Od czytelników
Listy od czytelników nr 04/2026
Ja też tak to widziałem
Jestem po lekturze książki Andrzeja Karpińskiego „Jak ja to widziałem” i w pełni zgadzam się z sugestiami Pana Profesora dotyczącymi negatywnej (może nie w całości) oceny okresu transformacji po 1989 r. Należę do pokolenia 60+ i wychowałem się oraz wykształciłem w Polsce Ludowej, z czego jestem podobnie jak Pan Profesor dumny. Po ukończeniu studiów pracowałem dla dobra kraju i naszej gospodarki w dużym kombinacie energetycznym. Fakt, że doczekaliśmy czasów, gdy liczy się głównie kasa, nie jest wcale pozytywny, wręcz przeciwnie – sprawdza się powiedzenie: „Pieniądze szczęścia nie dają”. Znam wiele osób, w tym z bliskiego otoczenia, które w pogoni za kasą i karierą zatraciły rozum. Wiele z nich niestety straciło albo zdrowie, albo rodziny, a w niektórych przypadkach nawet życie. A ci, którzy w pogoni za pieniędzmi jeszcze funkcjonują, czy są szczęśliwi? Wątpię. Najważniejszym dobrem, przynajmniej dla mnie, jest zdrowa i szczęśliwa rodzina. Czyż nie jest pięknie pobawić się z zadowolonymi i szczęśliwymi wnukami? Wielu bogatych zapewne oddałoby duże pieniądze, aby mieć szczęśliwą rodzinę.
Myślę, że Pan Profesor powinien czuć się spełniony. A życie zawodowe jest tylko częścią naszej ziemskiej egzystencji.
Okres transformacji również przeżyłem boleśnie, gdy na naszych oczach restrukturyzowano (czytaj: likwidowano) kolejne zakłady przemysłowe. Niestety, po 1989 r. mamy rządy zarządzające Polską, a nie działające w interesie Polski, w którym to przypadku planowa polityka gospodarcza powinna być jednym z nadrzędnych celów. Weźmy pod uwagę np. potęgę gospodarczą – Chiny, gdzie polityka planowa jest sukcesywnie i konsekwentnie realizowana, niezależnie od tego, kto jest u władzy.
Myślę, że historia pozytywnie oceni zdobycze PRL, ale niestety nie nastąpi to zapewne szybko. Panie Profesorze, może Pan chodzić z podniesioną głową, czego nie da się powiedzieć o „elitach” politycznych po roku 1989.
Witold Misztela, stały czytelnik
Kartka na nowy rok
W notatniku w zapisie mojej pierwszej „tygodniowej kartki życia” w nowym roku zaznaczyłem, że rozpoczynam go z dużym pesymizmem, żeby nie powiedzieć z obawą, czy zapiszę kolejne kartki bez wiadomości o wojnie na świecie.
Przeżyłem 80 lat w ojczyźnie bez wojny. Chociaż pewne podobne stany były wprowadzane w kraju i na świecie. Wprowadzano je, aby powstrzymać próby radykalnego rozwiązania sporów społeczno-politycznych. W sposób prawnie uzasadniony lub bezprawnie. Historia potwierdza, że nauka poszła w las. (…)
W mojej ocenie w naszym kraju wypaczono prawie wszystko: PRL uznano za komunę, z lewicą, która zniszczyła kraj; Solidarność była inicjatywą klasy robotniczej i kierunkiem przemian społecznych, które jednak pogrzebały klasę robotniczą; pojęcia sprawiedliwość i prawo zostały wykorzystane przez partię; „szacunek dla historii Polski” – obecnie preferowany przez IPN. Przed wyborami pretendenci do rządzenia podnosili hasła likwidacji tej bardzo kosztownej instytucji, ciągle wspieranej przy braku środków na służbę zdrowia i oświatę (…).
Szanuję urząd Prezydenta RP – oceniam, że każdy, nawet pełniący ten urząd, powinien go szanować. Według mnie krzyki prezydenta na zlocie kibiców na Jasnej Górze były nie na miejscu. Chwalił się on, ile to już stanowisk państwowych zajmował, wykorzystując formę powitań z instytucji państwowych do innych celów. (…)
W mojej opinii dziś dopełnia się procedura i działanie twórców sprawiedliwości i prawa w naszym kraju na azylu węgierskim.
Zbigniew Olszewski, sierota po PRL
Trump jest wynaturzeniem i nie przetrwa
Nareszcie ktoś to wyartykułował: „Frustracja i rozczarowanie dotyczą nie tego, że czujemy się biedni, ale tego, że inni mają lepiej”. Dlatego im więcej Trzaskowski pokazywał, że świetnie rządzi Warszawą, która rozwija się wspaniale, tym chętniej jego przeciwnicy głosowali na Nawrockiego. Istnieje z pewnością psychologia zazdrości.
Anna Zawadzka
Wojna w rzymskim metrze
Po raz pierwszy od lat pojechałam ostatnio do Mediolanu. Dotąd wydawało mi się, że w Berlinie i innych niemieckich miastach zrobiło się nieciekawie, ale to, co zobaczyłam w stolicy Lombardii, naprawdę mnie przeraziło. To miasto zostało właściwie przejęte przez gangi. Strach poruszać się tam w biały dzień, a normalne niegdyś wieczorne wyjścia to już niemal sport ekstremalny. (…) Nie mam pojęcia, jak można było dopuścić do czegoś takiego w Europie, w cywilizowanych krajach, w takich pięknych miastach. Włos się jeży na głowie. I do tego ta omerta mainstreamu, omijającego jak najszerszym łukiem istotę rzeczy. Jakieś gangi, jacyś tajemniczy kieszonkowcy, jakieś – jak to się zgrabnie ujmuje w niemieckich mediach – „grupy agresywnych młodych mężczyzn”, których nagle jakimś cudem namnożyło się w europejskich metropoliach…
Nie wiadomo kto, nie wiadomo co, nie wiadomo skąd, co to za jedni, skąd ich tylu, jak to się stało, że tu się znaleźli. Czy to był jakiś desant, czy może Europejczycy nagle rozmiłowali się nadmiernie w złodziejstwie, napadach, gwałtach, wymachiwaniu nożami i maczetami? Tysiąc pytań, żadnych sensownych odpowiedzi. Niby człowiek widzi na własne oczy, ale boi się nazwać rzecz po imieniu, by nie dostać od razu po głowie pałką poprawności politycznej.
Eva-Maria Golos
Listy od czytelników nr 52/2025
Szarlatani szaleją
Na gruncie psychologii i socjologii „bratanie się” środowisk antynaukowych z politycznymi antysystemowcami nie jest przypadkiem ani zbiorem osobliwych sympatii, lecz dość spójną konfiguracją interesów, emocji i sposobów myślenia. Zarówno antynaukowość, jak i antysystemowość budują swoją tożsamość poprzez sprzeciw wobec instytucjonalnej nowoczesności: państwa, akademii, mediów, medycyny czy struktur ponadnarodowych. Psychologicznie mamy tu do czynienia z tożsamością negatywną, w której poczucie, „kim jesteśmy”, rodzi się z wyraźnego, „przeciw komu jesteśmy”. Nauka instytucjonalna, ze swoim autorytetem i procedurami, pełni funkcję symbolicznego centrum władzy poznawczej, dlatego jej odrzucenie staje się odrzuceniem porządku społecznego, który ta nauka legitymizuje. (…)
Silnym spoiwem obu środowisk jest myślenie spiskowe, które psychologicznie porządkuje świat w warunkach niepewności i braku kontroli. Zarówno antynaukowcy, jak i antysystemowcy operują przekonaniem, że nic nie dzieje się przypadkiem, oficjalne wyjaśnienia są kłamstwem, a prawda jest ukryta i dostępna jedynie nielicznym „przebudzonym”. Daje to poczucie wyjątkowości i moralnej wyższości, a polityka w stylu Brauna ujmuje ten schemat w ramę etyczną: jesteś po stronie dobra, bo sprzeciwiasz się fałszowi systemu. (…)
Zarówno antynaukowość, jak i radykalna antysystemowość opierają się w większym stopniu na afektach niż na argumentach. Gniew, lęk i poczucie krzywdy są znacznie skuteczniejszym paliwem niż język niepewności, statystyki i falsyfikacji, którym posługuje się nauka. Narracje polityczne oferujące proste rozróżnienie na winnych i ofiary, zdradę i prawdę bardziej przemawiają do odbiorców uzdrowicieli, guru i teorii alternatywnych niż chłodny, probabilistyczny opis rzeczywistości.
W tym sensie antynaukowość pełni konkretną funkcję polityczną. Zapewnia ugrupowaniom antysystemowym gotową, silnie zmotywowaną grupę wyborców protestu, nieufnych wobec instytucji i odpornych na fakty. Dlatego pytanie, czy konkretna postać rzeczywiście wierzy w poglądy szarlatanów, jest drugorzędne. Istotniejsze jest to, że antynaukowość i antysystemowość wyrastają z tych samych psychologicznych deficytów i spełniają te same funkcje społeczne: delegitymizują istniejący porządek i zastępują go uproszczoną, moralistyczną wizją świata.
Janusz Watut
Każdy, kogo w jakiś sposób dotknęła choroba nowotworowa: jego samego, kogoś w rodzinie, wśród przyjaciół, w pracy, pewnie zauważył, że chorzy na raka to potężny biznes robiony na różnych „lekach”, „niezwykłych preparatach”, „cudownych terapiach”. Człowiek śmiertelnie chory jest gotowy zapłacić tysiące, jeśli ktoś obieca mu, że np. zjedzenie codziennie g… sprawi, że wyzdrowieje. O innych rewelacjach nie mówiąc. Ten biznes na tym bazuje i ma się świetnie.
Michał Jacek Wysocki
Nie ma czegoś takiego jak medycyna alternatywna. Jest medycyna konwencjonalna, komplementarna i ludowa. Poczytajcie sobie wytyczne WHO obligujące państwa członkowskie do umożliwienia swobodnych praktyk medycyny komplementarnej i ludowej.
Bartosz Ruta
Listy od czytelników nr 51/2025
Śląsk to nie region, to światopogląd
Z uwagą przeczytałem rozmowę ze Zbigniewem Rokitą, autorem książki „Aglo”. Już kilka lat wcześniej ze wzruszeniem przeczytałem (i ciągle do niej wracam) inną książkę tego autora – „Kajś”. Jej tytuł został wspaniale dobrany, gdyż po prostu znaczy gdzieś i w sposób delikatny uświadamia mieszkańcom naszego kraju, że istnieje w Polsce kraina, której historia i bogactwo kulturalne są mało znane i słabo rozumiane.
Nieco wcześniej zachwyciła mnie inna książka o Śląsku – „Czarny ogród” Małgorzaty Szejnert. Tytuł również doskonale dobrany, gdyż czarny jak węgiel, czarny jak „brudny” i zakopcony bywał w przeszłości Śląsk, czarny jak ludzka nienawiść, zawiść czy inność narodowa (chyba szczególnie po 1945 r.), a jednocześnie baśniowo-tęczowy, wielobarwny w swej różnorodności zwyczajów, architektury czy przyrody, niesłychanie rodzinny, ogród miłości i wierności wszystkich wobec wszystkich, czasem także walki wszystkich przeciw wszystkim. Ale przeważa ogród, łączący wszystkie istoty ludzkie na dobre i na złe.
Urodziłem się w Wielkopolsce, ale w latach 1971-1973 pracowałem w Katowicach, a mieszkałem w tym czasie w Rudzie Śląskiej, przy ulicy Achtelika. Do tej pory mam na Śląsku wielu przyjaciół, z którymi utrzymuję kontakt. Z okien domu roztaczał się widok na dominujące na horyzoncie sylwety huty i kopalni Bobrek. To były wspaniałe czasy, do których często wracam we wspomnieniach. Dziękuję Zbigniewowi Rokicie z całego serca, że dzięki jego książkom mam wciąż żywy Śląsk przy sobie, jakbym czuł dłonią ciemnoczerwone, wilgotne cegły, z których zbudowano familoki, a w jednym z nich przecież mieszkałem.
Marek Dankowski, obecnie Zielona Góra
1% Polaków ma 30% Polski. Jak to się stało?
Stało się tak dzięki planowi Sachsa wprowadzonemu rękami Balcerowicza. Dzisiejsze założenia gospodarki kapitalistycznej są takie, aby 1% ludzi mógł być bezgranicznie bogaty i posiadać połowę dóbr świata. 10% ludzi ma żyć dobrze i pilnować tego, żeby ten 1% mógł dalej się bogacić, fajnie i łatwo żyjąc. Pozostałe 89% ma ciężko pracować i nie dyskutować. Ci ludzie mają przymierać głodem. A jak będą mogli na coś sobie pozwolić, to na kredyt, który spowoduje, że będą pracować jeszcze ciężej. Robota tych 10% to m.in. wpajanie reszcie, że czerwony = zły. Po to, by ludzie nie chcieli przeprowadzić takiego przewrotu jak rewolucja październikowa.
I tak się dzieje na całym świecie od czasów upadku bloku socjalistycznego. A to na życzenie ludzi, którzy w krajach socjalistycznych byli najbardziej uprzywilejowaną klasą społeczną, robotnikami. Dziś ich dzieci czy wnuki są albo bezrobotnymi, albo prekariatem i odbiera im się resztki tego, co wywalczył system socjalistyczny.
Michał Czarnowski
Według analizy EY-Parthenon z 2025 r. w Polsce jest ok. 4 mln osób z majątkiem powyżej 400 tys. zł – i ta grupa „zakumulowała ok. 62% całkowitego majątku w kraju”. Z kolei wcześniejsze szacunki mówią, że 10% najbogatszych Polaków (gospodarstw domowych) posiadało ok. 61,7% całkowitego majątku netto. Obecnie najbogatsze 10% Polaków prawdopodobnie kontroluje ok. 60-62% całkowitego majątku netto. Górny 1% dorosłych prawdopodobnie posiada ok. 25-30% całkowitego majątku.
Marcin Konarski
Listy od czytelników nr 50/2025
Prywatyzacja edukacji w natarciu
Ciekawa jestem poziomu nauczania w domach. I co z identyfikowaniem się takich dzieci z rówieśnikami? Co z socjalizacją społeczną? Mam mieszane uczucia.
Małgorzata Markiewicz
Zamiast brać przykład z najlepszych, np. z Finlandii, staczamy się po równi pochyłej. Znakomicie potwierdza to felieton prof. Widackiego o nieukach, nie wiadomo po co marnujących czas i pieniądze (swoje – pal diabli, ale dlaczego publiczne?) na różnych „uczelniach”.
Janusz Mikołaj Kowalski
Stronnictwo długiego trwania
Waldemar Pawlak jest bardzo sprytnym politykiem, który nie o jedną, ale o dwie głowy przerasta większość obecnej sceny politycznej w Polsce. Generalnie ta nasza scena polityczna to tragedia. Intelektualne miernoty, od prawa do lewa. Pawlaka zdecydowanie zaliczam do pierwszej ligi, a nawet do politycznej ekstraklasy.
Damian Paweł Strączyk
Jeśli dobrze pamiętam, to PSL rzadko widzi wrogów, z tym zastrzeżeniem, że widzi ich chyba wyłącznie w koalicjach rządzących, które współtworzy. Czy koalicjant jest z prawa, czy z lewa, czy z centrum, wydaje się najmniej istotne. Ważne, żeby był.
Michał Błaszczak
Czy naprawdę musimy wycierać ręce świeżo ściętym drzewem?
Brzmi jak żart, ale to rzeczywistość, którą od lat akceptujemy. Na polskim rynku trwa ciche, ale poważne zjawisko: zdecydowana większość dostępnego na rynku papieru toaletowego i ręczników papierowych powstaje wyłącznie z celulozy, czyli z bezpośredniej wycinki lasów.
Produkty zawierające makulaturę są marginesem, a często nie ma ich w ogóle na sklepowych półkach. (…) Na tym tle jeszcze bardziej rażący jest fakt, że produkty z czystej celulozy – powstające w całości z wycinki lasu – są oznaczane jako „eco”, mimo że ich główny surowiec nie ma nic wspólnego z ekologią. To manipulacja konsumentem i przykład greenwashingu w najczystszej postaci. (…)
W dobie elektryfikacji, gospodarki obiegu zamkniętego i presji na ograniczenie emisji dwutlenku węgla fakt, że tak podstawowy produkt powstaje niemal wyłącznie z dziewiczego drewna, brzmi jak ponury żart. Tym bardziej że makulatura jest dostępna, tańsza, a technologia pozwala na jej bezpieczne wykorzystanie. To skandal. Skandal, że w 2025 r. jednorazowy produkt kupowany codziennie przez miliony ludzi powstaje w sposób sprzeczny z zasadami zrównoważonego rozwoju. Skandal, że konsument nie ma dostępu do podstawowej informacji o składzie produktu i źródle surowca (…). Skandal, że branża może bezkarnie naklejać zielone liście na opakowania, choć w środku znajduje się produkt pochodzący wyłącznie z wycinki lasów. (…)
Las Wycinany
Listy od czytelników nr 49/2025
Sejmie, zrób coś!
Po stronie prawicy startujących i zgłoszonych było mnóstwo, dzięki temu to oni opanowali większość obwodowych komisji i zasadniczo, zwłaszcza w komisjach na wsiach i w małych miastach, byli poza kontrolą. Jedna rzecz ich różniła od strony demokratycznej – nie walczyli między sobą. Dodatkowo chytrze wystawili kandydata „pozasystemowego”, ale zaprawionego w bojach specjalistę od PR. Wróg był jeden i nawet nie próbowali walczyć z Hołownią ani kandydatami lewicy. Po stronie demokratycznej był od początku wściekły atak na samych siebie, a ze strony PO na Hołownię. On właściwie tylko się odgryzał. Jedynym, który nawoływał do opanowania, był Tusk, ale tzw. doły nie chciały go słuchać i nie słuchają do dziś.
Lewica głównie atakowała Trzaskowskiego i trochę Hołownię oraz PSL (LGBT, aborcja – tak jakby to były najważniejsze tematy wyborów prezydenckich, gdzie chodziło o głosy tej wsi i małych miast). W wyborach prezydenckich obóz demokratyczny nic nie wygrał, a wszystko przegrał. Część lewicy dziarsko przeszła na stronę wroga. Teraz być może przez długie lata nie będzie możliwości realizacji słusznych postulatów dotyczących praw kobiet i praw dla osób LGBT.
Hołownia przez sześć lat uczciwie informował, że wszedł do polityki po to, aby wygrać wybory prezydenckie. To się nie udało, więc z polityki odchodzi i najlepiej będzie, gdy szybko się o nim zapomni.
Dariusz Barczyński
TVP – wielkie rozczarowanie
„Telewizja publiczna” to takie samo po orwellowsku prawdziwe znaczenie jak „Prawo i Sprawiedliwość” czy „Platforma Obywatelska”. Należałoby zabrać partyjniactwu możliwość decydowania o telewizji publicznej, a na jej czele powinien stanąć przewodniczący wybierany w wyborach powszechnych przez płatników abonamentu i zależny od wyborców mandatem. Nie kłaniałby się kacykom partyjnym i byłby od nich niezależny.
Józef Brzozowski
Skończmy z tym
Dziękuję Otwartym Klatkom za pomoc, wsparcie i odwagę – tak, odwagę – przy śledztwach. Jestem prawie od początku, czyli od 11 lat, pod waszymi skrzydłami. Bo my, mieszkańcy wsi, żyjemy tu w cieniu fermy norek. A to nie fermy, to obozy zagłady. Tu nie liczy się ani zwierzę, ani człowiek. Liczy się producent zwierząt na futro. Lobby opanowało Radio Maryja, Konfederację i część posłów, pozwalając na okrucieństwo.
Romana Bomba
Oddajcie 100 milionów!
Jeśli posłowie odczuwają zdumienie, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby ograniczyć środki finansowe przeznaczane na IPN. Tym bardziej że osiągnięcia tej instytucji są dosyć skromne, nie licząc pompowania kultu „wyklętych”. Narracja polskiego IPN totalnie przegrywa z pohukiwaniem ukraińskiego odpowiednika. Przecież to się w głowie nie mieści.
Damian Paweł Strączyk
Listy od czytelników nr 48/2025
Czy Warszawa ma gospodarza?
Niedługo trzeba było czekać na kolejne przykłady słabego zarządzania stolicą. Od 14 do 16 listopada zamknięto 10 stacji centralnego odcinka metra. Modernizacja 30-letniej linii jest oczywiście konieczna. Dlaczego jednak zdecydowano się na nią akurat wtedy, gdy jednocześnie zamknięto Dworzec Centralny, a w alei Niepodległości trwają wielomiesięczne roboty drogowe, które już w normalnych warunkach powodują korki?
A jeśli nie było możliwości wyboru innego terminu, dlaczego w alei Niepodległości nie zapewniono pierwszeństwa transportowi publicznemu? Dlaczego nie poproszono o wsparcie stołecznej policji, która mogłaby usprawnić ruch? Co z tego, że autobus komunikacji zastępczej przyjeżdżał zgodnie z planem, skoro większą część trasy pokonywał z prędkością nieprzekraczającą 20 km/godz., a przez wiele minut stał w korkach? I to w środku dnia, poza godzinami szczytu. Czy naprawdę nie dało się lepiej tego zorganizować?
I drugi przykład. Kabaty, godz. 1.17 w nocy. Z pierwszego snu wybudza mnie niski, jednostajny dźwięk. Przez myśl przelatują różne scenariusze: ciężki pojazd wojskowy, nadlatujący samolot? Dźwięk narasta, odbija się od ścian budynków. Spoglądam przez okno – źródłem hałasu okazuje się maszyna czyszcząca jezdnię. Jedzie powoli, oddala się, po czym wraca i zaczyna kolejny przejazd. Tak przez godzinę, a może i dłużej. Rozumiem, że na ruchliwych arteriach takie prace muszą się odbywać nocą. Ale na spokojnej uliczce między blokami, w środku osiedla?
Jolanta Kurtz
Czwarty świat, cztery ściany
Do mojej miejscowości nie dociera komunikacja w soboty i niedziele. Z kolei autobus z Radomska do mojej wioski na końcu świata odjeżdża o godz. 18.48 od poniedziałku do piątku. Mamy cudowne możliwości korzystania z oferty kulturalnej i pracy. Dziękuję za podjęcie tematu.
Ania Rumocka
Gospodarka rosyjska w czasie wojny
To codzienne, nachalne i naprzemienne wyśmiewanie Rosji i straszenie nią jest prześmieszne. Jednego dnia Rosja nie potrafi od trzech lat pokonać Ukrainy, a już następnego dnia szykuje się do napaści na Polskę, NATO i Europę. Mówią, że w walkach straciła wszystkie czołgi i sprzęt, by za chwilę obwieszczać, że tysiące czołgów szykuje się do ataku na nas i resztę Europy. Jednego dnia media wszędzie piszą, jaka to Rosja biedna i jakie katusze cierpi tamtejsze społeczeństwo, podkreślają przy tym, jaki sukces odniosły sankcje, które już zaraz, za chwilę spowodują upadek tego kolosa na glinianych nogach. A na drugi dzień te same media wyliczają, jakie to gigantyczne sumy wydaje Moskwa na zbrojenia. Następnie media znów napiszą, że rosyjska gospodarka jest w fatalnym stanie, tak jak armia, a pojutrze o ogromnych pieniądzach wydanych na armię albo na coś innego. I tak w koło Macieju.
Michał Czarnowski
Listy od czytelników nr 47/2025
Lustratorzy i lustrowani
Artykuł w „Przeglądzie” wywołał u mnie bolesną refleksję. Chodzi o dekomunizację, o resorty mundurowe: policję, wojsko. Degradacje i pozbawienie środków do życia! Osobiste tragedie i pytanie, kto za tym stał i czy poniósł jakąkolwiek odpowiedzialność. Przykładem jest mój śp. brat Tadeusz. Zmarł na raka w 2023 r. Wykształcony, poliglota, oficer Wojska Polskiego. Naukowiec w randze majora. Odmówiono asysty wojskowej na pogrzebie, bo był komuchem! Pustawy kościół Marynarki Wojennej. Cios dla najbliższych. A mnie to zabolało, bo był moim bratem. W tamtym czasie prowadzono współpracę z oficerami z ZSRR, brat jeździł na poligony do sąsiadów. Piszę, bo ta głęboka zadra dotyczy wielu Polaków, którzy byli prawi, zdolni, a zostali zepchnięci do niższej warstwy. Jesteście odważni i spróbujcie te rany zagoić. Bo słowo „przepraszam” to zbyt mało.\
Małgorzata (nazwisko do wiadomości redakcji)
Oskarżony Zbigniew Z.
Za czasów tego zera dwa lata trzymano w areszcie wydobywczym 80-letnią kobietę, która była chora na raka. Trzeba jeszcze przypomnieć, co wyprawiano z Wojciechem Kwaśniakiem czy z lekarzami opiniującymi sprawę ojca Ziobry. Wieczna hańba ludziom, którzy się tego dopuścili.
Andrzej Boruczak
Oddajcie 100 milionów!
IPN to dziecko PO-PiS. Krzywdy rodzicom nie zrobi, a że kosztuje coraz więcej, to normalne – apetyt rośnie w miarę jedzenia. ROBIĆ, NIE GADAĆ! Uważam, że IPN jest szkodliwy dla Polski i należy go zlikwidować. Ale kto ma to zrobić? Gdyby rządowi Donalda Tuska zależało na społeczeństwie obywatelskim i prawdzie historycznej, to wpłynąłby na swoich posłów w sejmowej Komisji Finansów Publicznych i zmniejszył budżet IPN – na początek o 100 mln. Ale na wstępie artykułu Roberta Walenciaka jest jasny sygnał posłanki Krystyny Skowrońskiej (KO), że temat można zagadać i ucichnie. „Czy to się uda?”, pyta wiceprzewodnicząca sejmowej komisji. Ja odpowiedziałbym pani, że jak się chce, to się uda!
Józef Brzozowski
Zmarnowana szansa
Tworzenie nowego przedmiotu o nazwie edukacja zdrowotna było niepotrzebne. Treści tego przedmiotu można było umieścić w biologii, chemii. Pomysł minister Nowackiej, a w zasadzie Koalicji Obywatelskiej, okazał się słaby. Pozostał duży niesmak, który nie świadczy dobrze o Ministerstwie Edukacji Narodowej.
Damian Paweł Strączyk
Potrzebny przedmiot został wprowadzony jako nieobowiązkowy, do tego na pierwszej lub ostatniej lekcji. Wielkie zdziwienie, że frekwencja taka, a nie inna. A pani minister udowadnia, że ten resort jest przydzielany na odczepnego miernym politykom.
Dominika Śmigiel
Listy od czytelników nr 46/2025
Ludobójstwo rozgrzeszone
Z wielkim zainteresowaniem zapoznałem się z artykułem Bohdana Piętki o ludobójstwie w Indonezji w 1965 r. Przełom lat 50. i 60. XX w. był okresem bardzo ożywionych kontaktów politycznych i współpracy gospodarczej między Polską a Indonezją (wizyty prezydenta Sukarna w Polsce i Aleksandra Zawadzkiego w Indonezji, kontrakt na dostarczenie dwudziestu kilku polskich statków dla indonezyjskiej floty kabotażowej, współpraca w dziedzinie lotnictwa). Obserwowałem to z bliska, pracując w ambasadzie polskiej w Dżakarcie. Poznałem też wielu ludzi – polityków, dziennikarzy, działaczy kultury. Z przerażeniem dowiedziałem się o zabójstwie niektórych w masakrach reżimu Suharta.
W 1966 r. znalazłem się w składzie delegacji polskiej na sesję Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku. Delegacja otrzymała polecenie Władysława Gomułki, by potępić dokonane w Indonezji zbrodnie na forum zgromadzenia. Powierzono mi przygotowanie wystąpienia w tej sprawie. Niestety, nie wygłoszono go w Komitecie Politycznym Zgromadzenia, lecz skierowano do Komitetu Społecznego, dążąc do zminimalizowania jego efektu. Stało się tak pod widocznym wpływem delegacji ZSRR, niechętnej rozgłosowi w tej sprawie. Myślę, że warto, by o tym epizodzie też wiedziano.
Tadeusz Strulak
Nawrocki ma gest. Za nasze
Trudno się dziwić, że prawie nikt nie czyta książek wydawanych przez IPN. Przecież wiemy, że nad gloryfikacją „żołnierzy wyklętych” pracuje cały sztab ludzi. Windują oni do rangi bohaterów ludzi odpowiedzialnych za czyny zbrodnicze. Nie szukajmy daleko – „Ogień”. Ten sam IPN słusznie atakuje UIPN za gloryfikację bandziorów z UPA. Uważam jednak, że krytykując Ukrainę za kult jawnych zbrodniarzy, należy postępować bardzo ostrożnie z „wyklętymi”.
Damian Paweł Strączyk
Jaka przyszłość polskiej gospodarki?
Tamte założenia były zbawieniem dla polskiej gospodarki (szkoda tylko, że nie były jeszcze bardziej konsekwentnie wdrażane). Niestety, w 2015 r. zawróciliśmy z tej drogi, poszliśmy w megasocjal i obniżki podatków – i już po 10 latach mamy gigantyczny problem zadłużenia.
Zbigniew Ludwig
Dziś niewidzialna pięść rynku dziesiątkuje niemiecki przemysł, a za nim, jak za panią matką, na dno pójdzie polski. Niemcy chcą bronić rynku samochodowego przed azjatycką produkcją. Czym? Cłami? Przepisami dyskryminującymi? A tu niespodzianka. Nie wyprodukują niczego bez zezwolenia Chin, które od 8 października nałożyły przepisy licencyjne na metale ziem rzadkich. A to wymaga pozyskania nowych dostawców i spowoduje wzrost cen, czyli obniżenie konkurencyjności. Zachodnia piramida finansowa się wali.
Marek Głowinkowski
List od czytelniczki nr 44/2025
Dziecko słyszy, dziecko widzi Październik
O zmierzchu Włocławek tonie w aromacie kawy zbożowej. Aura deszczowo-śniegowa chwilami ustępuje poblaskom słońca. Skuleni przechodnie śpieszą do domów. Jest paźdzernik 1956 r. Plac Wolności pustoszeje, głośniki mamroczą pod nosem. W domu ciepło i przytulnie, w żeliwnym piecu syczy koks. Słychać dzwonek u drzwi.
Opierając się na kulach, wchodzi mozolnie pan Hajdo i zajmuje miejsce w fotelu. Potem ktoś od Bohma, z Celulozy, domownicy siadają w krąg. Każdy przynosi nowinki. Tata był latem w delegacji służbowej w Poznaniu, wujek pracuje w Celulozie, pan Hajdo już co prawda na emeryturze, ale ma wielu znajomych z okresu działalności w Stronnictwie Demokratycznym. Rozmawiają, nie zwracając uwagi na dziewczynkę. Podobno w jednostkach Wojska Polskiego stacjonujących w lasach wokół Włocławka ogłoszono stan pogotowia. Nikt nawet nie zastanawia się po co.
Nazajutrz, chyba wieczorem, bo od strony Brześcia przezierała jeszcze przez chmury mglista poświata słońca, zamiast iść na spacer, skręciliśmy w ulicę Kościuszki i stanęliśmy szpalerem przed księgarnią, gdzie zwykle czekały odłożone dla mnie książki. Od strony cmentarza narastał dźwięk, jakby pociąg toczył się ulicą.
I pojawiły się. Stalowoszare, szczękając gąsienicami, karnie sunęły ku Wiśle. Pod otwartymi klapami jaśniały twarze pyzatych chłopców. Miny mieli nietęgie. Włocławianie długo stali wzdłuż ulicy Kościuszki. Aż ku Wiśle skierował się ostatni czołg. Niebawem wujek przyniósł wiadomość, że w Celulozie i innych zakładach rozdają robotnikom broń. Że celowo wpuszczają rosyjskie oddziały do otoczonego przez polskie wojsko miasta.
Nazajutrz chłodno, wietrznie, aczkolwiek pogodnie. Idziemy na spacer, skręcając w kierunku cukierni na rogu Kościuszki i placu Wolności po moje ulubione ciastko francuskie. Wzdłuż placu za milicjantem biegnie grupka wyrostków. Rzucają weń zgniłymi pomidorami i jabłkami, coś pokrzykują. Milicjant otrząsa się i przyśpiesza kroku. Skręcamy w kierunku parku. Głośniki na placu Wolności trąbią na pełny regulator o jakimś Gomułce. Ani jednego czołgu, tylko ślady gąsienic na jezdni.
Maria Janssen
Listy od czytelników nr 43/2025
35 lat religii w szkole
Istotnym czynnikiem obecnej laicyzacji jest zapewne i to, że Polacy tak naprawdę nie są religijni w sensie potrzeb duchowych. Polaków ku katolicyzmowi popychały bowiem zawsze czynniki zewnętrzne: sarmatyzm za I RP, gdy katolicyzm był elementem ideologii pozwalającej Polakom poczuć się „narodem wybranym”; zabory, gdy katolicyzm uczyniony został elementem polskiej tożsamości narodowej, zresztą poza wolą hierarchii kościelnej i poniekąd wbrew niej; czasy „realnego socjalizmu”, gdy Kościół katolicki jako jedyna organizacja społeczna niekontrolowana przez władzę stał się patronem i opiekunem opozycji oraz symbolem oporu. Pewną rolę odegrała też duma z wyboru Polaka na papieża. Tym samym kościoły zapełniały masy ludzi „praktykujących, ale niewierzących”. To jednak się skończyło i nie wróci, a wiary, głębszej duchowości nigdy pod tym nie było.
Teraz aktywność religijna podlega tym samym regułom, jakim podlega każda aktywność społeczna: skoro nie przynosi korzyści ani nie zaspokaja potrzeb, to się z niej rezygnuje. Tu nawet nie chodzi o niechęć czy nienawiść do Kościoła katolickiego – ludzi młodych on coraz częściej w ogóle nie interesuje. Presja obyczajowa (chrzest, komunia, ślub, pogrzeb) zanika wraz z odchodzeniem starszego pokolenia, które przywiązywało do tego wagę, a strach przed nieznanym po śmierci też zmalał niemal do zera. Nawiasem mówiąc, dzisiejsza laicyzacja nie jest pierwszą w naszych dziejach. Analogiczna była przed wojną, gdy Polska odzyskała niepodległość i nagle skończył się popychający Polaków ku katolicyzmowi czynnik zaborów.
Krzysztof Guderski
Zatrzymać ludobójstwo w Palestynie
Związki zawodowe, a za nimi społeczeństwa wielu krajów, protestują przeciwko przemocy wobec Palestyny. We Włoszech ogłosiły strajk generalny. A nasze związki? Gdzie Solidarność Dudy? Gdzie się podziały miliony wrażliwych na krzywdę ludzką członków tej gloryfikowanej, broniącej praw ludzkich organizacji? Nie słyszę ich głosu. Są zajęci walką o świadczenia kombatanckie.
Krzysztof Kosowski, Kraków
Pożyczamy i pomagamy
W nawiązaniu do tekstu Marka Czarkowskiego informuję, że w kurtuazyjnej rozmowie z ministrem Stefanem Mellerem, poprzedzającej mój wyjazd do Mongolii w roli ambasadora, zostałem poproszony o „posunięcie do przodu” sprawy zadłużenia Mongolii wobec Polski z czasów RWPG. Dług ten, po przeliczeniu z rubli transferowych, wynosił ok. 5 mln dol. Zdołałem sprawę sfinalizować w listopadzie 2006 r. i z upoważnienia premiera Jarosława Kaczyńskiego (ja, SLD-owiec) podpisywałem umowę z ministrem finansów Mongolii Nadmidynem Bayartsaikhanem. Zatem główne wyznaczone mi zadanie zrealizowałem już w pierwszym roku misji.
Zbigniew Kulak, ambasador Polski w Mongolii w latach 2005-2009
Dość ponurej atmosfery
Jaka szkoda, że nie ma już Pomarańczowej Alternatywy, bardzo by się teraz przydała do rozładowania ponurej atmosfery. Fajnie by było, gdyby po mieście biegały krasnale i wołały: „Bąkiewicz na sztorc! Wyrwać go z korzeniami i na Malbork!”.
Piotr Gordon
Burza nad polskim rynkiem mieszkaniowym
Wszystko fajnie, tylko z drugiej strony barykady jest armia cwaniaków, którzy mogą i dokonują quasi-kradzieży mieszkania. Bo prawo w Polsce lepiej broni posiadacza niż właściciela lokalu. Spójrzmy na takie sytuacje: ktoś wziął kredyt na mieszkanie i wynajął je na rynku, żeby spłacać kredyt. Teraz zjawia się cwaniak, który przestaje płacić właścicielowi, bo zna prawo i wie, że nic mu nie grozi. I co ma robić właściciel? Opłacać raty kredytu, płacić za media i czekać cierpliwie na wyrok sądu, którego i tak nie będzie można wykonać, bo cwaniak nie ma lokalu zastępczego? W tym momencie pomagają jedynie firmy eksmitujące, bo nawet policja nic nie zrobi. Jak to jest, że ktoś zawiera umowę najmu, przestaje płacić i robi się z niego ofiarę? Ja też chciałbym kupić sobie najnowszy model lexusa na raty, a potem przestać je płacić i niech bank się tym martwi, a ja będę śmigał po autostradach darmowym samochodem. Bo czemu nie?
Michał Czarnowski







