Chłopcy z ferajny

Chłopcy z ferajny

Reprywatyzacja warszawska: Jakub R. pisze z aresztu, sypiąc Kamińskiego i Wąsika

Złapał kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma. Komisja weryfikacyjna kierowana przez wiceministra Jakiego powołana została po to, żeby wyjaśnić afery związane z reprywatyzacją warszawską, z oddawaniem stołecznych nieruchomości. To oficjalny cel. Prawdziwy był trochę inny – komisja miała grillować Platformę Obywatelską i Hannę Gronkiewicz-Waltz, pokazywać, że właśnie tu są odpowiedzialni za oddawanie kamienic i całą związaną z tym patologię.
To się udawało. Cała Polska dowiedziała się, że rodzina prezydent Warszawy też odzyskała kamienicę, cała Polska co tydzień słyszała, że Hanna Gronkiewicz-Waltz nie chce się stawić przed komisją, nie chce zeznawać i że na warszawskiej reprywatyzacji łapę położyła mafia urzędników, polityków, sędziów i kancelarii adwokackich. Taki przekaz szedł w kraj. Ale w tej maszynie coś zaczęło zgrzytać.

W ubiegłym tygodniu byliśmy świadkami symptomatycznej sceny. Oto bowiem poseł PO Robert Kropiwnicki złożył wniosek o przesłuchanie Jakuba R. i Macieja Wąsika. Czyli byłego wiceszefa Biura Gospodarki Nieruchomościami w warszawskim ratuszu i wiceministra koordynatora do spraw służb specjalnych z PiS. Kropiwnicki chciał, by nastąpiła konfrontacja ich zeznań.

I cóż zobaczyliśmy? Komisja weryfikacyjna ds. reprywatyzacji ten wniosek odrzuciła. „Jakub R. przebywa w areszcie i nie ma jeszcze aktu oskarżenia w jego sprawie”, tłumaczył Patryk Jaki. Co takiego się stało, że Jaki, przedtem żądny odkrywania prawdy, stracił entuzjazm?

Stało się tyle, że Jakub R., którego podpisy znajdują się pod najważniejszymi decyzjami dotyczącymi zwrotu kamienic i któremu prokuratura chce postawić zarzut przyjmowania łapówek – pada suma przeszło 45 mln zł (!) – chce mówić. Od stycznia 2017 r. przebywa w areszcie we Wrocławiu (śledztwo prowadzi tamtejsza prokuratura), w areszcie są też jego rodzice i nikt nie ma wątpliwości, że to tzw. areszt wydobywczy. Zostali zamknięci po to, żeby się złamali, żeby zaczęli zeznawać i obciążać – i siebie, i innych uczestników procederu wyłudzania od miasta kamienic.

I oto Jakub R. wysłał z więzienia grypsy, w których przedstawił swoją wersję wydarzeń. Bardzo niepełną, wymagającą zweryfikowania, ale jest to już przerwanie milczenia. Okazuje się jednak, że nikt z obozu władzy nie chce go słuchać. O co chodzi? O to, że Jakub R. swoje rewelacje kieruje przeciwko ważnym ludziom z PiS – Mariuszowi Kamińskiemu, Maciejowi Wąsikowi i Ernestowi Bejdzie.

Pierwszy to wiceprezes PiS, a przede wszystkim minister koordynator ds. służb specjalnych, drugi to jego zastępca, trzeci – szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Trzon najbardziej zaufanych pisowskich „siłowików”.

Co może wiedzieć Jakub R.

Jakub R. to postać kluczowa dla warszawskiej reprywatyzacji. W latach 2006-2013 był wicedyrektorem Biura Gospodarki Nieruchomościami, ale to on podejmował najważniejsze decyzje reprywatyzacyjne. Ostatnią była ta, od której zaczęła się afera – zwrot wycenianej na 140 mln zł działki na placu Defilad, dawniej Chmielnej 70.

Jego uprawnienia były de facto większe niż dyrektora BGN Marcina Bajki, bo to on podpisywał dokumenty. Bajko miał zarejestrowaną działalność gospodarczą, na co godzili się jego zwierzchnicy, prezydenci Warszawy, najpierw Lech Kaczyński, potem Hanna Gronkiewicz-Waltz. W związku z tym nie mógł podpisywać dokumentów dotyczących dysponowania majątkiem publicznym. Ale był także zwolniony z obowiązku składania oświadczeń majątkowych.
O Jakubie R. głośno było nie tylko w związku z Chmielną 70. Wiele mówiono o reprywatyzacji wartej kilka milionów złotych willi przy ul. Kazimierzowskiej. Spadkobiercy nie mogli jej odzyskać, więc w 2011 r. odsprzedali roszczenia do niej rodzicom Jakuba R. Procedura „odzyskiwania” willi zaczęła się, w czasie gdy Jakub R. był wicedyrektorem w BGN. Ostatecznie przejął nieruchomość od rodziców kilka miesięcy po tym, jak zrezygnował z pracy w ratuszu.
Nazwisko Jakuba R. pojawiło się też przy innej okazji – reprywatyzacji kamienicy przy ul. Mokotowskiej 63. O zwrot starali się spadkobiercy, jednakże w roku 2004 otrzymali od miasta odpowiedź odmowną. Tymczasem siedem lat później kamienica została zwrócona spółce, która odkupiła roszczenia. Tę decyzję przygotowała urzędniczka Agata Szpakowska-Ignaczak. Zeznała ona przed komisją weryfikacyjną, że miała wątpliwości co do zwrotu, ale przełożeni, także Jakub R., naciskali na nią, by podpisała się pod decyzją pozytywną.

Ponieważ miała zastrzeżenia, przekazała przełożonym notatkę zawierającą podnoszone przez nią wątpliwości prawne. Skserowała ją i kopię zachowała. Tej notatki w aktach sprawy nie ma, tak jakby została celowo pominięta.

Co na podstawie tych trzech krótkich informacji możemy powiedzieć? Jakub R. nie prezentuje się jako postać nieskazitelna, do jego słów powinno się podchodzić z dużą dozą ostrożności. Z drugiej strony widać, że o sprawach reprywatyzacji wie wszystko. Zna ludzi, zna mechanizmy. Jego zeznania mogą być bezcenne.

Greps, który wylądował w „Wyborczej”

Czy cztery gęsto zapisane kartki A4, które przesłał z aresztu we Wrocławiu, mogą być zapowiedzią, że chce mówić? Pierwsza kartka to list Jakuba R. do prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz, druga – zawiadomienie do prokuratury dotyczące koordynatora służb specjalnych Mariusza Kamińskiego, jego zastępcy Macieja Wąsika i szefa CBA Ernesta Bejdy. Trzecia i czwarta to notatki: „Działania M. Kamińskiego, M. Wąsika i E. Bejdy ws. reprywatyzacji” i „W sprawie działań mających na celu skompromitowanie członków Platformy Obywatelskiej”.

Te kartki trafiły do „Gazety Wyborczej”. Na ich podstawie Iwona Szpala i Wojciech Czuchnowski prowadzą dziennikarskie śledztwo, które wywróciło dotychczasową wiedzę na temat warszawskiej reprywatyzacji.

Po pierwsze, o czym pisze Jakub R., jest on, poprzez brata – Marcina Rudnickiego, wieloletnim znajomym Kamińskiego, Wąsika i Bejdy. To znajomość jeszcze ze studiów i z działalności w Niezależnym Zrzeszeniu Studentów. „Wspólnie obchodziliśmy najważniejsze wydarzenia, jak chrzty kolejnych dzieci, urodziny, imprezy, wyjazdy, w mieszkaniu jednego z przyjaciół na Ochocie często spotykaliśmy się z Bejdą, P. i Kamińskim na tzw. wódkę”, pisze Jakub R. Żona Jakuba R. i Wąsik to rodzice chrzestni dziecka Marcina Rudnickiego.

Ten fragment grypsu uwiarygodnił Marcin Rudnicki, przedstawiając zdjęcia z rodzinnych spotkań, na których widzimy i jego, i Wąsika, i Bejdę. Wątpliwości nie ma. To było grono bardzo bliskich osób, utrzymujących przyjacielskie kontakty. „Jeśli Maciej Wąsik umniejsza relacje ze mną i z moim bratem, to kłamie – cytuje „Wyborcza” Marcina Rudnickiego. – Znam go 30 lat, dłużej niż własną żonę. Był świadkiem na moim ślubie, jest ojcem chrzestnym mojej córki, był częstym gościem w moim domu, dobrze zna Jakuba i moich rodziców – opowiada Rudnicki. – Był czas, że piliśmy co tydzień. W prywatnych mieszkaniach, w lokalu NZS, w knajpie nazywanej Masonerią przy ul. Foksal. Wąsik i Prus bywali na większości naszych imprez rodzinnych, jak członkowie rodziny. Jeździliśmy razem na wakacje. Niech mi spojrzy prosto w oczy i powie, że tak nie było”.

Zaczęło się w Bururu

Marcin Rudnicki opowiada też o innym wydarzeniu. Miało ono miejsce w nieistniejącym już pubie Bururu, którego był współwłaścicielem. „To właśnie w Bururu Wąsik i Kamiński przedstawili mojemu bratu Marcina Bajkę, ówczesnego szefa Biura Gospodarki Nieruchomościami. Brat szukał pracy, Bajko obiecał ją załatwić”. W ten sposób Jakub R., prawnik, urzędnik MSZ na urlopie bezpłatnym, pracujący w kancelarii swojej matki, trafił do urzędu miasta. Zatrudniał go Mirosław Kochalski, ówczesny pisowski komisarz miasta. R. najpierw był p.o. zastępcą dyrektora BGN. Później, latem 2006 r., już pełnym zastępcą.
Hanna Gronkiewicz-Waltz po wygranych w Warszawie wyborach nie zmieniła dyrektorów BGN. Zostawiła biuro w rękach znajomych Wąsika i Kamińskiego. A oni, jak podaje „GW”, potraktowali pomoc w załatwieniu pracy jako rodzaj zobowiązania. Mówi o tym Marcin Rudnicki: „Bejda przyszedł do mojego brata jako wiceszefa BGN z prośbą o pomoc z działką przy ul. Srebrnej, gdzie PiS ma nieruchomość. Chodziło o jakieś przekształcenia. Był rok 2009 albo 2010. Brat, gdy już był aresztowany, powiedział mi: »Gdybym wtedy im pomógł, to nie byłbym dzisiaj w takiej sytuacji«”.

W swoim liście Jakub R. opisuje jeszcze inne historie. W czasach pierwszego rządu PiS, w latach 2005-2007, szefowie CBA zaproponowali mu rolę tajnego współpracownika, który miał pomóc w wykryciu korupcji w ekipie PO i Hanny Gronkiewicz-Waltz. „Chodziło o prowadzenie przeze mnie rodzaju gry operacyjnej, której początkiem miało być wytypowanie (znalezienie) poprzez aktywne działania z mojej strony tzw. figuranta, czyli osoby, która dzięki moim zabiegom miała mieć do załatwienia konkretną sprawę w BGN”. Tym figurantem miał być ktoś z otoczenia Hanny Gronkiewicz-Waltz, najchętniej z legitymacją PO. Jakub R. miał otrzymać pomoc od CBA – sprzęt do nagrywania, a do współpracy z nim delegowanych miało być trzech agentów CBA. Chodziło o skompromitowanie członków PO w kontekście działań korupcyjnych przed wyborami samorządowymi 2010 r. Sprawa miała być duża. A późniejsze zarzuty prokuratorskie ciężkiego kalibru. Ostatecznie plan się nie powiódł, bo Kamiński został w roku 2009 zdymisjonowany przez Donalda Tuska.
Dwa lata później, ok. 2011 r., doszło do kolejnego spotkania Wąsika z Jakubem R. Wąsik, wówczas szef klubu radnych PiS w Warszawie, miał mu złożyć w imieniu kierownictwa PiS propozycję wyszukiwania roszczeń dla kancelarii, która potem odzyskiwałaby nieruchomości, a pieniądze zasilałyby konta PiS. „Ponieważ ja byłem odpowiedzialny za wydawanie decyzji z dekretu warszawskiego, jak się wyraził, byłem u źródła i nie można było sobie wyobrazić lepszych okoliczności”, pisze R.

Z listu byłego wicedyrektora wynika, że miała to być „działalność systemowa, a nie pojedynczy strzał”. I że związana z PiS kancelaria miałaby się stać dominującą na rynku.

Innymi słowy, jeśli wierzyć Jakubowi R., PiS nie tylko nie zamierzało w tamtym czasie hamować dzikiej reprywatyzacji w Warszawie, ale nawet chciało w tym procederze uczestniczyć i na nim zarabiać.

Czy tak było? Jakąś poszlaką niech będzie fakt, że w tamtym czasie ani Maciej Wąsik, ani radni PiS specjalnie się nie przejmowali reprywatyzacją warszawską ani losami lokatorów. Poza dwiema interpelacjami nie występowali w tej sprawie podczas posiedzeń Rady Warszawy. A oficjalną wykładnią PiS było, że „zabrane przez komunistów nieruchomości powinny zostać zwrócone”.

Bili się na pięści

O tym, że Wąsik z Bejdą mieli do Jakuba R. pretensję, że nie chce współpracować, możemy przeczytać też w grypsie: „Posprzeczaliśmy się na weselu Ernesta Bejdy. Byliśmy wszyscy po alkoholu i Mariusz Kamiński w niewybrednych słowach rugał mnie, że nic nie robię, że się nie przykładam do wspólnej sprawy, a zapominam, dzięki komu mam tę pracę. Zdenerwowało mnie to, bo pracę znalazłem sobie sam”. Miał usłyszeć, że umowę o pracę podpisał z nim komisarz Kochalski, a nie dyrektor BGN Marcin Bajko i „bez rekomendacji PiS tego stanowiska by nie otrzymał”.

W innej relacji ta sprzeczka była bójką. „Gazeta Wyborcza” tak o tym pisze: „Jakub pobił się z Wąsikiem. To nie była przepychanka, tylko bójka na pięści. Zostali rozdzieleni – wspomina osoba obecna na imprezie. Bójkę widziało kilkanaście osób. – Poszło o Srebrną, o to, że Kuba nie chciał pomóc, i o to, że generalnie nie spełniał oczekiwań Wąsika i Kamińskiego. Wcześniej, na tym samym weselu, Kamiński miał o to do Kuby pretensje. Już po tej bójce pijany Kamiński zaczepiał żonę Kuby, całował ją po rękach, mówił, że zasługuje na lepszego męża”.

I na zakończenie jeszcze jedna historia – tym razem opowiedziana przez Marcina Rudnickiego. To było już w roku 2016, kiedy stowarzyszenie Miasto Jest Nasze opublikowało mapę dzikiej reprywatyzacji. Jakub R. przestraszył się. „Jakub poprosił mnie, żebym się skontaktował z Wąsikiem, już wtedy zastępcą koordynatora służb. Powiedział, że chce współpracować i »da im na talerzu to, co będą chcieli« – mówi Marcin Rudnicki. – Zadzwoniłem do Wąsika. Ustaliliśmy, że z bratem spotka się Tomek Prus, u mnie w domu, w Powsinie. (…) Potem spotykali się już tylko we dwóch, nie wiem gdzie, od maja do września 2016 r. (…) Przed aresztowaniem powiedział mi, że »oni« nie są zadowoleni, bo »nie może im dać tego, co chcą«. Chcieli informacji o udziale Gronkiewicz-Waltz i polityków PO w mafii reprywatyzacyjnej. Zależało im, żeby były jakieś koperty z pieniędzmi, tajne spotkania… On czegoś takiego nie miał”.

Nasz człowiek w BGN, moi ludzie w CBA

Jak te informacje oceniać? Politycy PiS i pisowskie media rewelacje Jakuba R. albo przemilczają, albo mówią o nich, że to pomówienia, zemsta, linia obrony. Czy tak jest – warto by sprawdzić. Jedno jest absolutnie pewne – Jakub R. był zakumplowany z Wąsikiem, Bejdą i Kamińskim. Ich bliskiej znajomości nie sposób podważyć.

Pewnie nie sposób także podważyć znajomości Wąsika z Bajką. Bo jeżeli prosi się kogoś o znalezienie pracy znajomemu, to raczej nie obcą osobę. Okazuje się więc, że Biuro Gospodarki Nieruchomościami w Warszawie kierowane było przez ludzi bliskich PiS lub przez PiS, jak wynika ze słów Marcina Rudnickiego, tam wstawionych.

