Chile: wybory w cieniu historii

Chile: wybory w cieniu historii

Ojcowie kandydatek na prezydenta byli generałami. Po zamachu stanu Alberto Bachelet umarł po torturach w więzieniu, Fernando Matthei awansował

W wyborach prezydenckich w Chile, które odbędą się 17 listopada, staną naprzeciw siebie popierana przez koalicję partii prawicowych Evelyn Matthei i przedstawicielka centrolewicy Michelle Bachelet. Obok różnic w poglądach na kwestie aborcji, edukacji i polityki gospodarczej obydwie kandydatki dzieli także bolesna przeszłość kraju. Wydaje się, że termin wyborów nie mógł przypaść w trudniejszym i bardziej wrażliwym dla Chile momencie – kraj obchodzi 40-lecie zamachu wojskowego, w wyniku którego władzę objął Augusto Pinochet, a społeczeństwo podzieliło się na dwa obozy: prześladujących i prześladowanych. Ojcowie kandydatek do fotela prezydenckiego, przed zamachem zaprzyjaźnieni generałowie chilijskiego lotnictwa, stanęli po przeciwnych stronach barykady. Alberto Bachelet umarł na skutek tortur w wojskowym więzieniu, dzieląc tym samym los 3 tys. ofiar reżimu, a Fernando Matthei awansował. Po 40 latach od tych wydarzeń konfrontacja wyborcza Michelle Bachelet i Evelyn Matthei będzie więc miała także wymiar symboliczny.

Po dwóch stronach barykady

Podczas gdy obie kandydatki skoncentrowały swoje kampanie na wyzwaniach, którym będą chciały sprostać, i na obietnicach wyborczych, których spełnienie deklarują, media w dużej mierze skupiają się na dzielącej je i ich rodziny przeszłości. 11 września 1973 r. nastąpił bodaj najbardziej pamiętny zamach stanu w dziejach Ameryki Łacińskiej. W tym dniu siły wojskowe zbombardowały pałac prezydencki La Moneda, demokratycznie wybrany prezydent Salvador Allende popełnił samobójstwo, a władzę na ponad 25 lat objął gen. Augusto Pinochet. Drogi bawiących się razem w dzieciństwie Michelle Bachelet i Evelyn Matthei, których ojcowie rezydowali w tej samej bazie Quintero w regionie Valparaiso, po zamachu wojskowym zupełnie się rozeszły. Bachelet straciła ojca, a zanim trafiła do więzienia junty, zajmowała się działalnością opozycyjną, pracując m.in. jako kurierka dla podziemnego ruchu socjalistycznego. Matthei natomiast studiowała w Anglii, a jej ojciec, poparłszy juntę, został mianowany naczelnym dowódcą lotnictwa. Gdy Bachelet przebywała na przymusowej emigracji w NRD, rodzina Matthei i ona sama cieszyła się w Chile uprzywilejowaną pozycją, a w referendum zorganizowanym w 1988 r. opowiedziała się za kontynuacją rządów Pinocheta.

Faworytka Bachelet

Do wyborów stanie ośmioro kandydatów, jednak już dziś wiadomo, że decydujący pojedynek stoczą dwie panie. Sondaże dają przewagę Michelle Bachelet (poparcie dla niej wynosi 33%, a dla Matthei 22%), ale wynik nie jest jeszcze przesądzony. Wie o tym najlepiej sama faworytka, która często porównuje prawa rządzące polityką do praw rządzących ukochanym sportem Chilijczyków, czyli piłką nożną, w której obok profesjonalizmu i wytrwałości jest jeszcze sporo szczęścia, a czasem i przypadku.
Jeśli jednak sondaże się nie mylą i wygra Michelle Bachelet, nie będzie to jej pierwsze zwycięstwo w walce o fotel prezydencki. Jako pierwsza kobieta w historii Chile zasiadała w nim w latach 2006-2010. Jej droga do władzy nie była łatwa. W ekipie socjalistycznego prezydenta Ricarda Lagosa (w Chile to prezydent mianuje członków rządu, którego sam jest szefem), jako lekarz pediatra z wykształcenia, objęła najpierw resort zdrowia. Nie na długo, bo w roku 2002 Lagos mianował ją, jako pierwszą na kontynencie kobietę, ministrem obrony, co dla konserwatywnych, prawicowych wojskowych było hańbą trudną do zniesienia. Nie dość, że kobieta objęła stanowisko, to w dodatku socjalistka, której ojciec, dochowując wierności legalnemu rządowi, został zamordowany przez juntę Pinocheta. Ona sama była torturowana w więzieniu Villa Grimaldi po zatrzymaniu wraz z matką przez tajną policję polityczną DINA, stworzoną przez Pinocheta.
Mimo że do polityki trafiła już jako osoba dorosła, dramat przeżyty w młodości i lata przymusowej emigracji mocno naznaczyły osobowość Michelle Bachelet. Nie szukała jednak odwetu czy zemsty. Obejmując resort zdominowany przez generałów dawnego reżimu, a następnie fotel prezydencki, powtarzała, że każdą swoją decyzją chce się przyczyniać do umacniania demokracji w Chile, tak by nigdy już nikogo nie spotkało to, czego ona była świadkiem i ofiarą. Podobnie podczas obecnej kampanii Bachelet, którą bolesne doświadczenia z przeszłości stawiają na pozycji uprzywilejowanej, wielokrotnie zaznaczała, że chce, aby konfrontacja z Evelyn Matthei przebiegała na linii różnic w wizji przyszłości Chile, a nie bolesnej przeszłości kraju.
Za rządów Michelle Bachelet znacznie spadł odsetek ludności żyjącej poniżej progu ubóstwa i zwiększyła się dostępność do usług publicznych, przede wszystkim w zakresie transportu i opieki zdrowotnej. Gdy pani prezydent opuszczała pałac La Moneda, cieszyła się rekordowym poparciem społecznym – na poziomie 75%. Ponieważ chilijska konstytucja zakazuje sprawowania najwyższego urzędu w państwie dwa razy z rzędu, musiała poczekać na kolejną możliwość. Od początku jednak nie ukrywała, że stanie do walki w wyborach w 2013 r. Dlatego wysunięcie jej kandydatury przez socjaldemokratyczną Partię Nowej Większości nie było dla nikogo zaskoczeniem.
Bachelet deklaruje, że jeśli wygra wybory, będzie zabiegać o prawo do zawierania małżeństw jednopłciowych i złagodzenie surowego prawa antyaborcyjnego. Ważnym punktem swojego programu wyborczego uczyniła również walkę o prawa kobiet i ludności rdzennej. Po ukończeniu kadencji prezydenckiej w 2010 r. stanęła na czele nowo powstałego wówczas podmiotu Organizacji Narodów Zjednoczonych na rzecz równości płci i wzmocnienia kobiet, ONZ Kobiety, jednak zrzekła się stanowiska dyrektorskiego, by móc kandydować w tegorocznych wyborach.
Jedną z najważniejszych kwestii w kampanii wyborczej, której nikt z ośmiorga kandydatów nie mógł pominąć w swoim programie, jest stosunek do opłat za wyższą edukację publiczną. Drugi rok z rzędu nie ustają w Chile uliczne wystąpienia studentów zabiegających o prawo do darmowych studiów. Z powodu tego konfliktu mocno ucierpiała pozycja obecnego prezydenta Sebastiána Piñery. Do apogeum napięć doszło latem 2011 r. Do dziś nieusatysfakcjonowani proponowanymi przez władze rozwiązaniami studenci i licealiści kontynuują okupowanie placówek edukacyjnych, co 23 czerwca tego roku dało się we znaki politykom, kiedy podczas wstępnych wyborów na kandydatów do fotela prezydenckiego delegaci partyjni natknęli się na studenckie blokady w 70 punktach wyborczych zorganizowanych na terenie szkół. Michelle Bachelet opowiada się za darmową edukacją, co może spowodować rewolucję w chilijskim systemie oświaty, będącym najdroższym w Ameryce Południowej.

Roztrzepana jędza

Rywalka Michelle Bachelet – Evelyn Matthei – stała się oficjalną kandydatką z ramienia koalicji centroprawicowej Sojusz dla Chile, gdy wcześniej wybrany przez delegatów Sojuszu Pablo Longueira 20 lipca tego roku zrezygnował z powodów zdrowotnych z ubiegania się o fotel prezydencki. W kuluarach mówiono o przewlekłej depresji, na jaką miał cierpieć od dłuższego czasu. Matthei stała się więc drugim wyborem chilijskiej prawicy. By móc kandydować w tegorocznych wyborach, musiała zrezygnować ze stanowiska ministra pracy w rządzie Sebastiána Piñery. Matthei jest obecna na chilijskiej scenie politycznej od ponad 20 lat. Zasiadała zarówno w Izbie Deputowanych, jak i w Senacie. Znana jest z żywego temperamentu, ciętego języka i obelg kierowanych często pod adresem zarówno kolegów z opozycji, jak i własnego stronnictwa. Stała się bohaterką skandalu nazywanego Piñeragate, który wybuchł po wyemitowaniu nagrania, na którym prezydent Piñera nazwał Matthei „roztrzepaną jędzą z za dużym apetytem na władzę”.
Podczas gdy w programie wyborczym Bachelet nie brakuje deklaracji wprowadzenia wielu zmian, Matthei oparła swoją kampanię na hasłach kontynuacji polityki obecnie rządzącego centroprawicowego prezydenta Sebastiána Piñery. „Patrząc dziś w przeszłość, możemy być dumni. Żaden inny kraj w Ameryce Południowej nie odnotował w ostatnich latach tak jak Chile ogromnych sukcesów w redukowaniu bezrobocia, podnoszeniu płac i walce z biedą. Jesteśmy na drodze do stania się krajem rozwiniętym”, mówiła na jednym z wieców wyborczych. Rzeczywiście, na tle innych krajów kontynentu Chile stanowi chlubny wyjątek: oficjalne statystyki mówią o bezrobociu nieprzekraczającym 7% i o 15% obywateli żyjących poniżej progu ubóstwa. Problem polega jednak na tym, że sukces we wspomnianych dziedzinach życia społecznego przypisuje sobie również rządząca w latach 2000-2010 centrolewica z Lagosem i Bachelet u sterów władzy.

40 lat po zamachu stanu z 1973 r. i dramatycznych wydarzeniach, które po nim nastąpiły, Michelle Bachelet i Evelyn Matthei nadal stoją po dwóch stronach barykady. Różnią się poglądami na wiele kwestii społeczno-politycznych. Jednak w sytuacji tych dwóch postaci, których historie odzwierciedlają losy wielu Chilijczyków, to nie różnice w poglądach na aborcję czy prawa pracowników mogą odegrać decydującą rolę w zbliżających się wyborach.

Autorka jest doktorantką na Wydziale Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Jagiellońskiego. Od lat zajmuje się regionem Ameryki Łacińskiej

Wydanie: 45/2013

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy