia zdrowotnego jako członka rodziny.
• Prawo do organizacji pochówku i pobrania zasiłku pogrzebowego po zmarłym partnerze.
• Ochrona mieszkaniowa: prawo do korzystania z mieszkania należącego do partnera.
• Zabezpieczenie przed eksmisją: Możliwość wpisania do umowy konkretnego terminu na wyprowadzkę w razie rozpadu związku, chroniącego przed nagłą utratą dachu nad głową.
• Prawo do wstąpienia w stosunek najmu lokalu mieszkalnego po śmierci partnera.
• Możliwość dołączenia do umowy odrębnych, wzajemnych testamentów sporządzonych bezpośrednio u notariusza.
Burza w sieci
Bożena O.: Tym wetem pokazał swoje oblicze: pogarda, buta, brak szacunku dla 1,8 mln obywateli, którzy żyją w związkach nieformalnych. #SzkodliweWeto. (Facebook)
Małgorzata M.: Akurat dla dobra obywateli byłoby podpisanie tej ustawy, a nie jej zawetowanie, panie Prezydencie nie wszystkich Polaków. (Facebook)
Aventura E.: Ciekawe czy gdyby Pana córka była w związku partnerskim, to by Pan nie podpisał… Szok, żeby być tak mało empatycznym. (TikTok)
lukem0: Wyjątkowy status małżeństwa, mówi to facet który reprezentuje partię, w której zaraz będzie więcej rozwodów niż ślubów. (TikTok)
Black B.: Politycy prawej strony udają ślepych na to, że coraz więcej ludzi żyje razem bez zawierania małżeństwa i dotyczy to głównie par heteroseksualnych. I to się nie zmieni, przeciwnie, instytucja małżeństwa będzie coraz rzadziej wybierana z biegiem lat. Ale PiS i Konfa myślą, że zmuszą ludzi do zawierania małżeństw, mhmm. (TikTok)
Urszula G.: Sytuacje patologiczne to są, kiedy dwa nieroby mają czwórkę dzieci i chleją z zasiłku, ale to jest święta rodzina. A wy nazywacie patologią ludzi, którzy kochają inaczej. Wstydu nie macie, katolicy inaczej. (Facebook)
Piotr M.: Kolejna obietnica Nawrockiego po tańszym prądzie (tym niezależnym od wszystkiego), która dowodzi jego wyborczych kłamstw. Ma w tym doświadczenie. (Facebook)
Piotr Z.: Jeżeli Pan Prezydent jest częściowo za, ale jednak przeciw, to czy z Kancelarii Prezydenta wyjdzie propozycja ustawy regulującej obszary, które Pan Prezydent byłby skłonny poprzeć? (Facebook)
o. Łukasz Sośniak, jezuita: Szkoda, że prezydent zawetował tę ustawę. Nie było w niej nic, co by zagrażało rodzinie. Czy prawo do dziedziczenia, wgląd w dokumentację medyczną w szpitalu czy wspólny kredyt w jakikolwiek sposób ubliżają sakramentowi małżeństwa? To zwykła ochrona prawna osób, które de facto tworzą wspólnoty domowe i mają prawo do godnego pochówku partnera czy wspólnego lokalu. To minimum prawne, które ludziom po prostu się należy. Jako katolicy mamy obowiązek promować małżeństwo, dawać świadectwo o jego pięknie i wyjątkowości. Nie oznacza to jednak, że wolno nam utrudniać życie tym, którzy naszej wizji życia nie podzielają. Weto prezydenta nie uratowało małżeństwa, bo ono nie było zagrożone. Odebrało jedynie szansę na ucywilizowanie statusu setek tysięcy Polaków, nie dając nic w zamian poza poczuciem wykluczenia. (portal X, wyświetlenia: 367 tys.)
Wyobraź sobie sytuację, gdy osoba, z którą od kilkunastu lat dzielisz życie, opłacasz wspólnie rachunki i wychowujesz dzieci, nagle trafia w ciężkim stanie do szpitala. Biegniesz na oddział i od lekarza dowiadujesz się, że partner jest nieprzytomny, a ty – bez wcześniejszych formalnych upoważnień w karcie pacjenta – nie uzyskasz żadnej informacji o stanie jego zdrowia. Według państwa bez osobnych umów czy pełnomocnictw notarialnych wciąż jesteś „kimś obcym”. To poczucie niepewności czy braku automatycznej, systemowej ochrony miała zlikwidować ustawa o statusie osoby najbliższej.
Przed wyborami „obywatelski” kandydat Karol Nawrocki, popierany przez Prawo i Sprawiedliwość, przedstawiał wizję bezpiecznego, ludzkiego państwa i zapewniał, że jest zwolennikiem uregulowania statusu osób najbliższych. Rok po kampanii, już jako prezydent RP, wyrzucił do kosza ustawę, na którą czekało ok. 1,8 mln dorosłych ludzi żyjących w relacjach nieformalnych.
Rozczarowanie w polityce
Zgorszenie w Markowej. Stosunek do Żydów – czuły punkt Polaków
Reakcje na felieton prof. Andrzeja Romanowskiego na temat Żydów i rodziny Ulmów
Felieton prof. Andrzeja Romanowskiego „Tryptyk chłopski. I. Zgorszenie w Markowej” („Przegląd” nr 30/2026) wywołał lawinę komentarzy i wpisów na Facebooku. Tylko do piątku było ich ponad 2 tys. Oczywiście ich poziom merytoryczny jest różny, nie brakuje też obelg wobec autora felietonu.
Warto w tym miejscu zaznaczyć, że matka prof. Romanowskiego była z domu Bytnar, a jej ojciec Jakub był kuzynem Stanisława, ojca Jana Bytnara „Rudego”, o czym szerzej można przeczytać w książce „Życie pełne historii”, dostępnej w sklepie „Przeglądu”.
Prof. Romanowski podjął ważny temat – prezentowania (a raczej ukrywania) przeszłości, w tym wypadku wsi Markowa, Żydów, rodziny Ulmów i ich sąsiadów.
W reakcji na felieton odezwał się nawet IPN, który zarzucił autorowi głoszenie nieprawdy, przywołując prace Mateusza Szpytmy, faworyta Karola Nawrockiego na fotel prezesa. Szpytma na rodzinie Ulmów zbudował swoją pozycję w instytucie. Wierzy tylko w wybrane źródła i dokumenty, a deprecjonuje ustalenia innych, w tym badaczy z dorobkiem naukowym.
Poniżej publikujemy wpisy odnoszące się zarówno do felietonu, jak i do naszej historii, które można określić jako reprezentatywne, pokazujące różne poglądy i postawy komentujących.
Beata Michajłow: Pana Romanowskiego chyba poniosła fantazja literacka albo w jasny sposób wpisuje się w nurt antypolonizmu, od jakiegoś czasu toczącego tzw. elity. Otóż mord na Żydach przez Markowian nigdy nie miał miejsca. Nie bardzo wierzę, by człowiek wykształcony miał tak duże braki w elementarnej wiedzy lub nie sprawdził faktów,