Natomiast patrząc na sprawę z punktu widzenia urzędnika, który decyduje o majątku wartym dziesiątki milionów złotych, szefowie BGN mogli czuć się pewnie, jeżeli mieli takie znajomości i jeżeli wpływowi politycy, związani ze służbami specjalnymi, mieli do nich różne interesy. I jest to określenie eufemistyczne, na podstawie grypsu Jakuba R. można bowiem mniemać, że de facto był agentem CBA. Że miał donosić do CBA, co w sprawach reprywatyzacyjnych się dzieje, przygotowywać operację przeciwko ludziom Hanny Gronkiewicz-Waltz i PO. Nie rozwinęła się ona tylko dlatego, że ekipa kierująca CBA została zdymisjonowana.

W każdym razie czuł, że w szefach CBA może szukać oparcia i jest dla nich ważny, jest przez nich traktowany jak swój. To mogło rodzić poczucie bezkarności. Oczywiście nasuwa się pytanie, gdzie była Hanna Gronkiewicz-Waltz, dlaczego taki stan rzeczy tolerowała. Ale to już inna historia.

Ona i tak, jeżeli informacje Jakuba R. się obronią, prezentuje się lepiej niż Wąsik, Kamiński i Bejda. Bo co były wicedyrektor kładzie nam na tacy? Po pierwsze, pokazuje, jak instrumentalnie grupa pisowskich „siłowików” traktowała problem reprywatyzacji. I że PiS poprzez „swoją” kancelarię prawną było zdecydowane wejść na rynek warszawski, żeby skupować roszczenia i przejmować nieruchomości. To miało być jedno ze źródeł zasilania partyjnej kasy. Mając w pamięci kazus biurowca po dawnym „Expressie Wieczornym” i rozkwit spółki Srebrna, czyli uwłaszczenie się PiS na państwowym majątku, oskarżenia Jakuba R. przynajmniej warto dokładnie zweryfikować.

Po drugie, z jego listu jednoznacznie wynika, że szefowie CBA wiedzieli, że reprywatyzacja warszawska to jedna wielka patologia. Ale zainteresowani byli nie jej zwalczaniem, lecz wykorzystaniem do własnych celów – żeby podłączyć się pod odzyskiwanie kamienic i znaleźć haki na polityków PO.
Innymi słowy, Jakub R. pokazał bagno stołecznej reprywatyzacji. Sytuację, w której wszyscy, poza lokatorami oddawanych kamienic, byli zainteresowani reprywatyzacją i krążyli wokół warszawskich nieruchomości niczym sępy wokół padliny. Usta zaś mieli pełne sloganów o sprawiedliwości dziejowej, świętym prawie własności i ohydnych komunistach, którzy zabrali, więc trzeba oddać.

Ława oskarżonych, na której usadzono Hannę Gronkiewicz-Waltz, zaczyna się nam poszerzać.

Kolega koledze

I po trzecie, oskarżenia padające z ust Jakuba R. są za poważne, żeby je zbagatelizować jako „linię obrony”. Zwłaszcza że nie dotyczą zarzutów, które są stawiane Jakubowi R. On nic nie pisze o Chmielnej 70. W tej sytuacji co najwyżej można to uznać za próbę zemsty na dawnych kolegach. Tylko że prokuraturę, a także sąd, mało obchodzi, czy ktoś chce się mścić. Za to bardzo ją interesuje, czy mówi prawdę, czy nie. A jak widać po reakcji PiS, wygląda na to, że trafił celnie.

I na zakończenie – w ubiegłym tygodniu dziennik „Polska The Times” podał, że prokuratura sprawdza powiązania Kamińskiego i Wąsika z Jakubem R. i jego bratem. Trwa to od października, a decyzję podjęto na podstawie zawiadomienia „jednego z podejrzanych”, czyli najpewniej Jakuba R. Co to oznacza? Można wnioskować, że co najmniej od października Zbigniew Ziobro sprawdza Kamińskiego i Wąsika. I że ma na nich solidnego haka.

Świadomy tej sytuacji jest, zdaje się, Mateusz Morawiecki, który już zdążył powiedzieć, że rozmawiał z Wąsikiem i Kamińskim o całej sprawie, że „ma ona charakter bardzo niesłusznie postawionych zarzutów”. Czyli przekazał Ziobrze i prokuratorom, jaka powinna być tu wykładnia.

Nasuwają się więc kolejne pytania: czy prokurator ugnie się przed premierem? Czy będzie szansa, żeby usłyszeć Jakuba R. i zweryfikować jego zeznania? I co tak naprawdę z nim się teraz dzieje?

Wydanie: 11/2018

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy