Czas skończyć z kulturą gwałtu

Czas skończyć  z kulturą gwałtu

„We Are Tired” (jesteśmy zmęczeni), mówią nigeryjscy aktywiści społeczni. Są zmęczeni kolejnymi historiami brutalnie zgwałconych i pobitych młodych kobiet. W czasie pandemii liczba gwałtów w Nigerii wzrosła trzykrotnie. A to tylko oficjalne statystyki. Ze względu na eskalację przemocy na tle płciowym gubernatorzy wszystkich 36 nigeryjskich prowincji zarządzili stan wyjątkowy.

Uwa uczyła się w kościele

Vera Uwaila Omosuwa była 22-letnią studentką mikrobiologii na uniwersytecie w Beninie. 28 maja, szukając ciszy i spokoju do nauki, wybrała się do lokalnego kościoła. Tam została brutalnie zgwałcona i pobita. Zmarła po kilku dniach. Przez ostatnie trzy lata Uwa uczyła się w kościele, ponieważ w okolicy nie ma publicznych bibliotek. „Uwa długo nie wracała i miała wyłączony telefon. W końcu do jej matki zadzwoniła żona jednego z duchownych. Znalazła dziewczynę w kałuży krwi”, opowiada mediom Ufuoma Akpobi ze Stowarzyszenia Przeciwko Przemocy Seksualnej. Niecały tydzień później w mieście Ibadan zgwałcono i zamordowano 18-letnią Barakat Bello. Mniej więcej w tym samym czasie media nagłośniły sprawę 12-latki ze stanu Jigawa, którą zgwałciło 11 mężczyzn. Z kolei w kwietniu 18-letnią Jennifer zgwałciło pięciu mężczyzn. Sprawą zainteresowano się szerzej dopiero, gdy bliscy dziewczyny umieścili w sieci wzruszający filmik, na którym pocieszają rozdygotaną nastolatkę. Rodzina zdecydowała się na ten krok w obawie przed ucieczką sprawców.
To tylko kilka przypadków przemocy wobec kobiet z ostatnich miesięcy. Tylko od stycznia do maja zgłoszono 717 spraw dotyczących gwałtów i zatrzymano ok. 800 podejrzanych. Na początku czerwca aresztowano m.in. czterech mężczyzn oskarżonych o gwałty na dziewczynkach w wieku od 6 do 15 lat. Amnesty International ostrzega, że statystyki zabójstw i gwałtów są zaniżone, przez co wielu sprawców pozostaje bezkarnych. Za każdą liczbą w statystykach kryje się oddzielna historia bólu, cierpienia i poczucia niesprawiedliwości. To próbują przekazać aktywiści organizujący protesty i stający w obronie wykorzystywanych kobiet. Ze względu na obostrzenia związane z pandemią wiele działań musieli prowadzić zdalnie, co pozwoliło im odkryć efektywność kampanii prowadzonych z domu. #JusticeFor
Uwa, #JusticeForJennifer, #JusticeForTina to hashtagi upamiętniające ofiary gwałtów. Są bardzo popularne w mediach społecznościowych i udostępniane przez kolejne osoby. Dzięki temu historie kobiet poznają ludzie z całego świata i dołączają do apeli rozgoryczonych Nigeryjek: czas skończyć z kulturą gwałtu.
Tragiczna śmierć Uwy była impulsem do zorganizowania protestów w całym kraju. W Beninie ubrani na czarno manifestanci przemaszerowali w kierunku posterunku policji, domagając się sprawiedliwości dla zgwałconej dziewczyny. Protestujący z transparentami „Nie znaczy nie” czy „Chcemy sprawiedliwości dla nigeryjskich dziewczynek i kobiet” zebrali się także wokół komisariatu w stolicy kraju, Abudży. Aktywiści chcą nakłonić władze do zwiększenia funduszy na walkę z przemocą i wpłynięcia na efektywność policji. Ludzie od dawna mają żal do służb mundurowych za ich opieszałość. Dowodów zbrodni z miejsca śmierci Uwy nie zabezpieczono przez wiele dni. Przypadek studentki nie jest odosobniony. Policjanci w Nigerii notorycznie ociągają się ze zbieraniem dowodów, czasem  w ogóle nie pojawiają się na miejscu zbrodni. To policzek dla rodzin ofiar jeszcze bardziej zmniejszający szanse na schwytanie sprawców.

System prawny nie wystarcza

W 2015 r. nigeryjski rząd przegłosował ustawę, której celem było zakazanie wszelkich form przemocy i skuteczne pociąganie sprawców do odpowiedzialności. Poprzedziła to niemal 15-letnia kampania organizacji kobiecych, które domagały się podjęcia przez polityków tematu przemocy ze względu na płeć. Sukces ogłoszono jednak na wyrost. Minęło pięć lat, a prawo zostało ratyfikowane przez mniej niż połowę nigeryjskich stanów. I tylko w niektórych regionach obowiązują przepisy dotyczące przeciwdziałania przemocy domowej. Dostęp do organów sprawiedliwości, porad prawnych czy opieki zdrowotnej (potrzebny przy obdukcji) jest nierówny i niełatwy.
W listopadzie 2019 r. w Nigerii stworzono publiczny rejestr przestępców seksualnych. Nie działa on jednak tak jak powinien, podczas czerwcowych protestów organizacje feministyczne domagały się bowiem – po raz kolejny – upublicznienia listy gwałcicieli. Ostatnie wydarzenia pokazują, że obywatelom (a zwłaszcza obywatelkom) skończyła się cierpliwość i państwo musi na poważnie zająć się gwałtami. Minister sprawiedliwości Abubakar Malami zapowiedział powołanie międzyresortowego komitetu, który wypracuje rozwiązania prawne, pomocne w sytuacjach przemocy seksualnej. Także sam prezydent w odezwie do narodu wyznał, że jest „zmartwiony i zdenerwowany” ze względu na ostatnie tragiczne wydarzenia i fakt, że gwałciciele biorą na celownik coraz młodsze dziewczyny. Trwające wiele dni krajowe protesty zmobilizowały do działania także gubernatorów wszystkich 36 nigeryjskich stanów. Zobowiązali się do wypracowania i stosowania ostrzejszych środków prawnych wobec gwałcicieli. Ponadto Nigeryjska Komisja Praw Człowieka rozpoczęła w mediach społecznościowych kampanię edukującą mężczyzn o znaczeniu zgody w kontaktach seksualnych.

Nieskuteczność policji

Przemoc wobec kobiet, w tym liczba gwałtów, praktycznie wszędzie na świecie wyraźnie wzrosła w czasie pandemii, Nigeria nie jest wyjątkiem. Ale koronawirus jedynie uwypuklił problem, który od lat dotyka to zachodnioafrykańskie społeczeństwo. ONZ szacuje, że chociażby w Kadunie, mieście w północno-zachodniej Nigerii, jeden na czterech chłopców i jedna na dziesięć dziewczyn poniżej 18. roku życia doświadczyło przemocy seksualnej. Adwokatka Zainab Aminu Garba, przewodnicząca Międzynarodowej Federacji Prawniczek w Kadunie, określiła gwałt jako epidemię trawiącą region. Rocznie 2 mln Nigeryjek pada ofiarą różnego rodzaju przemocy seksualnej. Niewiele z tych przypadków jest zgłaszanych na policję. Kobiety nadal muszą się mierzyć ze stygmatyzacją i ostracyzmem społecznym, jakie narosły wokół gwałtu. Mała jest też wiara w instytucje społeczne, które są nieefektywne i notorycznie zawodzą ofiary przemocy.
Aktywistka Priscilla Usiobaifo, działająca na rzecz walki z przemocą ze względu na płeć w ramach BraveHeart Initiative, w rozmowie z „Guardianem” nazywa zachowanie policji szokującym: „Ofiary zabierane są na miejsce zbrodni razem z podejrzanymi. Policja zbiera dowody bez rękawiczek. Znam przypadek kobiety, ofiary gwałtu zbiorowego, która na polecenie funkcjonariuszy musiała sama podnieść z ziemi zużytą prezerwatywę”. Winne jest temu niewystarczające przeszkolenie i seksistowskie przekonanie, że gwałt nie jest wielką zbrodnią.
Zdarza się, że to policjanci stają się oprawcami. Wielu z nich jest i było oskarżanych o przemoc wobec kobiet i różne nadużycia. Pod koniec maja 16-letnia licealistka Tina Ezekwe została zastrzelona po tym, jak policja otworzyła ogień na przystanku autobusowym w Lagos, największym mieście w kraju. Do tragedii doszło po godzinie policyjnej wprowadzonej na okres pandemii. Po fali oburzenia, która zalała sieć, policja oświadczyła, że dwóch oficerów zostało aresztowanych i grozi im postępowanie dyscyplinarne, niewykluczone, że również konsekwencje karne. W tym samym czasie ogłoszono również, że do spraw związanych z przemocą na tle płciowym będzie przydzielana większa liczba funkcjonariuszy. Te działania mają na celu uspokojenie nastrojów społecznych. Pokazuje to wymownie, że bezkarność i brutalność policji nie są jedynie problemem amerykańskim, a to sytuacja w Stanach Zjednoczonych najbardziej przyciąga uwagę mediów. W 2018 r. Anita Akapson, która właśnie wróciła z zagranicznych studiów, została śmiertelnie postrzelona przez funkcjonariuszy. Jak się później tłumaczyli, pomylili ją z kimś innym. W tym samym roku zabita została Linda Angela Igwetu. Policjant strzelił do niej, kiedy po prostu siedziała w samochodzie.
„Jesteśmy zmęczeni bezsensownymi zabójstwami, śmiertelnymi wypadkami na drogach, pożarami w domach, gwałtami na dziewczynach, mordami na chłopcach”, napisała do 4 mln followersów na Twitterze Tiwa Savage, gwiazda afropopu. Tiwa zachęciła też, by do jej wyliczanki rzeczy, które nie działają w Nigerii i ranią obywateli, przyłączyli się inni. Do Savage dołączyły inne lokalne gwiazdy, np. producent muzyczny Don Jazzy, który ma 4,6 mln obserwujących, a także popularni piosenkarze Mr Eazi
i Rema. Gwiazdy zabierają głos głównie w sprawie gwałtów i bezkarności policji. „W USA policja zabija czarnych Amerykanów, a policja nigeryjska zabija Nigeryjczyków”, taką myślą wokalista Wizkid podzielił się z 6,5 mln followersów. Jego wypowiedź była wycelowana w prezydenta kraju Muhammadu Buhari. Inni komentujący stawiali nawet znak równości między Donaldem Trumpem a Muhammadu Buhari.
Nigeryjska policja potrzebuje zmian. Zdaniem prof. Oyesoji Aremu z Uniwersytetu w Ibadanie ustawa o reformie policji z 2019 r. nadal omija istotne kwestie i nie jest o wiele lepsza od archaicznego już Aktu o policji z 1943 r. Zmilitaryzowana policja nigeryjska lekceważąco podchodzi do stosowania przemocy, co można uważać za pozostałość kolonializmu. Ale Nigeryjczycy widzą, jak mocna jest mobilizacja w Stanach Zjednoczonych i to motywuje ich do działania. Aktywiści doceniają także możliwości internetu. W końcu walka z brutalnością policji może oznaczać doświadczenie owej brutalności na własnej skórze. Dlatego odzew na portalach społecznościowych przynosi poczucie zjednoczenia wokół tej sprawy i dodaje odwagi do działania.

Wydanie: 29/2021

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy