Cena zakładnika

Cena zakładnika

Za uratowaniem głowy filipińskiego kierowcy w Iraku przemawiało blisko 8 mld dolarów

Z ekranu telewizora kłuje w oczy kolor pomarańczy, który stał się od tygodni kolorem śmierci. Jeszcze jeden pokaz okrucieństwa i fanatyzmu na ekranach arabskiej Al Dżaziry, która od czasu tragedii |nowojorskich Twin Towers jest jedną z najbardziej znanych telewizji świata. Al Dżazira emituje taśmę wideo przysłaną przez porywaczy z „Armii Islamskiej w Iraku”. 46-letni filipiński kierowca ciężarówki przebrany w błazeńską pomarańczową tunikę, która w przekonaniu porywaczy hańbi mężczyznę, recytuje na kolanach: „Do mojej rodziny na Filipinach i prezydent Glorii Arroyo: błagam o wycofanie wojsk z Iraku”. Angelo de la Cruz, ojciec ośmiorga dzieci, zwraca się również do kolegów w saudyjskiej firmie działającej w Iraku i wszystkich Filipińczyków, którzy tam się wybierają: „radzę wam nie przyjeżdżać!”. Został uprowadzony na początku lipca w okolicach Faludży, gdy prowadził ciężarówkę. Jego irackiego ochroniarza zastrzelono. Porywacze zagrozili, że zabiją go, jeśli w ciągu 72 godzin Filipiny nie wycofają z Iraku swych 43 żołnierzy i 8 oficerów policji. W czerwcu Al Dżazira pokazała, jak porywacze obcinają kindżałem głowę amerykańskiemu biznesmenowi Nicolasowi Bergowi, kilkanascie dni potem koreańskiemu tłumaczowi Kim Sun Ilowi. Ten sam los czekał Angela.

Bush rozczarowany

Tym razem scenariusz okazał się odmienny.W niedzielę, nazajutrz po emisji Al Dżaziry we wszystkich kościołach Filipin, które od czasów kolonialnego panowania Hiszpanii nad archipelagiem są w 90% krajem katolickim z nielicznymi enklawami ortodoksyjnych muzułmanów, modlono się o uratowanie de la Cruza. Do modłów przyłączyli się muzułmańscy duchowni. Porywcze odrzucili propozycję okupu. 14 lipca rząd filipiński ogłosił, że niezwłocznie przystępuje do wycofywania swego minikontyngentu wojskowego „pełniącego służbę humanitarną” (w wielonarodowej brygadzie pod polskim dowództwem). Wcześniej odwołano odlot samolotu, którym miało właśnie lecieć do Iraku 120 pracowników kontraktowych, aby dołączyć do pracujących tam 4 tys. Filipińczyków.
Waszyngton jest rozczarowany decyzją Manili w sprawie wycofania kontyngentu z Iraku w zamian za darowanie życia uprowadzonemu kierowcy. „Z terrorystami nie ma negocjacji, rząd Filipin wysyła zły sygnał”, oświadczył Biały Dom. Rzecznik Departamentu Stanu Richard Boucher wskazał Filipińczykom jako przykład takich krajów Koreę Południową i Bułgarię, których rządy nie ugięły się przed szantażem terrorystów, mimo iż kosztowało to życie zakładników.
Nazajutrz, 15 lipca, niczym makabryczny komentarz do wypowiedzi Bouchera pojawiła się w światowych agencjach informacja o wyłowieniu z wód Tygrysu bezgłowych zwłok bułgarskiego zakładnika w pomarańczowym kombinezonie, a potem jeszcze jednego Bułgara.
Prezydent Bush łudził się do ostatniej chwili, że amerykańskie naciski na panią prezydent Glorię Macapagal Arroyo przełożą się na silną presję ze strony filipińskiej armii, która jest głównym sojusznikiem USA w Azji Południowo-Wschodniej i odbywa właśnie wspólne manewry. W walce z rodzimym maoistowskim terroryzmem i 12-tysięczną islamską guerillą na wyspie Mindanao oraz ukrywającymi się tam – jak twierdzi CIA – 40 emisariuszami Al Kaidy armia ściśle współdziała z tysiącem amerykańskich uzbrojonych doradców wojskowych i korzysta z dostaw broni, sfinansowanych w ubiegłym roku z pomocą USA w kwocie 114 mln dolarów.

Słabe ogniwo

Filipińska kadra oficerska uwikłana w afery korupcyjne, oskarżana o handlowanie bronią z terrorystami i niezbyt pewna siebie po nieudanej próbie przewrotu wojskowego w ubiegłym roku, okazała się „słabym ogniwem” frontu antyterrorystycznego. Nie kwapiła się z wywieraniem nacisku na popularną „GMA”, jak |Filipińczycy nazywają Glorię Macapagal Arroyo. Tylko co wygrała przewagą ponad miliona głosów wybory dające jej sześcioletni mandat. W 2001 r. objęła prezydenturę w wyniku rewolty ludowej przeciwko skorumpowanemu prezydentowi Jose Estradzie, popieranej przez opozycję polityczną, filipińskich przedsiębiorców i wpływową hierarchię Kościoła katolickiego.
„Program, 10 Punktów”, który Gloria Arroyo potwierdziła nazajutrz po ogłoszeniu 26 czerwca wyników wyborów, stawia na doprowadzenie do zaprzestania bratobójczych walk i polepszenie losu najbiedniejszych, tj. 40% obywateli 85-milionowego kraju, których zarobki są na granicy biologicznego przetrwania. Według oficjalnych statystyk, 529 tys. matek zmarło w 2003 r. z powodu gorączki połogowej i braku opieki medycznej podczas ciąży i połogu. W tym tradycyjnie katolickim państwie, gdzie ogromna większość wiernych ze względów religijnych nie stosuje środków antykoncepcyjnych, na każdą kobietę przypada statystycznie 3,2 dziecka, a ludność wzrasta w tempie 1,88% rocznie!
W ciągu pierwszych 3 lat rządów pani Arroyo na Filipinach przybyły 3 mln miejsc pracy, a przez dalsze 6 lat program prezydencki zapowiada 6 mln.
Pani prezydent i grono jej najbliższych współpracowników, które w większości składa się z kobiet piastujących teki ministerialne, uznali, iż w tym konkretnym przypadku bardziej niż z naciskami Waszyngtonu i wojska należy się liczyć z opinią rodzin prawie 10 mln Filipińczyków, którzy emigrowali wobec bezrobocia w kraju – głównie do krajów muzułmańskich. Rząd filipiński nie kierował się wyłącznie względami humanitarnymi czy obawą przed falą demonstracji w przypadku ścięcia de la Cruza. Według Azjatyckiego Banku Rozwoju, w roku ubiegłym Filipińczycy pracujący zagranicą transferowali do kraju 7,6 mld dol. Stanowi to 7,5% PKB Filipin.
Jest to jeden z motywów, dla których pani Arroyo, nawet za cenę narażenia się potężnemu sojusznikowi, zrobiła wszystko, aby uratować życie kierowcy , jednego z tych, którzy ratują gospodarkę Filipin.

Wydanie: 30/2004

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy